Młodzi absolwenci coraz częściej widzą w sztucznej inteligencji nie narzędzie rozwoju, ale zagrożenie dla pierwszej pracy. University of Miami Herbert Business School przekonuje, że odpowiedzią nie jest ucieczka przed AI, lecz przebudowa edukacji biznesowej wokół kompetencji, których automatyzacja nie zastąpi.
- Gen Z coraz częściej obawia się, że AI ograniczy dostęp do pierwszych miejsc pracy
- Miami Herbert Business School przebudowuje programy wokół AI, strategii i praktycznego uczenia się
- Szkoła stawia nie tylko na narzędzia technologiczne, ale też na „human intelligence”: odporność, komunikację i ocenę sytuacji
- Nowe role zawodowe mają powstawać na styku biznesu, AI, etyki, ryzyka i zarządzania zmianą
Dla wielu młodych ludzi wejście na rynek pracy przestało przypominać obietnicę awansu społecznego, a coraz bardziej wygląda jak test odporności psychicznej. Najnowsi absolwenci uczelni w USA patrzą na gospodarkę, w której firmy technologiczne chwalą się rosnącymi wycenami, ale jednocześnie ograniczają zatrudnienie. Widzą też narzędzia AI, które automatyzują zadania jeszcze niedawno wykonywane przez juniorów. Nic dziwnego, że część pokolenia Z zaczyna traktować sztuczną inteligencję jako przeszkodę.
Zapisz się na newsletter BGR. Otrzymuj najlepsze informacje i porady, a także zaproszenia na eventy.
Klikając „Zapisz mnie”, potwierdzasz, że przeczytałeś i zgadzasz się z naszą Polityką prywatności.
Dla szkół biznesu to problem fundamentalny. Jak uczyć zarządzania ludźmi, skoro firmy coraz częściej mówią o automatyzacji pracy? Jak projektować dwuletni program MBA, gdy technologia zmienia kolejne branże w tempie, którego nie nadążają opisywać podręczniki? I jak przygotowywać studentów do rekrutacji, jeśli pierwszą selekcję kandydatów coraz częściej przeprowadzają algorytmy?
Paul A. Pavlou, dziekan University of Miami Patti and Allan Herbert Business School, uważa, że odpowiedzią nie jest obrona starego modelu edukacji. Jego zdaniem uczelnie muszą przebudować programy od podstaw. Nie wokół konkretnych narzędzi AI, ale wokół strategii, praktycznych doświadczeń i rozumienia tego, jak technologia zmienia organizacje.
Pavlou nie ukrywa obaw. Z jednej strony przypomina, że wcześniejsze fale automatyzacji niszczyły część zawodów, ale jednocześnie tworzyły nowe sektory i modele pracy. Z drugiej przyznaje, że obecni absolwenci nie żyją w długim horyzoncie historycznym, tylko tu i teraz. Muszą umieć przejść rozmowę kwalifikacyjną prowadzoną lub wspieraną przez AI, a pracodawcy potrafią już oczekiwać „dwóch lat biegłości w AI” nawet od osób dopiero wchodzących na rynek.
Dlatego Miami Herbert rozprowadza AI po całym programie nauczania. Sztuczna inteligencja nie jest tam zamknięta w kursach programowania. Ma być obecna w finansach, marketingu, łańcuchach dostaw i zarządzaniu. Popularnością cieszy się już kierunek poboczny związany z AI, a uczelnia przygotowuje multidyscyplinarny program licencjacki z koncentracjami m.in. w marketingu, finansach i supply chain.
Najważniejszy zwrot dotyczy jednak nie samej technologii, lecz tego, co szkoła nazywa „human intelligence”. Chodzi o odporność, zaradność, inteligencję emocjonalną, umiejętność negocjowania, prowadzenia rozmowy i podejmowania decyzji w niepewności.
To kompetencje, które w świecie generatywnej AI mogą stać się ważniejsze niż sama znajomość kolejnej aplikacji. Narzędzia zmieniają się błyskawicznie, ale zdolność oceny, co warto z nimi zrobić, pozostaje po stronie człowieka.
Sprawdź też: Superbohaterka nie udźwignęła peleryny. „Supergirl” może przynieść spore straty
Uczelnia testuje też AI w samej dydaktyce. Studenci mają otrzymywać bardziej spersonalizowane ścieżki nauki, doradztwo i mentoring. To jednocześnie praktyczna lekcja przyszłej pracy, w której człowiek coraz częściej będzie współpracował z systemami rekomendacyjnymi, automatycznymi asystentami i narzędziami wspierającymi decyzje.
Nowe stanowiska już powstają. Przykładem jest rola „forward deployed AI accelerator” w zespole marketingu Stripe, czyli osoby odpowiedzialnej za to, by AI stała się domyślnym sposobem pracy marketerów. Dla absolwentów oznacza to, że nie muszą konkurować z AI jeden do jednego. Mogą zajmować miejsca tam, gdzie trzeba przeprojektować istniejące procesy: w księgowości, finansach, łańcuchach dostaw, obsłudze klienta czy analizie ryzyka.
Miami sprzyja takiemu eksperymentowi. Po pandemii południowa Floryda przyciągnęła inwestorów technologicznych, ludzi z Wall Street, startupy fintechowe i firmy z sektora kryptowalut. Szkoła współpracuje m.in. z Microsoftem przy wdrażaniu Copilota do programu nauczania, a lokalne firmy wspierają inicjatywy związane z blockchainem, tokenizacją i zastosowaniami AI w usługach. AI interesuje także linie lotnicze, branżę rejsów wycieczkowych, hotelarstwo i rozrywkę, czyli sektory ważne dla regionu.
U nas nie jest (jeszcze) tak źle
W Polsce podobne napięcie dopiero narasta. Młodzi absolwenci słyszą, że AI zwiększy produktywność, ale jednocześnie widzą mniej ofert juniorskich, automatyzację prostych zadań i rosnące wymagania już na starcie kariery. Dla polskich uczelni biznesowych to sygnał ostrzegawczy: sama teoria zarządzania nie wystarczy. Programy powinny szybciej łączyć AI, analizę danych, etykę, prawo, komunikację i praktykę w firmach.
Przyszłość edukacji biznesowej polega na przygotowaniu ludzi do świata, w którym narzędzia będą zmieniać się praktycznie stale. Gen Z może mieć powody do niepokoju, ale jest też pokoleniem, które najdłużej będzie definiować nowy model pracy. Warunek jest jeden: musi nauczyć się nie tylko używać AI, lecz także rozumieć, gdzie człowiek nadal tworzy największą wartość.
Czytaj też: Pokolenie pomiędzy epokami. Zillenialsi mogą być największymi wygranymi rynku pracy
