
Im szybciej algorytmy przejmują analizę danych i rutynowe procesy, tym bardziej rośnie znaczenie człowieka – lidera, który bierze odpowiedzialność za decyzje, etykę i kierunek rozwoju organizacji. AI może podpowiedzieć, policzyć i zasymulować, ale nie zastąpi aspektu behawioralnego zarządzania: budowania zaufania, rozumienia motywacji czy prowadzenia zespołu przez zmianę.
Inwestycja w rozwój menedżerski ma dziś sens większy niż kiedykolwiek. Kształcenie ustawiczne nie jest hasłem z prezentacji HR, tylko warunkiem funkcjonowania w świecie, w którym trudno przewidzieć, jak będzie wyglądał biznes za pięć lat. Dlatego cenię dobre programy MBA – projektowane z biznesem, z naciskiem na praktykę, a nie na „kolejny dyplom”. Rynek już zrozumiał, że liczy się jakość programu i realnie zdobyte kompetencje.
W naszych programach teoria jest punktem wyjścia, a trzonem są case studies, projekty i dyskusje oparte na wyzwaniach firm. Równie ważny jest skład grupy – nieprzypadkowy, wielobranżowy – bo menedżerowie uczą się także od siebie. Relacje i networking, które powstają w trakcie studiów, dla wielu absolwentów są bezcenne.
AI traktuję jak narzędzie wspierające proces decyzyjny – szczególnie tam, gdzie analiza danych bywa nieintuicyjna. Kluczowe jest jednak to, czy lider potrafi z technologii korzystać odpowiedzialnie. Ci, którzy tego nie zrobią, zwyczajnie zostaną w tyle.
Najbliższe lata będą wymagające, bo zmienność gospodarcza i geopolityczna wymusza optymalizację i jasne, długoterminowe założenia. Menedżer musi umieć zakomunikować wizję na 2–5 lat, także wtedy, gdy niesie ona trudne decyzje. W warsztatach ćwiczymy właśnie takie sytuacje: decyzję i sposób jej przekazania, oceniany przez innych uczestników. Przyszłość MBA widzę w trzech filarach: przywództwie, nowych technologiach i kompetencjach miękkich – uzupełnianych również krótszymi formami rozwoju.
— Dr hab. Marcin Jędrzejczyk, prof. UEK, dyrektor KSB UEK
Sprawdź: MBA kontra algorytmy AI. „Najbliższe lata będą z pewnością wymagające” [WYWIAD]