W Polsce kawa przelewowa wciąż pozostaje niszą. I choć speciality rozwija się dynamicznie, a kolejne kawiarnie edukują konsumentów w zakresie jakości ziaren czy alternatywnych metod parzenia, to przelew nadal przegrywa z espresso i kawami mlecznymi. Nie dlatego, że jest gorszy. Raczej dlatego, że przez dekady nauczyliśmy się myśleć o kawie w zupełnie inny sposób.
Artykuł promocyjny
Polski konsument przez lata budował swoje wyobrażenie „dobrej kawy” wokół intensywności. Kawa miała być mocna, gorzka, ciemna i najlepiej podana z ekspresu ciśnieniowego. Sam ekspres stał się zresztą symbolem jakości i nowoczesności. Dla wielu osób moment wejścia automatów do domów był wręcz cywilizacyjnym awansem względem zalewajki czy ekspresów przelewowych z lat 90., które często kojarzyły się z rozwodnioną, gorzką kawą z biurowego dzbanka.
W dużej mierze było to też wyobrażenie bardzo mocno inspirowane włoskim modelem picia kawy. Espresso, cappuccino czy latte przez lata stały się w Polsce synonimem „prawdziwej” kawy i nowoczesnej kultury kawiarnianej. To właśnie włoski styl picia kawy nauczył nas, że dobra kawa powinna być skoncentrowana, intensywna i przygotowana pod ciśnieniem.
I właśnie ten bagaż skojarzeń jest dziś jednym z największych problemów przelewu.
W krajach skandynawskich kultura kawowa rozwijała się inaczej. Tam przelew nigdy nie był „gorszą wersją kawy”. Stał się naturalnym elementem codzienności. Duży kubek czarnej kawy pitej powoli przez kilka godzin, często w domu lub pracy, bez nadbudowywania wokół tego rytuału luksusu czy statusu. W Polsce kawa dużo częściej pełni funkcję nagrody, deseru albo szybkiego pobudzenia. Ma być intensywna, wygodna i natychmiastowa.
To zresztą bardzo wyraźnie wybrzmiało w dyskusji, którą przeprowadziliśmy w naszej kawowej społeczności liczącej ponad 35 tys. osób. Wielu uczestników zwracało uwagę, że automatyzacja wygrała z rytuałem. Jedno kliknięcie w ekspresie jest po prostu łatwiejsze niż mielenie ziaren, ważenie kawy czy przygotowanie dripa przed pracą. Dla części osób przelew jest przyjemnym rytuałem spowolnienia. Dla innych niepotrzebnym komplikowaniem poranka. W świecie, który premiuje szybkość i wygodę, trudno ignorować ten argument.
Bardzo często powracał również temat smaku. Dla wielu Polaków kawa nadal „powinna smakować kawą”, co w praktyce oznacza smak gorzki, ciężki i intensywnie palony. Tymczasem przelew pokazuje coś zupełnie innego: owocowość, kwasowość, lekkość czy większą transparentność smaku. Dla osób przyzwyczajonych do klasycznego espresso lub ciemno palonych mieszanek taki profil bywa odbierany jako „za słaby”, „kwaśny” albo wręcz „niekawowy”.
Co ciekawe, potrzeba „większej czarnej kawy” od dawna była pewnym zgrzytem między różnymi kulturami picia kawy.
Według popularnej anegdoty americano narodziło się po II wojnie światowej, gdy amerykańscy żołnierze stacjonujący we Włoszech próbowali odnaleźć w espresso coś bliższego kawie przelewowej, do której byli przyzwyczajeni. Włosi zaczęli więc dolewać do espresso gorącą wodę, tworząc napój będący kompromisem między włoską intensywnością a amerykańskim przyzwyczajeniem do dużej czarnej kawy.
Problem w tym, że americano do dziś pozostaje raczej kompromisem niż idealną odpowiedzią na potrzebę osób, które po prostu chcą wypić dłuższą, dobrze zbalansowaną czarną kawę. I właśnie tutaj przelew ma ogromny potencjał. Nie jako „kawa dla wtajemniczonych”, ale po prostu sensowna odpowiedź na potrzebę picia większej czarnej kawy bez utraty jakości i balansu smaku.
Co ciekawe, problemem często nie jest sam przelew, ale pierwsze doświadczenie z nim. Wielu respondentów przyznawało, że pierwszy kontakt z kawą przelewową miał miejsce w przypadkowej kawiarni, gdzie napar był źle przygotowany, nieświeży albo po prostu nijaki. A przelew jest metodą bezlitosną. Nie ukryje błędów mlekiem, syropem czy mocnym paleniem. Jeśli ziarno jest przeciętne lub ekstrakcja nieudana, gość dostanie dokładnie to w filiżance. W efekcie wiele osób wybiera przelew wyłącznie w sprawdzonych miejscach, gdzie ufa jakości ziaren i kompetencjom baristy.
To pokazuje jeszcze jeden istotny problem rynku: przelew bywa komunikowany zbyt hermetycznie.
Część konsumentów nadal postrzega środowisko speciality jako zamknięte i nieco elitarne. Pojawia się obawa, że zamówienie przelewu wiąże się z koniecznością znajomości nut sensorycznych, oceniania body czy uczestniczenia w małym egzaminie z kawowej wiedzy. Tymczasem popularyzacja przelewu wymaga dokładnie odwrotnego podejścia: prostoty, dostępności i normalizacji.
Trudno też oczekiwać masowej popularności przelewu, jeśli konsumenci niemal nie spotykają go w miejscach, gdzie najczęściej kupują kawę. Na stacjach benzynowych, w sieciach convenience, fast foodach czy popularnych kawiarniach dominują dziś espresso i kawy mleczne. Przelew nadal pozostaje produktem niszowym, obecnym głównie w wyspecjalizowanych kawiarniach speciality. A trudno polubić coś, czego niemal nie ma w codziennej kawowej rzeczywistości.
Bo prawda jest taka, że przelew nie powinien być traktowany jako produkt premium dla wtajemniczonych. Powinien być po prostu dobrą czarną kawą.
Coraz więcej osób zaczyna to rozumieć. Szczególnie młodsze pokolenia są znacznie bardziej otwarte na alternatywne metody parzenia, różnorodność profili smakowych czy kawy single origin. Widać też rosnącą świadomość jakości ziaren oraz tego, że kawa może być naturalnie słodka, soczysta czy owocowa bez dodatku syropów i mleka.
Jednocześnie warto pamiętać, że przelew nie musi konkurować z espresso. To nie jest wojna metod ani próba przekonania wszystkich, że cappuccino było życiowym błędem. Espresso i mleczne kawy zostaną z nami na długo, bo odpowiadają na realne potrzeby konsumentów: wygodę, powtarzalność, intensywność smaku i rytuał „wyjścia na kawę”.
Przelew ma natomiast szansę zbudować własną codzienność. Nie jako ciekawostka dla kawowych geeków, ale jako naturalny wybór dla osób, które chcą po prostu wypić dobrą czarną kawę. I chyba właśnie tego najbardziej brakuje dziś w Polsce: odczarowania przelewu. Pokazania, że nie jest „lurą z termosu”, eksperymentem sensorycznym ani testem kompetencji konsumenckich. Tylko jedną z najbardziej przystępnych, powtarzalnych i uczciwych metod parzenia kawy.
Zmiana tego postrzegania będzie wymagała czasu, edukacji i większej dostępności dobrej jakości czarnej kawy. Ale patrząc na rosnącą świadomość konsumentów i rozwój rynku speciality w Polsce, można odnieść wrażenie, że przelew powoli przestaje być alternatywą dla wtajemniczonych, a zaczyna stawać się naturalnym elementem codziennej kultury picia kawy. Bo ostatecznie nie chodzi o wybór „lepszej” metody parzenia, ale o większą otwartość na różnorodność smaków i doświadczeń, jakie kawa może oferować.
Artykuł promocyjny
Paulina Władzińska — Social Media & Influencer Marketing, Coffeedesk.pl
