Oferta pracy po tygodniach lub miesiącach rekrutacji zwykle przynosi ulgę i poczucie sukcesu. To jednak nie koniec procesu decyzyjnego. Właśnie wtedy kandydat powinien zadać sobie najważniejsze pytanie: czy rzeczywiście chce tej pracy i czy nowe stanowisko przybliży go do kariery, jaką chce budować? Czasami najlepszą decyzją zawodową może być odmowa.
- Niejasny zakres obowiązków i wymijające odpowiedzi na etapie rekrutacji mogą być zapowiedzią problemów po rozpoczęciu pracy
- Relacja z przyszłym przełożonym często ma większy wpływ na satysfakcję zawodową niż prestiż firmy czy sam tytuł stanowiska
- Nowa praca nie musi oznaczać nowego początku, jeśli powiela dokładnie te problemy, przed którymi próbujemy uciec
- Warto odróżnić naturalny strach przed zmianą od sygnałów ostrzegawczych, które próbujemy sami przed sobą racjonalizować
Otrzymanie propozycji zatrudnienia łatwo potraktować jako metę wielotygodniowego procesu. Po wysłaniu dziesiątek CV, rozmowach z rekruterami i kolejnych etapach rekrutacji pojawia się wreszcie potwierdzenie: firma chce właśnie nas. Towarzyszą temu ulga, satysfakcja, a często również poczucie, że szkoda byłoby teraz zrezygnować.
Zapisz się na newsletter BGR. Otrzymuj najlepsze informacje i porady, a także zaproszenia na eventy.
Klikając „Zapisz mnie”, potwierdzasz, że przeczytałeś i zgadzasz się z naszą Polityką prywatności.
Problem w tym, że oferta nie kończy procesu oceny. W pewnym sensie dopiero go rozpoczyna. Kandydat przez wiele tygodni udowadnia pracodawcy, że pasuje do organizacji, ale na końcu powinien wykonać tę samą analizę w przeciwnym kierunku.
Jest to szczególnie trudne, gdy ktoś od dawna szuka zatrudnienia, źle czuje się w obecnej firmie albo znajduje się pod presją finansową. W takich okolicznościach nawet przeciętna propozycja może wyglądać jak rozwiązanie wszystkich problemów. Jeżeli jednak kandydat ma możliwość wyboru, warto sprawdzić kilka sygnałów ostrzegawczych.
Nie wiesz, co właściwie będziesz robić? To nie jest drobiazg
Pierwszy problem pojawia się wtedy, gdy po całym procesie rekrutacyjnym kandydat nadal nie jest w stanie jasno powiedzieć, czego firma od niego oczekuje.
Oczywiście żaden pracodawca nie zagwarantuje, że stanowisko za pół roku będzie wyglądało dokładnie tak samo jak w pierwszym dniu. Firmy zmieniają strategie, zespoły są reorganizowane, a priorytety biznesowe przesuwają się wraz z sytuacją rynkową.
Jednak przed podpisaniem umowy powinno być wiadomo przynajmniej, za co pracownik będzie odpowiedzialny, jak będzie mierzony jego sukces, komu będzie raportował oraz jakimi zasobami i zakresem decyzyjności będzie dysponował. Powinien również wiedzieć, jakie najważniejsze problemy ma rozwiązać.
Jeśli kandydat zadaje konkretne pytania, a odpowiedzi pozostają niejasne, wzajemnie sprzeczne albo wymijające, warto potraktować to poważnie. Chaos komunikacyjny podczas rekrutacji może oznaczać podobny chaos po rozpoczęciu pracy.
Drugi sygnał dotyczy przyszłego przełożonego. Kandydaci bardzo często analizują przede wszystkim wynagrodzenie, nazwę stanowiska, zakres obowiązków oraz reputację firmy. Tymczasem codzienne doświadczenie zawodowe w ogromnym stopniu zależy od osoby, której będziemy podlegać.
Warto przypomnieć sobie zachowanie przyszłego szefa podczas spotkań. Czy słuchał odpowiedzi? Czy szanował czas kandydata? Czy potrafił precyzyjnie wyjaśnić swoje oczekiwania? Jak mówił o poprzedniej osobie na stanowisku, swoim zespole i kierownictwie organizacji?
Nawet bardzo atrakcyjna rola może szybko zamienić się w zawodową pułapkę, jeżeli pracownik znajdzie się pod kierownictwem osoby toksycznej, chaotycznej albo działającej w sposób sprzeczny z jego standardami.
Podobnie należy oceniać kulturę firmy. Deklaracje o współpracy, innowacyjności, elastyczności czy trosce o dobrostan pracowników można dziś znaleźć na stronach kariery niemal każdej większej organizacji. Znacznie ważniejsze jest jednak to, czego kandydat rzeczywiście doświadczył.
Jeżeli rozmówcy spóźniali się na spotkania, byli nieprzygotowani, przekazywali sprzeczne informacje albo kandydat miał wrażenie, że pracownicy boją się mówić otwarcie, może to powiedzieć o kulturze firmy więcej niż oficjalne hasła employer brandingowe.
Sprawdź też: AI tworzy miejsca pracy. Najwięcej zyskują ludzie w kaskach, nie programiści
Nowa firma nie zawsze oznacza nową karierę
Kolejnym ważnym kryterium są własne granice i wartości. Kandydat powinien jeszcze przed rozpoczęciem negocjacji wiedzieć, które elementy oferty są dla niego elastyczne, a które pozostają niepodlegające negocjacjom.
Nie chodzi wyłącznie o pieniądze. Dla jednej osoby kluczowa może być możliwość pracy zdalnej, dla innej konkretna ścieżka awansu, większy wpływ na decyzje, odpowiedzialność za zespół albo możliwość rozwijania konkretnych kompetencji.
Problem zaczyna się wtedy, gdy prestiż pracodawcy, wyższa pensja albo atrakcyjnie brzmiący tytuł zaczynają przesłaniać rzeczy, które wcześniej uznawaliśmy za fundamentalne.
Łatwo wówczas powiedzieć sobie: „powinienem być wdzięczny za taką ofertę” albo „szaleństwem byłoby odmówić”. Tymczasem istnieje zasadnicza różnica między normalnym kompromisem, którego wymaga praktycznie każda praca, a rezygnacją z czegoś istotnego dla własnego rozwoju, dobrostanu lub poczucia uczciwości.
Jeszcze większą pułapką może być sytuacja, w której nowa propozycja powiela dokładnie ten sam problem, przed którym chcemy uciec.
Pracownicy najczęściej otrzymują oferty dotyczące tego, w czym już udowodnili swoją skuteczność. Nie oznacza to jednak, że chcą wykonywać tę samą pracę przez kolejne pięć czy dziesięć lat.
Dlatego przed przyjęciem propozycji warto odpowiedzieć sobie na jedno pytanie: co ma być inne w kolejnym etapie mojej kariery? Jeżeli ktoś odchodzi, ponieważ przestał się rozwijać, nowe stanowisko powinno dawać mu trudniejsze zadania. Jeżeli zależy mu na przejściu do zarządzania, powinien sprawdzić, czy otrzyma odpowiedni wpływ na ludzi i decyzje. Jeśli powodem odejścia jest przeciążenie, należy zweryfikować, czy nowa organizacja rzeczywiście pracuje inaczej.
Zmiana logo w stopce e-maila nie oznacza automatycznie zmiany jakości życia zawodowego.
Strach przed zmianą czy intuicja? Trzeba rozdzielić jedno od drugiego
Ostatni sygnał ostrzegawczy pojawia się wtedy, gdy kandydat zaczyna intensywnie przekonywać samego siebie, że rzeczy, które go niepokoją, prawdopodobnie „nie będą aż takie złe”.
Naturalny niepokój przed zmianą nie jest powodem do odrzucenia dobrej propozycji. Awans, większa odpowiedzialność, wejście do nowej branży czy przejście do większej organizacji niemal zawsze wiążą się z niepewnością.
Czym innym jest jednak racjonalizowanie konkretnych problemów.
Jeśli po rozmowie kandydat myśli: „może ten szef miał po prostu gorszy dzień”, „pewnie w praktyce nadgodzin nie będzie aż tak dużo” albo „jakoś sobie z tym poradzę”, powinien sprawdzić, czy nie próbuje ignorować informacji, które już posiada.
Pomóc może oddzielenie faktów od przypuszczeń oraz spojrzenie na cały proces rekrutacyjny jak na zbiór danych. Jeden dziwny komentarz nie musi o niczym świadczyć. Kilka niezależnych sygnałów wskazujących na ten sam problem to już wzorzec.
Dobrym rozwiązaniem jest także rozmowa z kilkoma osobami z firmy, a nie tylko rekruterem i przyszłym przełożonym. Im więcej perspektyw, tym trudniej utrzymać wyidealizowany obraz organizacji.
Nie oznacza to, że kandydat powinien oczekiwać stuprocentowej pewności. Taka w decyzjach zawodowych praktycznie nie istnieje. Potrzebuje jednak wystarczającej ilości informacji, aby rozumieć, na co się decyduje.
W Polsce problem może być szczególnie widoczny tam, gdzie kandydaci przez wiele tygodni przechodzą wieloetapowe rekrutacje i po otrzymaniu oferty czują, że odmowa oznaczałaby „zmarnowanie” całego procesu. Dochodzi do tego presja kosztów życia i obawa przed długim szukaniem kolejnej pracy. Tym bardziej warto przed podpisaniem umowy oddzielić satysfakcję z wygranej rekrutacji od obiektywnej oceny stanowiska.
Ważna jest również zmiana perspektywy. Proces rekrutacyjny nie polega wyłącznie na tym, że firma wybiera pracownika. Jeżeli organizacja składa ofertę, oznacza to, że uznała doświadczenie i kompetencje kandydata za wartościowe.
Od tego momentu decyzja należy również do niego. Warto więc zapytać nie tylko: „czy dam sobie radę?”, lecz także: „czy ta praca pasuje do tego, kim jestem dziś, czego chcę się nauczyć i dokąd chcę zawodowo dojść?”.
Czasami odpowiedź będzie zdecydowanym „tak”. Innym razem propozycja może wyglądać świetnie w CV, oferować wyższą pensję i prestiżową nazwę firmy, a mimo to prowadzić w złym kierunku.
Wtedy jednym z najbardziej rozsądnych ruchów zawodowych może być krótkie: „dziękuję, ale nie”.
Czytaj też: Dojazdy do biura w przyszłości będą zbędne. Szef IWG: nasze dzieci uznają je za absurd
