Ulubiony napój Polaków pijemy głównie na mieście. Luka 31 punktów procentowych między domem a kawiarnią to gotowa rezerwa wzrostu.
Cappuccino, latte, flat white, cortado — kawa mleczna ze spienionym mlekiem to ulubiony napój kawowy Polaków. Problem w tym, że pijemy ją przede wszystkim na mieście, a nie u siebie. Poza domem wybiera ją aż 62,3% badanych, w domu regularnie przygotowuje zaledwie 31%. Różnica 31,3 punktu procentowego to jedna z najciekawszych luk całego badania — i zarazem jedna z najbardziej konkretnych szans biznesowych, jakie z niego wynikają.
Co więcej, jest to luka największa spośród wszystkich rodzajów kawy. Czarna kawa na bazie espresso również jest częściej zamawiana poza domem (43,8%) niż parzona w domu (19,7%), ale jej dystans dom–kawiarnia jest wyraźnie mniejszy. To kawa mleczna — pozornie najprostszy, najbardziej masowy napój — okazuje się tym, którego najczęściej nie potrafimy lub nie chcemy odtworzyć we własnej kuchni. Paradoks polega na tym, że mówimy o napoju, który Polacy znają i lubią najbardziej.
Skąd ta luka? Jej źródłem jest strukturalny brak: sprzętu, umiejętności albo motywacji.
Dobre cappuccino w domu wymaga spieniacza lub dyszy parowej w ekspresie, odpowiedniego mleka i odrobiny wprawy. Kawiarnia sprzedaje nie tylko kawę, ale gotowe doświadczenie — spienione mleko, latte art, brak sprzątania i porannego pośpiechu. Dla wielu konsumentów to wciąż łatwiejsze i przyjemniejsze niż próba powtórzenia efektu samodzielnie, nawet jeśli w przeliczeniu na filiżankę wychodzi znacznie drożej.
Co istotne, bariera nie leży wyłącznie w braku sprzętu. Spieniacz do mleka posiada już 35,9% badanych, a kolejne 5,8% planuje zakup. To znacznie więcej niż 31% faktycznie przygotowujących kawę mleczną w domu — a więc nawet część posiadaczy spieniacza po niego nie sięga. Wąskim gardłem są zatem umiejętności i pewność siebie. Ludzie mają narzędzia, ale brakuje im przekonania, że potrafią zrobić „prawdziwe” cappuccino. To dobra wiadomość dla rynku, bo deficyt wiedzy usuwa się taniej i szybciej niż deficyt sprzętu.
I właśnie tu otwiera się okno rynkowe. Po pierwsze, dla producentów spieniaczy i akcesoriów — od ręcznych modeli po samodzielne urządzenia w stylu Bialetti, Severin czy Aeroccino. Po drugie, dla producentów mleka barista (Łaciate Barista, Mlekovita Barista, Oatly Barista), którego cała kategoria istnieje po to, by domowe spienianie udawało się łatwiej. Po trzecie, dla producentów ekspresów z dyszą parową, dla których „latte jak z kawiarni” jest naturalnym argumentem sprzedażowym. Każda z tych kategorii może czerpać z tej samej, dobrze udokumentowanej potrzeby.
Kluczem jest jednak nie produkt, lecz edukacja. Wciąż niewykorzystaną strategią pozostaje marketing pokazujący, że cappuccino czy latte da się zrobić w domu — prosto, szybko i bez baristycznego kunsztu. Marka, która skutecznie przekona konsumenta, że poradzi sobie samodzielnie, nie sprzeda mu pojedynczego urządzenia, lecz przejmie powtarzalny popyt na mleko, ziarno i akcesoria. Luka 31 punktów procentowych to nie problem rynku — to jego najlepiej opisana rezerwa wzrostu.
