Czy można lepiej spać po analizie danych? Smartwatche i inteligentne pierścienie obiecują precyzję

Na zdjęciu smart pierścień Oura Na zdjęciu smart pierścień Oura
Na zdjęciu smart pierścień Oura

Smartwatche, opaski i inteligentne pierścienie obiecują precyzyjny obraz snu, regeneracji i pracy serca. Problem w tym, że nie wszystkie liczby są równie wiarygodne. Specjaliści przekonują, że największą wartością takich urządzeń nie jest wynik z jednej nocy, lecz obserwowanie własnych trendów przez tygodnie.

  • Najbardziej wiarygodnym parametrem z urządzeń konsumenckich jest całkowity czas snu oraz pora zasypiania i budzenia
  • Pomiar tętna spoczynkowego jest zwykle dokładny, szczególnie wtedy, gdy użytkownik pozostaje nieruchomy
  • Rozpoznawanie faz snu, zwłaszcza REM i snu głębokiego, jest znacznie mniej precyzyjne niż sugerują wykresy w aplikacjach
  • Lekarze radzą patrzeć na wielotygodniowe trendy, a nie przejmować się pojedynczą nocą czy codziennym „sleep score”

W maju Madison Surber kupiła pierścień Oura właśnie po to, by dokładnie śledzić sen. Później złożyła pozew zbiorowy, zarzucając firmie, że urządzenie nie rejestrowało wiarygodnie czasu snu i jakości odpoczynku. Sprawa jest niewygodna dla Oury, wycenianej na 11 mld dol. i przygotowującej się do debiutu giełdowego. Firma przyznaje w dokumentach związanych z IPO, że brak wiarygodności pomiarów może zaszkodzić reputacji i odstraszać klientów.

Sednem sporu jest rozpoznawanie faz snu. Oura, Apple Watch czy Whoop pokazują zwykle czuwanie, sen lekki, REM i sen głęboki. Urządzenia te nie mierzą jednak fal mózgowych. Bazują na ruchu, przepływie krwi i temperaturze skóry, a algorytm próbuje odgadnąć, co dzieje się z organizmem.

Dlatego tracker może uznać za sen długie, nieruchome leżenie w łóżku. Oura zaliczyła jednemu użytkownikowi np. dwie godziny oglądania serialu jako sen. Jednocześnie podczas badania laboratoryjnego ten sam pierścień bardzo dokładnie odwzorował tętno spoczynkowe.

Oura wcześniej posługiwała się hasłem 95-procentowej dokładności, ale dotyczyło ono rozróżniania snu od czuwania. W przypadku czterech faz snu firma podaje zgodność z polisomnografią na poziomie 76–79 proc. Badanie opublikowane w „Nature” w 2025 r. wskazywało 53 proc. Oura odpowiada, że próba liczyła tylko 45 osób, część miała zaburzenia snu, a sprzęt i oprogramowanie były starszej generacji.

Najważniejszy jest trend, a nie perfekcyjny wynik jednej nocy

Nawet kliniczny „złoty standard” pozostawia pole do interpretacji. Podczas polisomnografii elektrody rejestrują fale mózgowe, ale później technik ręcznie klasyfikuje sen w 30-sekundowych odcinkach. Rafael Pelayo ze Stanford University zauważa, że dwóch specjalistów analizujących tę samą noc może różnić się w ocenie nawet o 20 proc.

Pelayo porównuje więc trackery do domowej wagi: nie muszą idealnie podawać wartości absolutnej, by pokazywać kierunek zmian. Przy regularnym korzystaniu to trend jest często ważniejszy niż pojedyncza liczba.

Najbardziej wiarygodnym parametrem pozostaje całkowity czas snu. Dr Katherine Malcolm z University of California w San Francisco podkreśla, że uwagę warto zwracać także na regularność godzin zasypiania i pobudki. Stałe pory snu wiążą się z lepszymi efektami zdrowotnymi niezależnie od liczby przespanych godzin.

Sygnałem do konsultacji lekarskiej powinny być utrzymujący się krótki sen, częste przebudzenia albo duże spadki poziomu tlenu. Wearable nie zastępuje wtedy diagnostyki. Według Malcolm prawdziwa wartość urządzenia pojawia się przy obserwacji własnego trendu przez kilka tygodni.

Sprawdź też: Dyson chce zrobić ze szczoteczką to, co zrobił z suszarką. Czy ludzie zapłacą aż tyle?

Tętno tak, fazy snu ostrożnie. Czasem najlepiej zamknąć aplikację

Drugim mocnym punktem wearables jest tętno spoczynkowe. Czujniki optyczne wysyłają światło w głąb skóry i mierzą odbicie, przez co szacują puls. John Schuna z Oregon State University tłumaczy, że rozwiązanie działa szczególnie dobrze, gdy kończyna się nie porusza, a więc właśnie podczas snu. Długoterminowy zapis może wychwycić zmianę kondycji albo sygnały rozpoczynającej się choroby.

Pomiar jest mniej stabilny podczas intensywnego ruchu, gdy urządzenie przesuwa się na skórze. Źródło wskazuje też, że więcej błędów może dotyczyć osób o ciemniejszej pigmentacji, choć nowsze urządzenia wykorzystują mocniejsze diody i dodatkowe długości fal, by ograniczać ten problem.

Największa ostrożność jest potrzebna przy analizowaniu faz snu. Rozróżnienie „śpię–nie śpię” jest zwykle dość dokładne, ale podział na REM, sen lekki i głęboki pozostaje w dużej mierze estymacją. Wykresy mogą więc pokazywać powtarzalny wzorzec, lecz nie powinny być traktowane jak wynik badania klinicznego.

W Polsce smartwatche, opaski sportowe i inteligentne pierścienie także coraz częściej służą do monitorowania snu, regeneracji i stresu. Ważne jest jednak rozróżnienie między danymi konsumenckimi a diagnostyką medyczną. Takie urządzenia mogą pomagać budować lepsze nawyki i zauważać niepokojące trendy, ale pojedynczy odczyt nie powinien być traktowany jak diagnoza.

Lekarze ostrzegają nawet przed orthosomnią, czyli obsesyjnym dążeniem do idealnego wyniku snu, które może zwiększać napięcie i pogarszać odpoczynek. Tracker ma więc służyć do obserwacji, a nie do samodzielnej diagnozy. Jeśli trend wyraźnie się pogarsza, warto skonsultować go z lekarzem. Pojedynczy słaby wynik można po prostu zignorować.

Czytaj też: GTA VI może kosztować firmy miliardy. Pracownicy już planują urlopy na premierę roku

REKLAMA