Europa chce odzyskać kontrolę nad technologią. Odcięcie się od USA nie będzie proste

Europa chce odzyskać kontrolę nad technologią. Odcięcie się od USA nie będzie proste Europa chce odzyskać kontrolę nad technologią. Odcięcie się od USA nie będzie proste

Cyfrowa suwerenność przestała być w Europie hasłem dla ekspertów od regulacji. Dziś oznacza pytanie o to, kto kontroluje dane administracji, firm, mediów, infrastruktury krytycznej i przyszłych usług opartych na sztucznej inteligencji.

  • Europa coraz mocniej obawia się zależności od amerykańskich dostawców chmury, oprogramowania i AI
  • Problemem nie jest samo korzystanie z technologii USA, lecz brak alternatyw i ryzyko uzależnienia od kilku firm
  • Unia Europejska chce wspierać własne centra danych, usługi chmurowe, modele AI i europejskich dostawców
  • Polska również będzie musiała zdecydować, które dane i systemy powinny pozostać pod lokalną lub europejską kontrolą
Thumbnail
Rozwijaj swoją markę osobistą. Dołącz do programu BGR Expert Network

Europa odkrywa, że jej cyfrowa wygoda ma wysoką cenę. Administracja publiczna, wielkie firmy, uczelnie, media i sektor finansowy korzystają z usług, które w ogromnej mierze należą do amerykańskich gigantów technologicznych. Microsoft, Amazon, Google czy Meta nie są już tylko dostawcami narzędzi biurowych, serwerów albo reklam. Coraz częściej stają się infrastrukturą, na której działa gospodarka.

Niemiecki rząd federalny wydaje rocznie niemal pół miliarda euro na licencje Microsoftu, a duże francuskie firmy kupują od amerykańskich gigantów oprogramowanie i usługi chmurowe za dziesiątki miliardów dolarów rocznie. Import usług związanych z własnością intelektualną ze Stanów Zjednoczonych do strefy euro urósł do około 200 mld dolarów rocznie. To pokazuje skalę zależności, która jeszcze kilka lat temu była traktowana głównie jako kwestia zakupów IT, a dziś staje się tematem strategicznym.

Największy problem polega na tym, że kolejna fala technologiczna może być jeszcze ważniejsza niż poprzednie.

Handel internetowy, wyszukiwarki i media społecznościowe zmieniły sposób działania gospodarki, ale chmura i sztuczna inteligencja mogą sięgnąć głębiej: do przemysłu, medycyny, administracji, edukacji, bezpieczeństwa i obronności. Jeśli modele AI, dane i infrastruktura obliczeniowa pozostaną głównie poza Europą, kontynent będzie nie tylko klientem, lecz także zależnym użytkownikiem cudzych reguł gry.

Suwerenność po europejsku

Dlatego Unia Europejska przygotowuje pakiet dotyczący suwerenności technologicznej, w tym akt wspierający rozwój chmury i AI. Komisja Europejska już zapowiadała, że w 2026 r. chce zaproponować rozwiązania mające zwiększyć europejskie moce obliczeniowe i rozwój usług chmurowych oraz sztucznej inteligencji. Nie chodzi jednak o prostą próbę „wyrzucenia” amerykańskich firm z Europy. Bardziej realistyczny scenariusz to model warstwowy: najbardziej wrażliwe dane i systemy powinny działać w środowisku europejskim, a mniej krytyczne usługi mogą nadal korzystać z globalnych hyperscalerów.

Obawy Europejczyków mają trzy źródła. Pierwsze dotyczy bezpieczeństwa danych. Amerykańskie przepisy, w tym Cloud Act, budzą w Europie pytania o to, czy dane przechowywane w europejskich centrach danych, ale obsługiwane przez amerykańskie spółki, są rzeczywiście poza zasięgiem władz USA. Druga obawa dotyczy dominacji rynkowej. Jeśli te same firmy kontrolują chmurę, reklamę, wyszukiwarki, systemy operacyjne i narzędzia AI, europejskim konkurentom trudno przebić się z alternatywą. Trzecia obawa jest gospodarcza: Europa nie chce przespać wyścigu o AI tak, jak wcześniej przegrała budowę globalnych platform internetowych.

Regulacje takie jak Digital Markets Act i Digital Services Act mają ograniczać nadużycia największych platform, ale same regulacje nie stworzą europejskiego Microsoftu, Google’a ani OpenAI.

Mogą otworzyć rynek, wymusić interoperacyjność, osłabić efekt zamknięcia klienta w jednym ekosystemie, lecz nie zastąpią inwestycji, skali i popytu. A właśnie skala jest dziś największą przewagą USA. Amerykańscy gracze wydają na centra danych i AI kwoty, których Europa nie jest w stanie łatwo skopiować.

Problem jest też praktyczny. Firmy wybierają technologie nie dlatego, że są suwerenne, ale dlatego, że działają, są wygodne, przewidywalne i opłacalne. Jeśli europejska chmura będzie droższa, trudniejsza w obsłudze albo uboższa funkcjonalnie, biznes nie przejdzie na nią wyłącznie z powodów politycznych. Suwerenność cyfrowa musi więc oznaczać nie tylko kontrolę nad danymi, lecz także jakość, konkurencyjność i odpowiednią użyteczność.

Co z Polską?

Polski kontekst jest tu bardzo konkretny. Strategia Cyfryzacji Polski do 2035 r. zakłada pełną cyfryzację usług publicznych, rozwój elektronicznego zarządzania dokumentami i szerokie wykorzystanie narzędzi cyfrowych w państwie. Jednocześnie w Poznaniu rozwijana jest PIAST-AI Factory, czyli europejska fabryka AI wspierająca m.in. sektor publiczny, cyberbezpieczeństwo, zdrowie, energetykę i przemysł. Dla Polski suwerenność cyfrowa nie oznacza izolacji, lecz rozsądny wybór: które dane, systemy i kompetencje muszą być budowane lokalnie, a gdzie można bezpiecznie korzystać z globalnych dostawców.

To ważne zwłaszcza dla administracji, energetyki, bankowości, ochrony zdrowia, przemysłu i infrastruktury krytycznej. W tych obszarach pytanie brzmi: kto ma kontrolę nad systemem, od którego zależy ciągłość działania państwa lub firmy?. Coraz większe znaczenie będą miały modele hybrydowe i multi-cloud, które zmniejszają ryzyko uzależnienia od jednego dostawcy.

Europa stoi więc przed trudnym zadaniem. Musi jednocześnie korzystać z najlepszych technologii świata i budować własne kompetencje. Musi regulować gigantów, ale nie może odstraszyć inwestycji. Musi wspierać europejskich dostawców, ale nie powinna tworzyć sztucznie chronionego rynku przeciętnych usług. Cyfrowa suwerenność nie będzie polegała na symbolicznym przejściu z jednego systemu operacyjnego na drugi. Będzie sprawdzianem, czy Europa potrafi zamienić swoje regulacyjne ambicje w przemysłową siłę.

Czytaj też: Suwerenność cyfrowa nie jest pytaniem o to, czyje są serwery. Microsoft odpowiada polskim CIO [WYWIAD]

REKLAMA