Dojazdy do biura w przyszłości będą zbędne. Szef IWG: nasze dzieci uznają je za absurd

Dojazdy do biura mogą przejść do historii w ciągu najbliższych lat / Fot. bieszczady_wildlife, Shutterstock Dojazdy do biura mogą przejść do historii w ciągu najbliższych lat / Fot. bieszczady_wildlife, Shutterstock
Dojazdy do biura mogą przejść do historii w ciągu najbliższych lat / Fot. bieszczady_wildlife, Shutterstock

Codzienne stanie w korkach, zatłoczony pociąg i godzina podróży tylko po to, by przez osiem godzin pracować przy komputerze – zdaniem Marka Dixona, dyrektora generalnego IWG, za kilkanaście lat taki model może wydawać się równie archaiczny jak dojazd do pracy konno. Szef jednego z największych na świecie operatorów przestrzeni biurowych przewiduje, że do 2040 r. długie dojazdy do biur praktycznie znikną.

  • Mark Dixon, szef IWG, uważa, że do 2040 r. tradycyjne, długie dojazdy do biura mogą stać się reliktem przeszłości
  • Aż 80% przedstawicieli pokolenia Alpha spodziewa się, że elastyczna praca będzie za kilkanaście lat standardem
  • Badania sugerują, że młodsi menedżerowie są bardziej skłonni pozwalać pracownikom na pracę zdalną i hybrydową
  • Zdaniem liderów technologicznych firmy kurczowo trzymające się stacjonarnego modelu pracy mogą mieć również problem z pełnym wykorzystaniem potencjału AI

Obowiązkowe powroty do biur, które w ostatnich latach wprowadzało wiele dużych firm, mogą okazać się jedynie przejściowym epizodem. Tak przynajmniej uważa Mark Dixon, szef IWG, globalnego dostawcy elastycznych przestrzeni do pracy. Jego zdaniem w perspektywie około 15 lat codzienne przemieszczanie się dziesiątek kilometrów tylko po to, aby usiąść przed komputerem w wyznaczonym budynku, zacznie być postrzegane jako anachronizm.

Dixon przewiduje, że przyszłe pokolenia mogą reagować ze zdziwieniem, gdy rodzice będą opowiadać im o wstawaniu przed świtem, zatłoczonych pociągach czy wielogodzinnych korkach. Szczególnie niezrozumiały może okazać się dla nich model, w którym pracownik przemieszczał się nawet kilkadziesiąt czy kilkaset kilometrów tylko dlatego, że firmowy komputer i biurko znajdowały się w konkretnym miejscu.

Zmiana nie musi jednak oznaczać całkowitego końca biur. Według wizji Dixona ważniejsze stanie się to, aby miejsce pracy znajdowało się tam, gdzie w danym momencie jest pracownik. Biurem może być dom, przestrzeń coworkingowa, lokalny hub należący do firmy albo elastyczne stanowisko dostępne kilka minut od miejsca zamieszkania.

Pracownik przyszłości miałby po prostu sprawdzić w telefonie, gdzie znajduje się najbliższe odpowiednie miejsce do pracy, zarezerwować stanowisko i udać się właśnie tam. Zamiast jednego centralnego biurowca obsługującego tysiące osób powstałaby więc sieć znacznie mniejszych, rozproszonych lokalizacji.

Argument stojący za taką zmianą jest dość prosty. Znaczna część pracy biurowej już dziś odbywa się w chmurze. Dokumenty, komunikatory, systemy CRM, oprogramowanie finansowe, narzędzia projektowe i coraz częściej rozwiązania wykorzystujące sztuczną inteligencję można obsługiwać praktycznie z dowolnego miejsca posiadającego odpowiednie połączenie z internetem.

Fizyczne przywiązanie pracy do konkretnego biurka staje się więc coraz mniej oczywiste.

Czytaj też: Amerykanie tracą apetyt na fast food. McDonald’s i konkurenci muszą wymyślić się na nowo

Pokolenie Alpha nie chce tracić godzin na podróże

Prognoza Dixona znajduje potwierdzenie w badaniach przeprowadzonych przez IWG wspólnie z globalną firmą inżynieryjną Arup. Wynika z nich, że do 2040 r. długie codzienne dojazdy do pracy mogą w dużej mierze zniknąć.

Zmiana będzie wynikała nie tylko z rozwoju technologii, ale także z oczekiwań kolejnego pokolenia wchodzącego na rynek pracy.

Dzisiaj przeciętny nowojorczyk może spędzać około 53 minut w drodze do biura, a podobne doświadczenia mają mieszkańcy Londynu i innych dużych miast na świecie. Dla młodszych pokoleń taki koszt czasowy coraz częściej jest jednak trudny do zaakceptowania.

Zaledwie około jedna czwarta przedstawicieli pokolenia Alpha deklaruje, że w przyszłości będzie gotowa poświęcać na podróż do pracy więcej niż 30 minut. Większość oczekuje możliwości pracy znacznie bliżej miejsca zamieszkania albo bezpośrednio z domu.

Jeszcze bardziej wymowny jest inny wynik badania: 80% przedstawicieli generacji Alpha uważa, że w 2040 r. elastyczny model pracy będzie normą.

To może mieć ogromne znaczenie dla rynku nieruchomości biurowych oraz polityki personalnej przedsiębiorstw. Firmy konkurujące o pracowników mogą być zmuszone uwzględniać lokalizację nie jako miejsce, do którego należy sprowadzić zatrudnionego, lecz jako jeden z elementów dopasowywanych do jego potrzeb.

Podobny kierunek sugerują badania National Bureau of Economic Research dotyczące wieku menedżerów i popularności pracy zdalnej. Analiza obejmująca około 8 tys. pracowników w USA wskazywała, że młodsi szefowie częściej pozwalają swoim zespołom pracować poza biurem.

Wraz z przechodzeniem na emeryturę przedstawicieli starszych generacji w kierownictwie firm proporcje mogą więc stopniowo przesuwać się na korzyść pracy hybrydowej i zdalnej. Nie oznacza to automatycznie powrotu do pandemicznego modelu, w którym niemal wszyscy pracowali wyłącznie z domów. Bardziej prawdopodobny jest rozwój pracy rozproszonej — kilka dni w domu, spotkania zespołowe w biurze i dostęp do przestrzeni coworkingowych położonych bliżej miejsca zamieszkania.

W Polsce taki model mógłby mieć szczególne znaczenie dla pracowników mieszkających poza największymi centrami biznesowymi. Warszawa, Kraków, Wrocław czy Trójmiasto codziennie przyciągają tysiące osób z przedmieść i sąsiednich miejscowości. Rozwój pracy hybrydowej oraz lokalnych hubów biurowych może ograniczać czas tracony na dojazdy, a jednocześnie poszerzać firmom dostęp do specjalistów mieszkających poza największymi aglomeracjami. Nie musi więc chodzić o „śmierć biura”, lecz o jego decentralizację.

AI dodatkowo podważa sens obowiązkowej obecności

Dyskusja o przyszłości biur nie dotyczy jednak wyłącznie komfortu pracowników. Dixon łączy ją bezpośrednio z kolejną transformacją biznesu – wykorzystaniem sztucznej inteligencji.

Jego zdaniem firmy nie powinny koncentrować się na kontrolowaniu miejsca wykonywania obowiązków, lecz na tym, czy wykorzystują technologię do zwiększania produktywności. Organizacje, które pozostaną przy tradycyjnych procesach i jednocześnie będą wymagać fizycznej obecności bez wyraźnego biznesowego uzasadnienia, mogą stopniowo tracić przewagę.

Według Dixona elastyczna lokalizacja i AI są w rzeczywistości częściami tej samej zmiany. Praca staje się cyfrowa, mierzalna poprzez efekty i coraz mocniej wspierana przez oprogramowanie. W takim środowisku pytanie „czy pracownik siedzi w biurze?” może mieć mniejsze znaczenie niż „jak szybko i jak dobrze wykonuje zadanie?”.

Podobnego zdania jest Brian O’Kelley, przedsiębiorca technologiczny, który sprzedał firmę AppNexus koncernowi AT&T za 1,6 mld dol. w 2018 r., a później założył Scope3. Według niego przedsiębiorstwa przywiązane do tradycyjnej kultury powrotu do biura mogą ograniczać własne możliwości.

Jedną z przewag organizacji zdalnych jest dostęp do znacznie większej puli talentów. Firma nie musi zatrudniać wyłącznie osób mieszkających w promieniu kilkudziesięciu kilometrów od centrali. Może stworzyć zespół składający się ze specjalistów z różnych miast, państw i stref czasowych.

W świecie AI ta przewaga może jeszcze wzrosnąć. Coraz większa część zespołu przedsiębiorstwa może składać się nie tylko z ludzi pracujących w różnych lokalizacjach, lecz także z cyfrowych agentów wykonujących zadania przez całą dobę. Organizacje będą musiały nauczyć się zarządzać środowiskiem, w którym ludzie, oprogramowanie i modele AI współpracują bez konieczności fizycznego przebywania w jednym miejscu.

Dlatego przyszłość pracy może nie oznaczać wyboru pomiędzy biurem a home office. Bardziej prawdopodobne jest odejście od samego przekonania, że praca biurowa musi mieć jedno, stale przypisane miejsce.

Biuro pozostanie ważne dla spotkań, budowania relacji, kreatywnej współpracy czy wdrażania nowych pracowników. Jednocześnie podróżowanie pięć razy w tygodniu przez godzinę w jedną stronę tylko po to, żeby uczestniczyć w wideokonferencjach i obsługiwać aplikacje działające w chmurze, może być coraz trudniejsze do uzasadnienia.

Jeśli Dixon ma rację, około 2040 r. dzieci dzisiejszych pracowników rzeczywiście mogą patrzeć na codzienny dojazd do centrali podobnie jak obecne pokolenie patrzy na maszyny do pisania. Nie dlatego, że praca zniknie z biur, ale dlatego, że technologia sprawi, iż biuro będzie mogło pojawić się wszędzie tam, gdzie akurat potrzebny będzie pracownik.

Sprawdź też: Hollywood wchodzi w erę AI. Rewolucja dzieje się poza czerwonym dywanem

REKLAMA