Po roku, w którym konsumenci zaciskali pasa, a operatorzy próbowali planować rozwój w warunkach wysokich kosztów finansowania i niepewności regulacyjnej, franczyzobiorcy restauracji patrzą na 2026 z ostrożnym optymizmem. Zamiast powrotu do boomu, stawiają na coś bardziej przyziemnego: przewidywalność, stabilny ruch i stopniową odbudowę marż.
- Prognoza IFA zakładała ponad 20 tys. nowych jednostek franczyzowych w 2025 r., ale branża przyznaje, że celu raczej nie dowiozła — mimo to ma rosnąć szybciej niż cała gospodarka USA
- Franczyzobiorcy mówią o 2026 jako o „roku stabilności”
- Ma to być rok bez gwałtownych skoków, z bardziej płaskim ruchem klientów i szansą na stopniowe poprawianie marż
- W dłuższym horyzoncie branża liczy na napływ nowych inwestorów po zwolnieniach w „białych kołnierzykach” oraz na rosnącą atrakcyjność formatów o niższym progu wejścia (m.in. napoje i przekąski)
Początek 2025 r. przyniósł wysokie oczekiwania. International Franchise Association (IFA) prognozowało, że liczba placówek franczyzowych w USA zwiększy się o ponad 20 tys. (do ok. 851 tys.), a sektor nadal będzie rósł szybciej niż gospodarka. Jednocześnie końcówka roku pokazała, jak duża część tych planów rozbiła się o praktykę. Liderzy IFA sygnalizowali, że branża prawdopodobnie nie osiągnie prognozowanego przyrostu jednostek, choć wciąż ma wyprzedzać szerszą koniunkturę.
Franczyzobiorcy wskazują na mieszankę czynników, które utrudniały rozwój. Od trudnego otoczenia makro i niepewności wokół ceł, po ostrożnego konsumenta i koszt pieniądza. Wysokie stopy procentowe — krytyczne dla finansowania nowych otwarć i refinansowań — miały chłodzić apetyt na inwestycje zarówno u nowych, jak i istniejących operatorów.
Najbardziej bolesnym wskaźnikiem nie były jednak same przychody, tylko ruch. Dane branżowe z końcówki 2025 r. pokazywały wyraźną presję na frekwencję, a dynamika sprzedaży w wielu konceptach coraz częściej opierała się na cenie i miksie, nie na liczbie gości. Nic dziwnego, że jedną z odpowiedzi rynku stało się podbijanie komunikacji wartości. Według Circany ruch napędzany ofertami postrzeganymi jako „value” rósł, mimo że w całej branży odsetek klientów spadał.
2026 r. to stabilizacja zamiast przyspieszenia
W tym kontekście 2026 r. ma być momentem, w którym branża przestaje wstrzymywać oddech. Operatorzy wielolokalowi mówią wprost o „roku stabilności”, niekoniecznie z mocnym momentum wzrostu, ale z bardziej przewidywalnym popytem i mniejszą zmiennością kosztów.
W praktyce oznacza to kilka przesunięć w myśleniu.
Po pierwsze — powrót do pracy nad marżą bez ciągłego strachu, że kolejne podwyżki cen „urwą” ruch. Po drugie, akceptację faktu, że część lokali — zwłaszcza marginalnych — może się nie utrzymać nawet pod szyldami silnych marek, bo rynek po prostu weryfikuje najsłabsze jednostki.
I po trzecie, rosnące znaczenie kosztu kapitału. Jeśli otoczenie stóp procentowych faktycznie stanie się łagodniejsze, wiele decyzji rozwojowych (otwarcia, remodelingi, przejęcia) może wrócić na stół — ale już w logice bezpiecznego tempa, a nie agresywnej ekspansji.
Czytaj też: Shaq sprzedaje kurczaki i pizzę — i zarabia na tym więcej niż w NBA. Tak zbudował imperium franczyz
Regulacje i nowi inwestorzy. Dwie niewiadome
Największą zmienną 2026 r. jest prawo pracy i ryzyko regulacyjne, przynajmniej w USA. Przykładem jest Waszyngton, gdzie inicjatywa obywatelska ma trafić na głosowanie w listopadzie 2026 r. i zakłada podniesienie płacy minimalnej z 17,95 dol. do 25 dol./godz. w kolejnych latach. Równolegle w tle pojawiają się federalne pomysły podniesienia płacy minimalnej do poziomów rzędu 15–17 dol./godz. — a dla branży o wysokim udziale kosztów pracy to kwestia fundamentalna.
Drugą osią sporu jest definicja „joint employer”, czyli kiedy franczyzodawca może zostać uznany za współodpowiedzialnego pracodawcę za pracowników franczyzobiorcy. W ostatnich latach standard ten przenosił się między administracjami, a sąd federalny w 2024 r. unieważnił próbę jego rozszerzenia przez NLRB, co tylko podkreśliło skalę niepewności. Właśnie tu ma wkroczyć American Franchise Act (H.R. 5267, wniesiony 10 września 2025 r.), który doprecyzowuje, że franczyzodawca jest „joint employer” tylko wtedy, gdy posiada i faktycznie wykonuje „znaczącą, bezpośrednią i natychmiastową kontrolę” nad kluczowymi warunkami zatrudnienia.
Jest jeszcze trzeci czynnik, bardziej rynkowy niż prawny. To potencjalny dopływ nowych franczyzobiorców z sektora white-collar. W USA w 2025 r. liczba bezrobotnych w wieku 25+ z co najmniej tytułem licencjata sięgnęła ok. 1,9 mln (ok. jedna czwarta wszystkich bezrobotnych) — a branża franczyzowa otwarcie mówi, że część takich osób może szukać drogi w przedsiębiorczości i inwestycjach we własny biznes.
Jeśli tak się stanie, najbardziej skorzystają koncepty o niższym progu wejścia i prostszej operacji — zwłaszcza kategorie chicken (dania z kurczaka) oraz formaty napojowo-przekąskowe. Odpowiadają one jednocześnie na potrzebę wygody klienta i presję na produktywność pracy.
Sprawdź też: Podstawy franczyzy. Budowanie biznesu na sprawdzonym sukcesie