SaaS miał zjeść świat. Teraz boi się, że AI zje jego własny model

SaaS miał zjeść świat. Teraz boi się, że AI zje jego własny model SaaS miał zjeść świat. Teraz boi się, że AI zje jego własny model

Przez lata SaaS był symbolem technologicznego sukcesu: przewidywalne abonamenty, szybkie skalowanie i aplikacje dostępne z poziomu przeglądarki. Dziś branża pyta, czy agenci AI nie zamienią wielu narzędzi biznesowych w niewidoczne zaplecze cyfrowej gospodarki.

  • Strach przed „SaaSpocalypse” wynika z tego, że AI może przejąć zadania wykonywane dotąd w klasycznych aplikacjach
  • Presja płynie ze strony laboratoriów AI, startupów, zespołów klientów i samych dostawców SaaS
  • Model opłat za użytkownika traci sens, gdy pracę w systemach wykonują agenci AI, a nie ludzie
  • SaaS nie znika, ale musi sprzedawać efekt biznesowy, a nie tylko dostęp do kolejnego panelu
Thumbnail
Rozwijaj swoją markę osobistą. Dołącz do programu BGR Expert Network

Jeszcze niedawno w Dolinie Krzemowej obowiązywało hasło, że „software zjada świat”. Oprogramowanie przenosiło do chmury sprzedaż, obsługę klienta, HR, księgowość i zarządzanie IT. Firmy płaciły abonamenty, dostawcy liczyli powtarzalne przychody, a inwestorzy traktowali SaaS jak maszynę do skalowania biznesu.

Dziś coraz częściej słychać inne hasło: „SaaS is dead”. Nie chodzi tylko o prowokację, choć taką rolę odegrał samolot z transparentem nad San Francisco. Chodzi o lęk, że sztuczna inteligencja naruszy fundament, na którym przez dwie dekady rosły firmy takie jak Salesforce, ServiceNow czy Workday.

Cztery źródła presji

Pierwsze zagrożenie to wielkie laboratoria AI, przede wszystkim OpenAI i Anthropic. Ich modele coraz lepiej radzą sobie z kodowaniem, analizą dokumentów i działaniem w innych aplikacjach.

Jeśli agent AI przejdzie przez CRM, helpdesk, pocztę i bazę wiedzy z poziomu jednej rozmowy, klasyczny interfejs SaaS straci część znaczenia.

Drugie źródło presji to startupy AI-native, budowane wokół agentów, a nie formularzy i dashboardów. Harvey atakuje rynek narzędzi dla prawników. Sierra automatyzuje obsługę klienta. Serval celuje w IT help desk, gdzie przez lata rosło ServiceNow. Część tych firm działa dziś jako nakładka na istniejące platformy, ale ich ambicją jest stworzenie pełnoprawnej alternatywy.

Trzecie wyzwanie przychodzi od samych klientów. SaaS przez lata wygrywał argumentem: nie buduj sam, kup gotowy system. AI zmienia tę kalkulację. Duże organizacje pytają, czy przy pomocy własnych danych, ekspertów i modeli nie mogą tworzyć narzędzi szytych dokładniej pod siebie. Kirkland & Ellis, kancelaria planująca zainwestować 500 mln dol. we własne rozwiązania AI, pokazuje, że „build versus buy” (zbuduj zamiast kupować) wraca do gry.

Czwarte zagrożenie jest najbardziej paradoksalne: dostawcy SaaS sami wprowadzają AI, ale podkopują stary model.

Jeśli agent wykonuje zadania szybciej niż człowiek, firma może potrzebować mniej licencji. A jeśli dostawca rozlicza AI według zużycia, ponosi wyższe koszty wraz z aktywnością klienta. Tradycyjny SaaS był świetny finansowo, bo raz stworzone oprogramowanie można było sprzedawać niemal bez dodatkowego kosztu. W AI ta matematyka jest trudniejsza.

Sprawdź też: Chip w mózgu przestaje być fantastyką. Zaczyna się wyścig o nowy interfejs człowieka z maszyną

Nie każda część rynku traci

Nie oznacza to, że sektor zaraz się załamie. Wdrożenia w dużych firmach są powolne i obciążone integracjami. Korporacje nie wymieniają systemów krytycznych tylko dlatego, że pojawiła się modna technologia. Najwięksi gracze mają też relacje sprzedażowe, wieloletnie kontrakty i ekosystemy partnerów.

Są segmenty, którym AI pomaga. Cyberbezpieczeństwo korzysta na obawach przed atakami wspieranymi przez automatyzację. Narzędzia do zarządzania danymi zyskują, bo modele AI potrzebują uporządkowanych informacji. Bardziej odporni mogą więc być dostawcy infrastruktury danych i bezpieczeństwa niż aplikacje do obsługi pracy biurowej.

W Polsce ten proces może przebiegać wolniej, ale nie będzie mniej istotny. Dane GUS za 2025 r. pokazują, że z technologii AI korzystało 8,7% przedsiębiorstw, a płatne usługi chmurowe kupowało 55,3% firm. Wiele organizacji dopiero porządkuje cyfrowe fundamenty. Dla polskich software house’ów, integratorów i dostawców SaaS to ryzyko i szansa. Klienci będą pytać o automatyzację procesów, bezpieczeństwo danych i integrację z istniejącymi systemami. Firmy, które sprzedają „dostęp do aplikacji”, mogą mieć trudniej. Te, które sprzedadzą mierzalny efekt biznesowy — zyskają przewagę.

Nowe pytanie dla branży

SaaS nie umiera z dnia na dzień. Bardziej prawdopodobne jest to, że zmieni skórę. Interfejsy staną się prostsze, część zadań przeniesie się do agentów, a rozliczenia coraz częściej będą łączyć abonament, zużycie i efekt. Ironia polega na tym, że oprogramowanie nadal może zjadać świat. Tyle że tym razem zaczyna od siebie.

Czytaj też: Systemy legacy blokują rozwój AI w przedsiębiorstwach. GFT pokazuje nowe podejście do modernizacji

REKLAMA