Gdy starsi nastolatkowie bezskutecznie szukają wakacyjnej pracy w sklepach, restauracjach i punktach usługowych, Ashton Meyer stworzył własne zajęcie. Jedenastoletni Kanadyjczyk czyści sąsiadom pojemniki na śmieci. Zdobył dziesiątki klientów i ponad 100 tys. obserwujących. Jego historia pokazuje, że przewagę może dać nie doświadczenie, lecz zauważenie prostego problemu.
- Ashton Meyer pobiera 10 dolarów kanadyjskich za umycie domowych pojemników na odpady
- W dwa miesiące zdobył około 40 klientów i ponad 111 tys. obserwujących na Instagramie
- Większość sąsiadów mu odmawia, ale chłopiec traktuje odmowę jako część sprzedaży
- Jesienią i zimą chce rozszerzyć działalność o grabienie liści oraz odśnieżanie
Pomysł narodził się po zakończeniu roku szkolnego w maju. Ashton, mieszkający w East Gwillimbury w Kanadzie, chciał zarobić dodatkowe kieszonkowe. Ojciec zasugerował wynoszenie i mycie pojemników w dniu odbioru odpadów, a chłopiec rozwinął koncepcję — zaczął chodzić od drzwi do drzwi i oferować czyszczenie kosza na odpady zmieszane, bioodpady oraz recykling.
Zapisz się na newsletter BGR. Otrzymuj najlepsze informacje i porady, a także zaproszenia na eventy.
Klikając „Zapisz mnie”, potwierdzasz, że przeczytałeś i zgadzasz się z naszą Polityką prywatności.
Cena wynosi 10 dolarów kanadyjskich. Jest na tyle niska, by sąsiad mógł podjąć decyzję bez długiego zastanowienia, a jednocześnie pozwala chłopcu szybko zobaczyć efekt pracy. Do tej pory Ashton zarobił około 700 dolarów kanadyjskich i obsłużył mniej więcej 40 klientów.
Najważniejsza część przedsięwzięcia odbywa się jednak przed rozpoczęciem mycia. Ashton musi sprzedać usługę. Na nagraniach przedstawia się, opisuje ofertę i pyta właścicieli domów, czy są zainteresowani. Częściej słyszy „nie” niż „tak”. Nie wdaje się jednak w dyskusję. Zostawia numer telefonu, uśmiecha się i idzie do kolejnego domu.
Ta konsekwencja stała się jednym z powodów jego popularności. Filmy nie pokazują błyskawicznego sukcesu, lecz powtarzalny, czasem niezręczny proces pozyskiwania klientów.
Dzięki temu widzowie obserwują praktyczną lekcję sprzedaży: pierwsza odmowa boli najbardziej, później staje się elementem statystyki.
Pomogła również rodzina. Ojciec podsunął pomysł i wspiera organizację pracy, a matka zachęciła syna do nagrywania wizyt. Połączenie lokalnej usługi z krótkimi materiałami na Instagramie i TikToku okazało się skuteczne. W ciągu dwóch miesięcy profil zgromadził ponad 111 tys. obserwujących. Ashton zyskał więc dwa aktywa, które małe firmy budują latami: klientów i własną publiczność.
Mały biznes wyrasta z dużego problemu młodych
Historia jedenastolatka trafiła na podatny grunt, ponieważ wakacyjny rynek pracy dla młodzieży w Ameryce Północnej wyraźnie się pogorszył. Magazyn Fortune opisuje go jako najtrudniejszy od 1948 r. Miejsca, od których młodzi zwykle zaczynali — handel, gastronomia, opieka nad dziećmi czy proste usługi — są ograniczane przez ostrożność konsumentów, wysokie koszty działalności i automatyzację.
Ashton wyciąga z tego prosty wniosek. Zamiast konkurować o nieliczne wakaty, można poszukać drobnej potrzeby, której nikt nie zaspokaja. Nie musi to być mycie koszy. Podobnie działają podlewanie roślin podczas urlopu sąsiadów, pielenie ogródków, grabienie liści, wyprowadzanie psów czy pomoc w porządkach. Ważne są niski próg wejścia, niewielki koszt narzędzi i możliwość zdobycia klientów w najbliższym otoczeniu.
Chłopiec zamierza pracować również po rozpoczęciu szkoły — po lekcjach i w soboty, tak długo, jak pozwoli pogoda. Jesienią chce grabić liście, a zimą odśnieżać. Nie traktuje więc projektu jako jednorazowej wakacyjnej akcji, lecz tworzy działalność sezonową, w której oferta zmienia się razem z potrzebami gospodarstw domowych.
W Polsce sytuacja młodych także jest trudniejsza niż sugeruje niski ogólny poziom bezrobocia. W 2025 r. stopa bezrobocia osób do 25. roku życia wynosiła średnio 12,5%, w porównaniu do 10,9% rok wcześniej, a zatrudnienie w sektorze przedsiębiorstw w maju 2026 r. było o 0,9% niższe niż rok wcześniej. Jednocześnie za pracownika młodocianego uznaje się osobę od 15. do 18. roku życia, a zatrudnienie młodszych dzieci jest dopuszczalne tylko w szczególnych przypadkach.
Historia Meyera nie jest instrukcją, którą jedenastolatek w Polsce może skopiować bez wsparcia dorosłych i sprawdzenia przepisów. Jest natomiast uniwersalną lekcją przedsiębiorczości. Pokazuje, jak rozpoznać nieatrakcyjne, lecz konkretne zadanie, ustalić prostą cenę, wyjść do klientów i wykorzystać media społecznościowe jako reklamę oraz narzędzie budowania zaufania.
Ashton chce w przyszłości zostać przedsiębiorcą. Być może najcenniejsze nie okaże się jednak zarobione 700 dolarów, lecz doświadczenie zdobyte przed wejściem na formalny rynek pracy: dziesiątki rozmów z obcymi ludźmi, odporność na odmowę, odpowiedzialność za usługę i świadomość, że biznes często zaczyna się tam, gdzie inni widzą tylko brudny kosz.
Czytaj też: Trzy kąpiele dziennie, domowe rytuały i majątek wart miliony. Zoe Saldaña pokazuje inną stronę kariery
