Mówimy coraz mniej. Dekada ciszy, której nie zauważyliśmy

Problem z mówieniem Problem z mówieniem

Zamawiasz kawę przez aplikację, mijasz sąsiada bez słowa, a do mamy piszesz SMS-a zamiast dzwonić. Właśnie takie są symptomy głębokiej zmiany w tym, jak (i czy w ogóle) rozmawiamy z innymi ludźmi. Naukowcy policzyli nasze słowa. Mówimy mniej, coraz mniej.

  • W latach 2005–2019 liczba słów wypowiadanych dziennie przez przeciętnego człowieka spadła o 28% — z ok. 16 600 do niespełna 12 000
  • Technologia, samotność i rozpad wspólnot lokalnych to główne przyczyny zjawiska. Pandemia i AI prawdopodobnie pogłębiły trend
  • Matki rozmawiają z niemowlętami o 16% mniej, gdy korzystają ze smartfona — a liczba usłyszanych słów wprost przekłada się na późniejsze wyniki szkolne dzieci
  • Badacze są ostrożnie optymistyczni: ruchy na rzecz odkładania smartfonów i ograniczania ich w szkołach mogą odwrócić tendencję
Thumbnail
Rozwijaj swoją markę osobistą. Dołącz do programu BGR Expert Network

Ostatnim razem, gdy naprawdę rozmawiałeś z nieznajomym, była może kolejka do kasy — ale przecież od dawna wybierasz samoobsługę. Z sąsiadem? Masz słuchawki. Z bliskimi? Wystarczy wiadomość na WhatsAppie. Każda z tych drobnych decyzji wydaje się trywialna.

Złożone razem, tworzą coś, czego nie widać gołym okiem: powoli milknące społeczeństwo.

Badacze z University of Missouri-Kansas City oraz University of Arizona postanowili to zmierzyć. Przeanalizowali 22 grupy obejmujące ponad 2000 uczestników z różnych przedziałów wiekowych — od 10 do 94 lat — którzy przez określony czas nosili przy sobie rejestratory dźwięku dokumentujące ich codzienne rozmowy. Wyniki, opublikowane w recenzowanych czasopismach naukowych, są jednoznaczne. W 2005 r. wypowiadaliśmy średnio około 16 600 słów dziennie. W 2019 roku — już tylko 11 900. To spadek o niemal 28% w ciągu zaledwie czternastu lat.

W skali roku każdy z nas „połyka” co najmniej 120 000 słów, które kiedyś by padły na głos.

Smartfon zabrał nam nie tylko czas, ale i mowę

Pierwszym podejrzanym jest oczywiście technologia. Teksty zamiast rozmów telefonicznych, aplikacje zamiast ekspedientów, AirPodsy tworzące niewidzialną bańkę wokół głowy — wszystko to redukuje liczbę interakcji głosowych do minimum. Valeria Pfeifer, współautorka badania i adiunkt psychologii na Uniwersytecie Missouri-Kansas City, zwraca jednak uwagę, że to nie jedyny winowajca.

— Coraz mniej żyjemy w wielopokoleniowych gospodarstwach domowych, słabnie też zaangażowanie w życie wspólnot lokalnych i religijnych. Do tego samoobsługowe kasy w supermarketach sprawiają, że nawet zakupy można zrobić bez wypowiedzenia ani jednego słowa — mówi badaczka w rozmowie z Wall Street Journal.

Co istotne, zjawisko dotyczy wszystkich grup wiekowych, choć dynamika różni się w zależności od pokolenia. Osoby poniżej 25. roku życia traciły rocznie średnio 451 słów dziennie, starsi — 314. Różnica sugeruje, że technologia rzeczywiście ma znaczenie, ale głębsze zmiany społeczne dotykają wszystkich.

Czytaj też: Tracisz nadzieję w biznesie? Bill Gates mówi, że powinieneś przeczytać tę książkę

Polska cisza ma swój kontekst

W Polsce obraz komplikuje się o dodatkowe czynniki kulturowe i demograficzne. Według danych GUS dotyczących struktury gospodarstw domowych, liczba jednoosobowych gospodarstw domowych rośnie nieprzerwanie od lat 90. — dziś stanowią już ponad jedną czwartą wszystkich.

Równocześnie badania CBOS nad samotnością Polaków wskazują, że poczucie izolacji społecznej wyraźnie nasiliło się po pandemii, szczególnie wśród młodych dorosłych w dużych miastach. Mniej wspólnych posiłków, mniej spotkań na osiedlowych ławkach, mniej rozmów przy kasie — i coraz więcej interakcji przeniesionych na ekran.

Do tego dochodzi specyfika polskiej kultury pracy. Otwarte biura z ciszą wymuszoną słuchawkami, praca zdalna odbywana w samotności, komunikacja zespołowa przeniesiona na Slacka czy Teams. Rozmowa jako narzędzie zawodowe powoli staje się opcjonalna.

Niemowlęta, które słyszą za mało

Być może najpoważniejszym skutkiem ubocznym malejącej „rozmowności” jest to, co dzieje się z dziećmi. Kaya de Barbaro, psycholożka z Uniwersytetu Teksańskiego w Austin, zbadała rodziny z niemowlętami, synchronizując domowe nagrania dźwiękowe z aktywnością smartfonów matek.

Kiedy matka sięgała po telefon, kierowała do dziecka o 16% mniej słów. To niepozorna liczba, dopóki nie zestawimy jej z badaniami pokazującymi, że liczba usłyszanych słów w pierwszych latach życia bezpośrednio przekłada się na zasób słownictwa, umiejętności czytania i wyniki w szkole.

Badania Harta i Risley z lat 90., do dziś cytowane jako punkt odniesienia, wykazały, że dzieci z rodzin o niższym statusie społeczno-ekonomicznym słyszą do trzeciego roku życia nawet o 30 milionów słów mniej niż ich rówieśnicy z rodzin zamożnych. Dziś do tej klasycznej nierówności dochodzi nowa: nierówność uwagi, którą ekran kradnie niezależnie od zasobności portfela.

Sprawdź też: Wypatruj tych 5 cech, by znaleźć pracowników o wysokim potencjale

Czy da się odwrócić ten trend?

Valerie Fridland, lingwistka z Uniwersytetu Nevada w Reno, przestrzega przed nadmiernymi obawami. Dane kończą się na 2019 r., a nauka potrzebuje długich szeregów czasowych, by wyciągać mocne wnioski. Jednocześnie dostrzega powody do umiarkowanego optymizmu. Są już liczne ruchy zachęcające do odkładania smartfonów przez dzieci, oddolne inicjatywy przywracania telefonów stacjonarnych jako gestu świadomości, rosnące ograniczenia użycia telefonów w szkołach.

Pfeifer dodaje, że zmiana nie wymaga rewolucji. — Gdyby każdy z nas rozmawiał każdego dnia z jedną dodatkową osobą, moglibyśmy odwrócić ten trend — mówi.

Rozmowa to jeden z najbardziej wymagających poznawczo aktów, jakie wykonujemy na co dzień. Wymaga słuchania, formułowania odpowiedzi i kontroli reakcji — wszystko w czasie krótszym niż ćwierć sekundy. To sprawność, którą można stracić przez zaniedbanie. I którą — na szczęście — można też odbudować. Ale trzeba zacząć mówić.

REKLAMA