Przez cztery dekady globalnej gospodarce sprzyjały rosnące populacje, wysoka skłonność do oszczędzania i względna dyscyplina budżetowa. Według analityków J.P. Morgan ten układ właśnie się kończy. Starzenie się społeczeństw i rekordowe deficyty mogą sprawić, że kredyt, obligacje i finansowanie inwestycji pozostaną drogie znacznie dłużej, niż oczekują firmy i konsumenci.
- Globalne zadłużenie firm, gospodarstw domowych i państw sięgnęło w 2025 r. 251 bln dol.
- J.P. Morgan wskazuje deficyty i kurczenie się populacji jako główne źródła presji na wzrost stóp
- Starzenie się społeczeństw ograniczy oszczędności, zwiększając wydatki na emerytury i ochronę zdrowia
- Droższy kapitał może stać się trwałym elementem gospodarki, a nie tylko skutkiem walki z inflacją
Po kryzysie finansowym z 2008 r. banki centralne przez lata utrzymywały bardzo niskie stopy, a finansowanie długu było łatwe. Rosły wyceny aktywów, a kolejne pakiety fiskalne nie powodowały natychmiastowego skoku kosztów obsługi zobowiązań.
Zapisz się na newsletter BGR. Otrzymuj najlepsze informacje i porady, a także zaproszenia na eventy.
Klikając „Zapisz mnie”, potwierdzasz, że przeczytałeś i zgadzasz się z naszą Polityką prywatności.
J.P. Morgan przekonuje, że ten model się wyczerpuje. Joyce Chang i jej zespół opisują sześć procesów, które będą kształtować globalną gospodarkę: deficyty, deregulację, dekarbonizację, depopulację, deglobalizację i dedolaryzację. Największe znaczenie dla kosztu pieniądza mają rosnące deficyty oraz pogarszająca się demografia.
Państwa pożyczają więcej, inwestorzy żądają wyższej ceny
Według danych przywołanych przez bank globalny dług publiczny przekroczył 100 bln dol., a łączne zadłużenie państw, firm i gospodarstw domowych wyniosło w 2025 r. 251 bln dol. Im większe zobowiązania, tym mniej przestrzeni mają rządy na reakcję w razie kryzysu. Jednocześnie rosną wydatki na obronność, transformację energetyczną i infrastrukturę.
Analitycy piszą o „globalnym załamaniu dyscypliny fiskalnej”. Ich zdaniem polityka budżetowa zaczyna dominować nad pieniężną. Rządy zwiększają wydatki lub obniżają podatki bez wskazania trwałych źródeł finansowania, a deficyty nie są równoważone cięciami gdzie indziej.
Ogranicza to przestrzeń fiskalną, czyli zdolność państwa do uruchomienia dodatkowych wydatków bez podważania stabilności finansów.
Związek między deficytem i kosztem pieniądza nie jest automatyczny. Rynek może jednak zażądać większej premii za wieloletnie obligacje, jeżeli obawia się inflacji, spadku wiarygodności emitenta albo emisji ogromnej ilości nowego długu. W USA oznaczałoby to wzrost premii terminowej, czyli dodatkowego wynagrodzenia za ryzyko posiadania długoterminowych papierów.
Stany Zjednoczone są w lepszej sytuacji, ponieważ dolar pozostaje główną walutą rezerwową, a ich obligacje uchodzą za bezpieczne. J.P. Morgan zaznacza jednak, że ta przewaga nie jest bezwarunkowa. Poważny kryzys polityczny, militarny, energetyczny lub gospodarczy mógłby osłabić przekonanie, że USA są najbezpieczniejszym miejscem dla globalnego kapitału.
Sprawdź też: Ubrania, które oszukują kamery. Moda staje się bronią przeciw nadzorowi AI
Demografia przestaje pomagać gospodarce
Drugi problem narasta wolniej, lecz jest bardziej trwały. W krajach rozwiniętych rodzi się coraz mniej dzieci, społeczeństwa się starzeją, a liczba osób aktywnych zawodowo rośnie wolniej lub zaczyna spadać. Mniej pracowników oznacza mniejszą bazę podatkową, podczas gdy liczba osób pobierających emerytury i korzystających z opieki zdrowotnej zwiększa się.
J.P. Morgan zwraca uwagę, że państwa będą musiały jednocześnie finansować emerytury, ochronę zdrowia, obronność, infrastrukturę oraz zieloną transformację. Bez wyższych podatków, ograniczenia innych wydatków lub szybszego wzrostu gospodarczego presja ta przełoży się na dalszy wzrost długu. W USA dodatkowym problemem jest perspektywa wyczerpywania się rezerw systemu Social Security na początku kolejnej dekady.
Starzenie się społeczeństw wpływa także na podaż kapitału. Ludzie w wieku produkcyjnym zwykle gromadzą oszczędności, natomiast po przejściu na emeryturę częściej je wykorzystują. Jeśli grupa oszczędzających maleje, na rynku może być mniej pieniędzy na finansowanie inwestycji i długu publicznego. Dlatego bank ocenia depopulację jako niedoszacowane źródło presji na wzrost stóp.
Problem jest szczególnie ważny także dla Polski. Nasz kraj mierzy się z niską dzietnością, starzeniem ludności i rosnącymi kosztami systemu emerytalnego oraz ochrony zdrowia.
Mniejsza liczba pracowników będzie ograniczać wpływy podatkowe i składkowe, podczas gdy wydatki społeczne, obronne i infrastrukturalne pozostaną wysokie. Dla firm oznacza to ryzyko, że kredyt inwestycyjny i finansowanie obligacyjne nie wrócą szybko do wyjątkowo niskich poziomów z poprzedniej dekady.
Wniosek J.P. Morgan jest niewygodny dla zadłużonych gospodarek: demograficzna dywidenda ostatnich 40 lat dobiega końca. Niskie stopy nie były wyłącznie rezultatem decyzji banków centralnych. Wspierały je również rosnąca liczba pracowników, wysoka podaż oszczędności i wiara, że państwa zachowają kontrolę nad finansami. Gdy te fundamenty słabną, droższy pieniądz może okazać się nową normą.
Dla rządów oznacza to trudniejsze wybory budżetowe, dla firm ostrożniejsze inwestycje, a dla gospodarstw domowych — wyższy koszt kredytów.
Czytaj też: AI pomaga pracować szybciej. Ale może też nauczyć nas przeciętności
