Shaquille O’Neal w szczycie kariery inkasował ok. 30 mln dol. rocznie z kontraktu w NBA. Dziś powtarza, że biznes (w tym restauracyjne franczyzy) płaci mu więcej niż koszykówka. Zamiast jednej pensji zbudował portfel udziałów, które pracują niezależnie od tego, czy akurat wychodzi na parkiet.
- Trzon portfela Shaqa to m.in. Papa John’s (inwestycja w 9 restauracji w Atlancie) oraz Big Chicken — jego własna marka rozwijana w modelu franczyzowym
- W pewnym momencie był współwłaścicielem 155 lokali Five Guys (później z tej inwestycji wyszedł) i wiązano go też z siecią Auntie Anne’s
- Jego filtr inwestycyjny jest prosty: wchodzi tylko w produkty, które sam lubi i których używa — oraz (jak mówi) które „zmieniają ludziom życie na lepsze”
- Big Chicken ma być flagowcem na lata. Marka powstała w 2018 r. z partnerami od skalowania brandów i dziś raportuje się dla niej ponad 350 lokalizacji w przygotowaniu
O’Neal od lat powtarza, że po zakończeniu kariery sportowej najbardziej bał się jednego: scenariusza, w którym legenda parkietu zostaje legendą… bankructwa.
Na branżowej konferencji franczyzowej mówił wprost, że chce uniknąć losu tych zawodników, którzy kończą bez pieniędzy po zejściu ze sceny. To ważny kontekst. Jego restauracyjne ruchy nie zaczęły się od kaprysu celebryty, tylko od planu na życie „po NBA”.
Ten plan opierał się na prostym przełożeniu sportowej logiki na biznes. W koszykówce wygrywasz dzięki przewadze fizycznej i taktyce, w finansach — dzięki skali i powtarzalnym procesom. Franczyza daje dokładnie to, czyli możliwość budowania dużej obecności rynkowej bez stawiania wszystkiego na jeden lokal i jedną lokalizację.
Sprawdź też: Najbardziej zyskowne franczyzy w małych miastach
Franczyza jako dźwignia. Papa John’s i lekcja „wejdź w spółkę, nie tylko w reklamę”
Świetnym ruchem Shaqa była współpraca z Papa John’s. W 2019 r. firma ogłosiła, że O’Neal dołącza do rady dyrektorów, podpisuje umowę marketingową jako ambasador marki i inwestuje w dziewięć restauracji w rejonie Atlanty. To model, który świetnie pokazuje jego styl — nie tylko twarz w reklamie, ale rzeczywisty udział w biznesie i wpływ na operacje.
Wcześniej budował też ekspozycję na skalę w innych sieciach — w tym (według wielu opracowań) w Five Guys, gdzie jego udział miał obejmować 155 lokali, czyli ogromny pakiet jak na franczyzobiorcę. Z tej inwestycji później wyszedł, ale sam fakt wejścia pokazuje, że myślał kategoriami „portfela jednostek”, a nie pojedynczych punktów.
Big Chicken i Krispy Kreme. Własna marka, własne tempo, własna historia
Jeśli Papa John’s jest dowodem, że Shaq potrafi grać w „korporacyjnej lidze”, to Big Chicken jest jego najbardziej osobistym projektem. Marka wystartowała w 2018 r., a według informacji publikowanych przez samą sieć stoi za nią dream team partnerów od gastronomii i rozwoju marek (m.in. JRS Hospitality i Authentic Brands Group).
W materiałach branżowych Big Chicken jest opisywany jako koncept rosnący w modelu franczyzowym, z dziesiątkami działających lokalizacji i setkami kolejnych w pipelinie (ponad 350 w rozwoju).
Do tego dochodzą klasyczne inwestycje comfort food, które pasują do jego deklarowanej metody: wchodzi w rzeczy, które sam kocha. Przykład? Krispy Kreme w Atlancie — lokal, który był szeroko opisywany jako powiązany własnościowo z O’Nealem, a on sam publicznie mówił o ambicji rozbudowy tego projektu nawet do 100 punktów.
Na koniec jest jeszcze jeden element, który spina tę historię i tłumaczy, dlaczego to imperium restauracyjne działa jak drukarka pieniędzy. To filozofia inwestowania. Shaq powtarza, że zainspirowała go zasada przypisywana Jeffowi Bezosowi — inwestować w rzeczy, które poprawiają ludziom życie — i że po wdrożeniu tego podejścia „zwielokrotnił” swój majątek. W praktyce, w gastronomii oznacza to wybór marek masowych, prostych operacyjnie i łatwych do skalowania — czyli takich, które mogą rosnąć szybciej niż jakikolwiek kontrakt sportowy.
Czytaj też: Franczyza restauracyjna. Era ekspansji, technologii i skupienia się na kliencie