Digital twin bez drogiej kamery. Polski zespół zamienia smartfon w narzędzie do wirtualnych spacerów [WYWIAD]

Na zdjęciu: Michał Michalewicz i Krzysztof Wegner, współzałożyciele Walksee / Fot. Peshkova, Shutterstock.com Na zdjęciu: Michał Michalewicz i Krzysztof Wegner, współzałożyciele Walksee / Fot. Peshkova, Shutterstock.com
Na zdjęciu: Michał Michalewicz i Krzysztof Wegner, współzałożyciele Walksee / Fot. Peshkova, Shutterstock.com

Pomysł narodził się w 2019 r., gdy Michał Michalewicz zauważył rosnącą popularność wirtualnych spacerów i barierę kosztową sprzętu 360, zdominowaną wtedy przez rozwiązania pokroju Matterporta. Powstała firma Walksee, która dziś oferuje tworzenie sfer i digital twinów (cyfrowi bliźniacy) bez instalowania aplikacji, prosto w przeglądarce, a nieskomplikowany hardware pełni funkcję „fizycznego UX”, który podnosi powtarzalność i ułatwia decyzję zakupową. Po latach testów użyteczności (w tym badań na użytkownikach dobranych do profilu polskiego pośrednika) spółka komercjalizuje produkt modelem 1 zł za urządzenie i 99 zł miesięcznie, celując w nieruchomości, a w kolejnym kroku także w rynek automotive.

  • Technologia działa w przeglądarce bez aplikacji, a proste urządzenie ułatwia i automatyzuje cały proces
  • UX wygrywa: ok. 80% poprawnych użyć bez instrukcji przy pierwszym podejściu, prawie 100% przy kolejnym — to pokazuje, że rozwiązanie zostało dobrze przetestowane
  • Model biznesy to 1 zł za urządzenie + 99 zł/mc za hosting digital twinów w subskrypcji
  • W planach jest ekspansja poza nieruchomości (m.in. automotive)

Wirtualne spacery i zdjęcia 360 stopni stały się standardem w części Europy, ale w Polsce nadal są rzadkością, mimo że potrafią znacząco podnieść jakość leadów i skuteczność sprzedaży.

Zespół Michała Michalewicza i Krzysztofa Wegnera postawił sobie ambitny cel: uprościć tworzenie digital twinów tak, by wystarczył zwykły smartfon i przeglądarka, bez instalowania aplikacji. Po drodze okazało się, że największą barierą nie jest sama technologia, lecz przetłumaczenie jej na intuicyjny interfejs i nawyki użytkowników.

W rozmowie z Business Growth Review opowiadają o kulisach badań UX, o tym, dlaczego dodali fizyczny element do pierwotnie w pełni software’owego pomysłu oraz jak zbudowali wartość na danych. Wyjaśniają też, czemu teraz stawiają na subskrypcję, jakie widzą zastosowania poza nieruchomościami i dlaczego rynek automotive może być kolejnym przełomem.

Grzegorz Kubera, Business Growth Review: Skąd wziął się pomysł na firmę?

Michał Michalewicz, współzałożyciel Walksee: Koncepcja powstała w 2019 r. To wtedy, obserwując pewne zjawiska, doszedłem do wniosku, że warto nadać im konkretną formę. Zauważyłem, że coraz większą popularność zaczynają zdobywać wirtualne spacery. W tamtym czasie wykonanie obrazu 360 stopni wymagało jednak bardzo drogiego sprzętu, przede wszystkim specjalistycznych kamer 360, które nie były jeszcze tak powszechne jak dziś. Liderem rynku był wtedy amerykański Matterport, oferujący własne rozwiązania sprzętowe w cenie przekraczającej 10 tys. zł. Zastanawiało mnie, dlaczego czegoś takiego nie da się zrobić przy użyciu telefonu.

I uznaliście, że warto to sprawdzić?

Michał Michalewicz: Tak. Zainteresowałem tym pomysłem kolegę z naszego zespołu, który przez wiele lat działał w branży home&decor, i wspólnie zaczęliśmy pracować nad tym tematem. Próbowaliśmy opracować rozwiązanie we współpracy ze znanymi nam software house’ami, inwestując w to niemałe środki. Szybko jednak okazało się, że jest to zadanie znacznie bardziej złożone, niż początkowo zakładaliśmy. Wtedy zrozumiałem, że mamy do czynienia nie z projektem czysto technologicznym, ale z wyzwaniem badawczym.

Dzięki kontaktom z Politechniką Poznańską i Centrum Transferu Technologii poznałem Krzysztofa Wegnera, który był rekomendowany jako ekspert w dziedzinie przetwarzania obrazu. Tak właśnie doszło do naszej współpracy. W bardzo krótkim czasie opracował on wstępny prototyp, który jednoznacznie pokazał, że stworzenie takiego rozwiązania przy użyciu telefonu jest możliwe. W ten sposób zaczęła się nasza wspólna przygoda.

Zobacz też: Naprawa dróg – jak wybrać idealną firmę i na co zwrócić uwagę przy współpracy?

Walksee to specjalne urządzenie, do którego podpinamy smartfona, a całość uzupełnia dedykowane oprogramowanie. Czy od początku tak to działało?

Krzysztof Wegner, współzałożyciel Walksee: Na początku rozwiązanie opierało się wyłącznie na oprogramowaniu. Ideą było całkowite wyeliminowanie sprzętu, tak aby użytkownik mógł, korzystając jedynie z telefonu i bez instalowania dodatkowych aplikacji, wejść na stronę internetową i za jej pomocą zamienić smartfona w kamerę sferyczną do rejestrowania wirtualnych spacerów.

Z czasem, po wielu testach laboratoryjnych, okazało się jednak, że poziom kompetencji cyfrowych osób sprzedających nieruchomości jest bardzo zróżnicowany. Dlatego dziś uzupełniamy rozwiązanie o proste urządzenie, które dodatkowo automatyzuje ruch telefonu, przez co proces rejestracji wirtualnego spaceru jest szybszy, łatwiejszy i bardziej powtarzalny.

Michał Michalewicz: Tak, i warto podkreślić, że cała „magia” oraz kluczowa technologia tego rozwiązania tkwią w oprogramowaniu, a nie w sprzęcie. Hardware pełni tu rolę narzędzia ułatwiającego korzystanie z interfejsu. Można powiedzieć, że jest fizycznym odpowiednikiem UX całego rozwiązania.

Przemyślany model biznesowy

Mam też takie przekonanie — być może się mylę — że obecność sprzętu ułatwia użytkownikom decyzję o zakupie. Dostają wtedy coś fizycznego, a nie wyłącznie oprogramowanie. Z mojego doświadczenia wynika, że wiele osób niechętnie płaci tylko za software, bo przez lata przyzwyczaiło się, że tego typu rozwiązania powinny być darmowe. W przypadku sprzętu ta percepcja jest wyraźnie inna i łatwiej uzasadnić jego wartość.

Michał Michalewicz: Zgadzam się. Moim zdaniem jest tu jeszcze jeden, bardziej ogólny wątek. Kompetencje w zakresie tworzenia oprogramowania w Europie są wciąż niższe niż w Stanach Zjednoczonych, zarówno w dużych firmach technologicznych, jak i w startupach. Tam obiektywnie robi się to lepiej, zwłaszcza jeśli chodzi o umiejętność przekładania zaawansowanej technologii na rozwiązania użyteczne dla zwykłego użytkownika. Ta zdolność „oswajania” innowacji jest po prostu bardziej rozwinięta.

Na zdjęciu: Michał Michalewicz
Na zdjęciu: Michał Michalewicz

My włożyliśmy bardzo dużo pracy w to, aby UX i UI naszego rozwiązania były maksymalnie czytelne i intuicyjne. Przeprowadziliśmy specjalny cykl badań laboratoryjnych, których celem było wyeliminowanie wszelkich barier w korzystaniu z systemu. Sprawdzaliśmy m.in., jaki odsetek użytkowników, zdefiniowanych według konkretnych kryteriów, jest w stanie skorzystać z rozwiązania za pierwszym podejściem, bez żadnej instrukcji. Badania prowadziliśmy na osobach dobranych zgodnie z profilem typowego pośrednika nieruchomości w Polsce, którym najczęściej jest kobieta po czterdziestce, z wyższym, nietechnicznym wykształceniem, mieszkająca w dużym mieście.

Dzięki testowaniu doprowadziliśmy rozwiązanie do, moim zdaniem, relatywnie wysokiego poziomu doskonałości. Dziś wygląda to tak, że nawet bez dodatkowego urządzenia i przy drugim użyciu z rozwiązania skutecznie korzysta już praktycznie 100% użytkowników, a przy pierwszym podejściu odsetek ten wynosi około 80% procent.

To jest chyba w tym wszystkim najważniejsze, bo była to dla nas także cenna lekcja pokory. Z jednej strony mówimy o bardzo zaawansowanej technologii software’owej, unikalnej co najmniej w skali europejskiej. Z drugiej jednak strony dopiero ten prosty, fizyczny element — niewielkie urządzenie z jednym przyciskiem — okazał się kluczowy. To on domyka całość i sprawia, że korzystanie z tej zaawansowanej technologii staje się naprawdę intuicyjne.

I całość działa w przeglądarce, bez konieczności instalowania aplikacji na telefonie?

Krzysztof Wegner: Cały mechanizm polega na tym, że użytkownik wchodzi po prostu na stronę internetową, podobnie jak do skrzynki Google, zakłada konto i od razu może zacząć korzystać z rozwiązania. Nie ma potrzeby instalowania żadnej aplikacji, co stanowi jedną z największych przewag i znacząco upraszcza cały proces. W praktyce oznacza to, że ktoś może być w dowolnym miejscu, bez dodatkowego sprzętu czy przygotowania, a jeśli chce zarejestrować wirtualny spacer, wystarczy, że wyciągnie telefon, wejdzie na stronę i natychmiast ma do dyspozycji kamerę sferyczną gotową do działania.

Czy model biznesowy, zakładający urządzenie za symboliczną złotówkę i abonament 99 zł/mc, obowiązywał od samego początku, czy jest to efekt kolejnych iteracji i zmian po drodze?

Michał Michalewicz: Do tej pory dystrybucję tego rozwiązania prowadziliśmy bezpłatnie dla użytkowników końcowych. Koszty ponosili wyłącznie nasi partnerzy biznesowi, którzy integrowali technologię ze swoimi procesami. Przykładowo serwisy nieruchomości online korzystały z rozwiązania w modelu white label, w którym nasz komponent technologiczny, nazwany kreatorem sfer, był wbudowany w ich platformy. Dla użytkownika końcowego usługa pozostawała darmowa, ponieważ traktowaliśmy ten etap jako formę zaawansowanej bety.

Dzięki temu trafiało do nas bardzo dużo nietypowych przypadków użycia, które pozwalały systematycznie rozwijać i dopracowywać produkt. Jednocześnie budowaliśmy unikalną i bardzo dużą bazę danych, obejmującą zarówno gotowe zdjęcia sferyczne, jak i obrazy źródłowe, z których były one tworzone. Dziś ten zasób danych uczących stanowi dla nas istotną wartość — zarówno operacyjną, jak i strategiczną — i wpływa na wycenę spółki. Zawsze bierzemy to pod uwagę przy podejmowaniu decyzji biznesowych.

Czy klientami są głównie właśnie platformy online, czy może agencje nieruchomości lub nawet pojedynczy pośrednicy?

Michał Michalewicz: Do tej pory naszymi użytkownikami byli przede wszystkim pośrednicy nieruchomości oraz osoby pracujące z wnętrzami, choć nie ograniczało się to wyłącznie do tej grupy. Natomiast klientami płacącymi za rozwiązanie były głównie serwisy nieruchomości.

Krzysztof Wegner: Naszą ideą jest to, aby ta technologia była powszechnie dostępna. Dlatego obecnie kierujemy ją do osób indywidualnych, aby bariera wejścia była jak najniższa i każdy mógł samodzielnie spróbować swoich sił oraz zwiększyć atrakcyjność i sprzedawalność swoich produktów. Nie ograniczamy się przy tym wyłącznie do wnętrz nieruchomości, ponieważ prowadzimy również testy na innych rynkach, gdzie wirtualne spacery mogą służyć do prezentowania różnego rodzaju przestrzeni i obiektów.

Na zdjęciu: Krzysztof Wegner
Na zdjęciu: Krzysztof Wegner

Kluczowe jest to, że takie zdjęcia pokazują rzeczywisty stan miejsca czy produktu. W czasach, w których bardzo łatwo wygenerować idealne, często oderwane od rzeczywistości obrazy z użyciem AI, możliwość zobaczenia, jak coś naprawdę wygląda, staje się wartością samą w sobie. W przypadku nieruchomości ma to szczególne znaczenie, ponieważ rynek zbyt mocno skupił się na generowaniu leadów dla samego ich pozyskiwania, a nie na finalizowaniu transakcji. Klient przyciągnięty ładnymi zdjęciami często rezygnuje po obejrzeniu nieruchomości na żywo, gdy okazuje się, że rzeczywistość odbiega od oczekiwań.

Dzięki wirtualnemu spacerowi w 360 stopniach klient może wcześniej dokładnie zobaczyć, jak dana nieruchomość wygląda w rzeczywistości. To sprawia, że leady są lepszej jakości, a ich konwersja i skuteczność sprzedaży po stronie pośrednika wyraźnie rosną. Do tej pory rozwiązania umożliwiające tworzenie takich spacerów były drogie i wymagały profesjonalnej obsługi, dlatego zajmowały się tym wyspecjalizowane firmy. Naszym celem jest zmiana tego podejścia i udostępnienie tej technologii w prosty sposób każdemu — tak, aby mógł z niej skorzystać przeciętny użytkownik, bez wysokich kosztów i skomplikowanych procesów.

Ile czasu zajmuje wykonanie wirtualnego spaceru? Załóżmy, że mamy mieszkanie o powierzchni ok. 50 metrów kwadratowych i chcemy je w całości zarejestrować. Jak długo trwa sam proces nagrania takiego spaceru?

Michał Michalewicz: Rejestracja jednej sfery zajmuje ok. 90 sekund, a całkowity czas wykonania spaceru zależy od liczby sfer, które chcemy stworzyć.

Sfera to pojedyncze zdjęcie 360 stopni wykonane w jednym punkcie. W zależności od potrzeb i wielkości pomieszczenia można wykonać jedną lub kilka sfer. W przypadku większych przestrzeni wykonanie kilku sfer pozwala na swobodne poruszanie się po pomieszczeniu i oglądanie go z różnych perspektyw.

Sprawdź też: Koniec z klawiaturą. Pracownicy masowo dyktują wszystko sztucznej inteligencji

Wirtualne spacery od strony biznesowej

Czy jest tak, że z rozwiązania użytkownicy korzystają rzadko lub nawet jednorazowo? Jeśli jako pośrednik nieruchomości kupię taki sprzęt z abonamentem, wykonam wirtualne spacery dla dwóch mieszkań i przez kolejne dwa–trzy miesiące nie będę miał nowych ofert, to naturalnie pojawia się pytanie, czy w takiej sytuacji klienci nie rezygnują z subskrypcji po miesiącu lub dwóch, uznając, że już zrobili wszystko, czego potrzebowali. Czy może wskaźnik LTV jest dłuższy i użytkownicy pozostają z usługą na długo?

Michał Michalewicz: To bardzo dobre pytanie. Warto zacząć od tego, że dopiero uruchamiamy model subskrypcyjny dla klientów korporacyjnych, więc na tym etapie nie mamy jeszcze pełnych danych dotyczących poziomu churnu. Zrealizowaliśmy jednak preordery i widzimy, że zamówienia systematycznie napływają, a pierwsze dostawy urządzeń są już za nami. To dla nas sygnał, że rozwiązanie osiągnęło wystarczający poziom dojrzałości, aby zaoferować je szerokiemu gronu klientów.

Ważnym elementem modelu biznesowego jest to, że zdjęcia sferyczne oraz tworzone na ich podstawie cyfrowe bliźniaki są hostowane na naszych serwerach i nie są udostępniane do samodzielnego przechowywania. Oznacza to, że jeśli klient chce w sposób ciągły korzystać z digital twinów wygenerowanych przy użyciu naszego systemu, musi utrzymywać aktywną subskrypcję. W praktyce sprzęt udostępniamy niemal bezpłatnie, co znacząco obniża barierę wejścia, a w ramach subskrypcji oferujemy możliwość tworzenia cyfrowych bliźniaków oraz ich wyświetlania i wykorzystywania w dowolnych kontekstach przez cały okres trwania umowy.

Rozumiem. A czy w planach są dodatkowe funkcje w abonamencie? Coś, co wykracza poza samo rejestrowanie wirtualnych spacerów?

Michał Michalewicz: Mamy spółkę zależną zajmującą się rozwojem różnego rodzaju technologii, która działa pod nazwą Digital Twins Company. Jest to w pełni nasza spółka i realizuje zarówno projekty na nasze potrzeby, jak i na zlecenie podmiotów zewnętrznych. W jej ramach powstają narzędzia, które potrafią interpretować cyfrowe bliźniaki, a także je modyfikować.

Krzysztof Wegner: Mamy np. rozwiązanie, które pozwala modyfikować cyfrową reprezentację rzeczywistej przestrzeni. Umożliwia zmianę aranżacji, np. koloru ścian. Po zarejestrowaniu zdjęcia sferycznego użytkownik może kliknąć konkretną ścianę, a system automatycznie ją rozpozna i zaznaczy. Następnie z dostępnej palety barw, np. wybranego producenta farb, można wskazać konkretny kolor. System automatycznie nanosi go na ścianę, zachowując naturalny światłocień, strukturę oświetlenia i cienie obecne w pomieszczeniu. Dzięki temu użytkownik może realistycznie ocenić, czy dana kolorystyka odpowiada jego oczekiwaniom.

Na zdjęciu: Walksee One, narzędzie do wirtualnych spacerów

Michał Michalewicz: To, co jest tutaj szczególnie istotne, to zrozumienie, dlaczego digital twins w ogóle są potrzebne i jaką pełnią funkcję we współczesnym świecie. Przez lata przyzwyczailiśmy się do tego, że zdjęcia często nie pokazują rzeczywistości taką, jaka jest naprawdę. Reklamy prezentują raczej wyidealizowaną wersję produktu lub przestrzeni, dostosowaną do intencji sprzedawcy, a nie wierne odzwierciedlenie stanu faktycznego. Digital twin daje możliwość pełnego zanurzenia się w rzeczywistości w formacie 360 stopni, jeden do jednego, bez upiększeń i manipulacji. Dzięki temu znacząco rośnie wiarygodność ogłoszenia czy prezentowanego procesu.

Ten trend został zauważony już kilka lat temu przez Gartnera, który wskazywał, że nadchodzi czas szerokiego wykorzystania cyfrowych bliźniaków i że technologia ta znajduje się na kluczowym etapie wdrożeniowym. Miało to sens również w kontekście dynamicznego rozwoju sztucznej inteligencji, która dodatkowo utrudnia przeciętnemu użytkownikowi internetu odróżnienie prawdy od fikcji. W takim otoczeniu rynkowym wartością sprzedażową stają się leady generowane na bazie obrazów 360 stopni, ponieważ są one znacznie bardziej jakościowe i „kaloryczne” niż te pozyskiwane wyłącznie poprzez klasyczne zdjęcia czy opisy tekstowe.

A jak oceniacie obecny poziom dotarcia do rynku? Czy mówimy raczej o dotarciu do kilku proc. potencjalnych klientów, czy bliżej kilkudziesięciu proc.? I jaki jest jeszcze realny potencjał dalszego zagospodarowania tego rynku?

Michał Michalewicz: To bardzo ciekawe pytanie, a odpowiedź wcale nie jest oczywista. Kiedy zaczynaliśmy rozwijać spółkę, analizowaliśmy przede wszystkim poziom nasycenia rynku nieruchomości rozwiązaniami 360 stopni. Dziś nie ograniczamy się już wyłącznie do tego segmentu, ponieważ w najbliższym czasie otworzy się również bardzo duży rynek automotive dla technologii digital twin, do którego zapewne jeszcze wrócimy. Najlepiej poznanym przez nas obszarem pozostaje jednak rynek nieruchomości.

W ciągu ostatnich pięciu lat skala wykorzystania materiałów 360 w ogłoszeniach nieruchomości w Polsce mniej więcej się podwoiła, ale mimo to wciąż pozostaje na bardzo niskim poziomie. Szacujemy, że obecnie jedynie około 5% wszystkich ofert na polskim rynku zawiera zdjęcia sferyczne lub wirtualne spacery. Dla porównania w Holandii sytuacja wygląda zupełnie inaczej, ponieważ niemal 100% ogłoszeń jest tam wyposażonych w materiały 360 stopni, zarówno w formie spacerów, jak i pojedynczych sfer.

Trudno jednoznacznie przewidzieć, do jakiego poziomu nasycenia dojdzie Polska, jednak sam trend jest wyraźny i jednoznaczny. Duże znaczenie będzie miała również postawa największych graczy, czyli serwisów nieruchomości. Obecnie sposób prezentowania treści 360 na wielu platformach wciąż nie jest optymalny, ale widać rosnącą świadomość, że ten obszar wymaga poprawy. Wszystko wskazuje na to, że w najbliższym czasie na rynku pojawią się w tym zakresie istotne zmiany.

Czytaj też: 5 typów firm, które w 2026 r. najłatwiej przekonują inwestorów i pożyczkodawców

Nie tylko nieruchomości

Jeśli chodzi o rynek motoryzacyjny, czy chcecie zapewniać możliwość obejrzenia wnętrza samochodu w formacie 360 stopni? Czy o to chodzi?

Michał Michalewicz: Konfiguratory samochodowe już istnieją, są dopracowane i dobrze spełniają swoje zadanie, ale dotyczą przede wszystkim nowych aut. Tymczasem równie istotnym segmentem rynku motoryzacyjnego jest dziś obrót samochodami używanymi, np. tymi po leasingu. W praktyce wygląda to tak, że klient kupując nowy samochód często zostawia poprzedni w rozliczeniu, a dealer musi następnie sprzedać ten konkretny egzemplarz.

W przypadku aut używanych kupujący chce dokładnie wiedzieć, z jaką wersją pojazdu ma do czynienia, jak wygląda jego wnętrze i jaki jest faktyczny stopień zużycia. Tego nie pokazują konfiguratory nowych samochodów, ponieważ są one jedynie wizualizacją tego, co opuszcza fabrykę, a nie wiernym odzwierciedleniem stanu konkretnego auta. Co więcej, podobna potrzeba zaczyna pojawiać się także przy sprzedaży nowych samochodów. Stany magazynowe dealerów są dziś ograniczone, dlatego klienci coraz częściej chcą zobaczyć dokładnie ten samochód, który jest dostępny od ręki, a nie model, na który trzeba czekać kilka miesięcy.

CZY WIESZ, ŻE…

Walksee One to nie tylko robot

Walksee One to inteligentne narzędzie do tworzenia profesjonalnych wirtualnych spacerów 360° po nieruchomościach, wnętrzach i dowolnych przestrzeniach. W połączeniu z intuicyjną aplikacją, Walksee One przekształca smartfona w potężne studio do produkcji immersyjnych treści, eliminując potrzebę drogiego i skomplikowanego sprzętu.

Czym jest Walksee One? To precyzyjny robot-stabilizator, który automatycznie wykonuje serię zdjęć sferycznych, zapewniając idealnie płynne, stabilne i krystalicznie czyste ujęcia 360°. Koniec z ręcznym obracaniem, drżeniem rąk czy nierównymi panoramami. 

Z Walksee One profesjonalizm staje się standardem, dostępnym na wyciągnięcie ręki wraz z aplikacją wykonującą spacery sferyczne przy pomocy telefonu.

Dealerzy próbują rozwiązywać ten problem, zlecając przygotowanie dokumentacji fotograficznej, jednak wykonanie dobrych zdjęć nie jest ani proste, ani tanie. Proces ten bywa czasochłonny, generuje koszty i często w ogóle nie jest realizowany na odpowiednim poziomie. W tym miejscu pojawia się nasze rozwiązanie, które automatyzuje cały proces i pozwala stworzyć wierną cyfrową kopię konkretnego pojazdu znajdującego się aktualnie w sprzedaży.

Czy prowadzicie już rozmowy z potencjalnymi klientami z tego sektora?

Michał Michalewicz: Rozmawiamy już z branżą i dzięki współpracy z Volkswagenem udało nam się nie tylko wzbudzić ich zainteresowanie, ale także przekonać do użyteczności obrazów 360 stopni w procesie sprzedaży samochodów. Mamy nadzieję, że w najbliższym czasie rynek motoryzacyjny szeroko otworzy się na tego typu rozwiązania i zdjęcia 360 staną się jego naturalnym elementem.

Dobrze. To teraz jeszcze dwa pytania na koniec rozmowy. Pierwsze: jakie są największe wyzwania, z jakimi mierzycie się obecnie?

Krzysztof Wegner: Największym wyzwaniem od początku było zrozumienie naszej technologii przez użytkowników. Nawet gdy tłumaczymy, czym jest wirtualny spacer, bardzo często bywa on mylony z filmem lub innymi formami prezentacji nieruchomości. To pokazuje, jak dużym wyzwaniem komunikacyjnym jest precyzyjne wyjaśnienie, na czym polega nasze rozwiązanie i czym różni się od znanych formatów.

Drugim istotnym wyzwaniem jest sama technologia. Jest ona złożona, a jednocześnie naszym celem było maksymalne uproszczenie sposobu jej użycia. Zależało nam na tym, aby działała bez instalowania jakiejkolwiek aplikacji, bezpośrednio w przeglądarce, na dowolnym smartfonie. Połączenie zaawansowanej technologii z tak wysokim poziomem dostępności i prostoty użytkowania stanowiło jedno z najtrudniejszych elementów całego procesu rozwoju.

A jakie są plany na najbliższy rok oraz w perspektywie kolejnych dwóch lat?

Krzysztof Wegner: Rozwój digital twins jest jednym z głównych kierunków na najbliższe lata. W tym celu powołaliśmy drugą spółkę, która odpowiada za rozwijanie technologii rejestracji oraz modyfikowania cyfrowych bliźniaków. Chodzi o to, aby użytkownik mógł nie tylko stworzyć digital twina wnętrza na etapie zakupu nieruchomości, ale również dalej z niego korzystać. Taki model umożliwia np. przekazanie cyfrowej reprezentacji mieszkania projektantowi wnętrz, który może na jej podstawie zaprojektować aranżację, wymieniając elementy wyposażenia, takie jak meble od konkretnych producentów.

Dzięki temu użytkownik mógłby zobaczyć, jak dana aranżacja będzie wyglądała w jego rzeczywistym wnętrzu, a nie wyłącznie na oderwanym od kontekstu renderze 3D czy grafice komputerowej. Choć dziś popularne są wizualizacje i konfiguratory, nadal nie oddają one w pełni warunków konkretnej przestrzeni. Możliwość modyfikowania digital twinów stanowi więc naturalny kolejny krok w rozwoju naszych usług i otwiera zupełnie nowe scenariusze wykorzystania tej technologii.

— Rozmawiał Grzegorz Kubera

REKLAMA