Setki transakcji, dziesiątki pracowników i imponujące przychody mogą wyglądać jak dowód sukcesu. Problem zaczyna się wtedy, gdy okazuje się, że cała organizacja działa tylko dlatego, że jedna osoba osobiście pilnuje klientów, sprzedaży, rekrutacji czy najważniejszych decyzji. W branży nieruchomości zależność od założyciela jest jednym z największych, a jednocześnie najczęściej lekceważonych zagrożeń.
- Duża sprzedaż nie oznacza jeszcze, że firma potrafi funkcjonować bez swojego założyciela
- W wielu zespołach nieruchomościowych większość relacji z klientami i przychodów jest skupiona wokół kilku kluczowych osób
- Założyciel, który przez lata napędzał rozwój firmy, może z czasem stać się jej największym ograniczeniem
- Prawdziwie skalowalny biznes powinien zachować wartość nawet wtedy, gdy jego twórca na kilka miesięcy znika z operacyjnego zarządzania
Na konferencjach branży nieruchomości sukces najłatwiej pokazać liczbami. Trzysta zamkniętych transakcji w ciągu roku, 25 agentów w zespole czy 100 mln zł wartości sprzedaży brzmią imponująco. Takie wyniki rzeczywiście wymagają ogromnej pracy. Nie odpowiadają jednak na pytanie, które z punktu widzenia wartości firmy może być znacznie ważniejsze: co wydarzyłoby się, gdyby jej założyciel zniknął na pół roku?
Zapisz się na newsletter BGR. Otrzymuj najlepsze informacje i porady, a także zaproszenia na eventy.
Klikając „Zapisz mnie”, potwierdzasz, że przeczytałeś i zgadzasz się z naszą Polityką prywatności.
W części organizacji odpowiedź byłaby niepokojąca. Polecenia od klientów zaczęłyby wysychać, ponieważ były związane z konkretnym agentem, a nie z marką. Rekrutacja nowych pracowników zwolniłaby, bo kandydaci chcieli pracować właśnie z rozpoznawalnym liderem. Najważniejsze decyzje zaczęłyby się piętrzyć, gdyż wcześniej niemal każda z nich trafiała na biurko właściciela.
Wtedy okazuje się, że organizacja, która przez lata wyglądała jak szybko rozwijająca się firma, była w dużej mierze przedłużeniem produktywności jednej osoby.
Problem jest szczególnie widoczny w nieruchomościach, gdzie wyniki bywają silnie skoncentrowane. Badanie obejmujące ponad 184 tys. aktywnych agentów na dużych rynkach MLS wskazało, że 10 proc. najlepszych agentów zmieniających firmę odpowiadało za około 45 proc. całego analizowanego wolumenu transakcji. Odejście kilku najlepszych osób może więc oznaczać utratę znacznie większej części biznesu, niż sugerowałaby sama liczba pracowników.
Dobra koniunktura przez długi czas potrafi maskować ten problem. Założyciel sprzedaje, rekrutuje, odbiera telefony, buduje marketing, rozwiązuje konflikty i utrzymuje najważniejsze relacje. Dopóki wyniki rosną, nikt nie zastanawia się, czy pod nimi znajduje się rzeczywista infrastruktura organizacyjna.
Najlepszy sprzedawca może stać się największym wąskim gardłem
Paradoks polega na tym, że osoba, która stworzyła firmę i doprowadziła ją do sukcesu, może z czasem zacząć ograniczać jej dalszy rozwój.
Jeżeli klienci chcą rozmawiać wyłącznie z właścicielem, każda duża transakcja wymaga jego obecności, a pracownicy oczekują jego akceptacji przy ważniejszych decyzjach, organizacja nie skaluje się. Ona się rozciąga.
Różnica jest zasadnicza. Skalowanie oznacza możliwość obsługi większej liczby klientów i wyższych przychodów bez proporcjonalnego zwiększania obciążenia jednej osoby. Rozciąganie polega natomiast na tym, że wraz ze wzrostem biznesu właściciel przejmuje coraz więcej telefonów, decyzji, spotkań i problemów.
Przez pewien czas taki model może działać znakomicie. Wyjątkowo skuteczny przedsiębiorca potrafi pracować szybciej niż kilku przeciętnych menedżerów. Nie może jednak robić tego bez końca.
Właśnie dlatego ryzyko sukcesji nabiera znaczenia. Według przytoczonych danych National Association of Realtors mediana wieku amerykańskiego pośrednika wynosi już 57 lat. Organizacja spodziewa się również spadku liczby członków o około 150 tys., a 21 proc. agentów mających ponad 25 lat doświadczenia zawodowego aktywnie planuje już odejście z branży.
Dla firm zbudowanych wokół nazwiska jednego doświadczonego brokera może to oznaczać brutalny test. Jeżeli właściciel przez dekady był jednocześnie marką, sprzedawcą, rekruterem i głównym źródłem kontaktów biznesowych, jego emerytura nie jest zwykłą zmianą personalną. Może oznaczać utratę fundamentu przedsiębiorstwa.
Czytaj też: Podejście „lepiej dmuchać na zimne” może zniszczyć karierę. Takie decyzje bywają ryzykowne
Firma powinna być większa niż osoba, która ją stworzyła
Trwałe przedsiębiorstwa rozwiązują ten problem poprzez powtarzalność. Tworzą proces sprzedażowy, który może prowadzić więcej niż jeden człowiek. Budują markę rozpoznawalną niezależnie od nazwiska właściciela. Dokumentują procedury, przekazują odpowiedzialność menedżerom i rozwijają kulturę organizacyjną, która nie zmienia się wraz z nastrojem czy dostępnością założyciela.
Nie chodzi przy tym o usuwanie osobowości przedsiębiorcy z biznesu. Silny lider może pozostać jego największym atutem. Ważne, aby firma z czasem stała się większa od niego.
Podobny proces od dawna widać w kancelariach prawnych, firmach rodzinnych czy dużych organizacjach doradczych. Najbardziej wartościowe z nich przetrwały zmianę pokoleń, odejście partnerów i trudne okresy gospodarcze właśnie dlatego, że ich reputacja, procesy i relacje nie były przypisane wyłącznie do jednej osoby.
To również istotna różnica między dochodową działalnością a aktywem, które można kiedyś sprzedać. Nabywca firmy chce kupić przyszłe przepływy pieniężne, klientów, markę, procesy i zespół. Jeśli wszystkie te elementy znikają razem z dotychczasowym właścicielem, wartość przedsiębiorstwa gwałtownie spada.
Dlatego liczba transakcji czy wysokość obrotów nie powinny być jedynymi miarami sukcesu. Równie ważne może być sprawdzenie, ile decyzji podejmowanych jest bez właściciela, jaki procent nowych klientów trafia do firmy dzięki jej marce zamiast osobistym kontaktom założyciela oraz czy pracownicy potrafią samodzielnie obsługiwać najważniejszych klientów.
Najlepszym testem pozostaje jednak proste pytanie: co wydarzyłoby się, gdyby właściciel jutro przestał pojawiać się w pracy?
Jeżeli odpowiedzią jest utrata klientów, zatrzymanie sprzedaży i chaos decyzyjny, przedsiębiorca być może stworzył świetną karierę, ale jeszcze nie zbudował niezależnej firmy. Prawdziwa organizacja zaczyna się tam, gdzie jej wartość nie znika razem z człowiekiem, który ją założył.
Sprawdź też: AI pożera książki. Firmy technologiczne wykupują nawet stare i rzadkie egzemplarze
