12-latek zaczął od kart kolekcjonerskich. Z ojcem rozkręcił biznes do niemal 190 tys. zł miesięcznie

Madden Forrest z ojcem / Fot. Bull Island Breaks Madden Forrest z ojcem / Fot. Bull Island Breaks
Madden Forrest z ojcem / Fot. Bull Island Breaks

Madden Forrest miał zaledwie 12 lat, gdy hobby związane z kartami kolekcjonerskimi zamienił z ojcem w dodatkowe źródło dochodu. Pierwszego dnia sprzedali towar za około 1000 dol. Kilka miesięcy później ich Bull Island Breaks generował już niemal 50 tys. dol. (prawie 190 tys. zł) miesięcznych przychodów. Za sukcesem stoi model łączący transmisje na żywo, społeczność, wysoką częstotliwość sprzedaży i bardzo dużą konsekwencję.

  • Bull Island Breaks rozpoczął działalność w październiku 2024 r., początkowo jako niewielki projekt ojca i 12-letniego syna
  • W maju 2025 r. miesięczne przychody biznesu sięgnęły około 49 tys. dol., a od stycznia do czerwca sprzedaż brutto przekroczyła 180 tys. dol.
  • Model polega na dzieleniu kosztownych zestawów kart na mniejsze udziały sprzedawane widzom podczas codziennych transmisji
  • Madden Forrest uważa, że przewagę stworzyła nie jedna viralowa transmisja, lecz publikowanie i prowadzenie live’ów każdego dnia

Historia Bull Island Breaks nie zaczęła się od biznesplanu ani dużego kapitału. Madden Forrest i jego 35-letni ojciec Steven kolekcjonowali karty dla przyjemności. Najpierw interesowali się Pokémonami, później kartami związanymi z futbolem amerykańskim. W pewnym momencie Madden zauważył na TikToku twórców, którzy otwierali zestawy podczas transmisji na żywo i od razu sprzedawali znajdujące się w nich karty.

Zaproponował ojcu, żeby spróbowali zrobić to samo. W październiku 2024 r. rozpoczęli działalność, choć – jak później przyznał Steven – właściwie nie wiedzieli jeszcze, co robią. Pierwszą okazję znaleźli dzięki popularnym zestawom kart futbolowych dostępnym wyłącznie w Costco. Sami nie mieli nawet karty członkowskiej tej sieci. Znajomy kupił jednak dla nich dziesięć pudełek za około 1000 dol. Wszystkie udało się sprzedać w jedno popołudnie. Niedługo później podobny rezultat osiągnęli z zestawem wartym około 500 dol. kupionym w Sam’s Club.

Szybko znaleźli też format, który pozwolił odróżnić się od tradycyjnego sklepu z kartami. Zamiast oczekiwać, że klient kupi całe kosztowne pudełko i sam poniesie ryzyko związane z jego zawartością, organizują tzw. breaks.

W przypadku kart NFL uczestnik transmisji może przykładowo wykupić konkretną drużynę. Pudełko jest następnie otwierane na żywo, a klient otrzymuje karty zawodników należących do wybranego zespołu. Jeżeli nie trafi się żadna odpowiednia karta, Forrestowie często dorzucają klientowi inne egzemplarze bez dodatkowej opłaty. Steven wykorzystuje do tego również własną kolekcję liczącą ponad 50 tys. kart.

To prosty, ale skuteczny mechanizm. Cena drogiego zestawu zostaje rozłożona pomiędzy wielu kupujących, natomiast samo otwieranie pudełka zamienia się w rozrywkę. Widz nie kupuje więc wyłącznie fizycznego produktu. Płaci również za emocje, możliwość udziału w transmisji i szansę na zdobycie wartościowej karty.

Czytaj też: Kocia kuweta za 1,4 mld dol. Jak PrettyLitter zbudował gigantyczny biznes

Od jednego udanego dnia do 180 tys. dolarów sprzedaży

Początkowo Forrestowie nie byli pewni, czy zainteresowanie utrzyma się po sezonie świątecznym. Od października do grudnia podchodzili do przedsięwzięcia raczej jak do dodatkowego zajęcia. Przełomem okazał się Sylwester. Tego dnia w sieci działało mniej konkurencyjnych sprzedawców, a Bull Island Breaks wygenerował ponad 4 tys. dol. sprzedaży.

To wystarczyło, aby ojciec i syn zdecydowali się w 2025 r. zwiększyć skalę działalności. Wprowadzili przede wszystkim żelazną zasadę: transmisja rozpoczyna się każdego wieczoru o godz. 19:00.

Rezultaty zaczęły przypominać już nie kieszonkowy biznes nastolatka, ale sprawnie działający e-commerce. W styczniu przychody wyniosły około 28 tys. dol., w lutym 34 tys., w marcu 36 tys., w kwietniu ponownie 34 tys., a w maju około 49 tys. dol. W pierwszej połowie roku przedsiębiorcy obsłużyli ponad 7 tys. zamówień i zanotowali ponad 180 tys. dol. sprzedaży brutto. Według Stevena zysk od początku roku wynosił wówczas około 70 tys. dol.

Istotna jest ekonomia poszczególnych transakcji. Forrestowie szukają zestawów, które można sprzedać z wysoką marżą po podzieleniu ich pomiędzy uczestników transmisji. Steven podawał przykład pakietu kosztującego około 120 dol., który w formule break może przynieść 400–450 dol. sprzedaży. W innym przypadku zestaw kupowany za 1,25 dol. można zaoferować za 6,99 dol.

Nie oznacza to oczywiście, że różnica pomiędzy ceną zakupu a sprzedaży jest czystym zyskiem. Dochodzą koszty wysyłki, obsługi transakcji, platformy, niesprzedanych udziałów czy czasu poświęcanego na realizację zamówień. Model pokazuje jednak, dlaczego handel kolekcjonerski może osiągać atrakcyjne marże, kiedy produkt zostanie połączony z transmisją i elementem rozrywki.

Co ciekawe, Forrestowie eksperymentowali również z kartami baseballowymi i koszykarskimi, ale najlepsze wyniki dawał futbol amerykański. Nie był to przypadek. Ojciec i syn są fanami NFL i potrafią godzinami oglądać mecze. Ich przewagą nie jest więc wyłącznie sprzedaż. Rozumieją produkt, zawodników, oczekiwania kolekcjonerów oraz to, które karty mogą wzbudzać największe emocje.

W tym biznesie produktem staje się także społeczność

Szybki wzrost nie obył się bez problemów. Konto Bull Island Breaks zostało w pewnym momencie zablokowane przez TikToka. Forrestowie kupowali we własnym sklepie niesprzedane udziały przypisane do Washington Commanders, a następnie zwracali sobie pieniądze. System platformy zinterpretował takie transakcje jako potencjalną próbę sztucznego poprawiania wyników i opinii. Środki zostały zamrożone na 60 dni. Później przedsiębiorcy zmienili procedurę i po prostu usuwali takie udziały ze sprzedaży.

Ta historia pokazuje również ryzyko biznesów budowanych niemal w całości na cudzej platformie. Zasięgi, dostęp do klientów, płatności czy możliwość prowadzenia transmisji zależą od regulaminu i algorytmów firmy technologicznej. W przypadku Bull Island Breaks TikTok jest jednocześnie sklepem, medium marketingowym i kanałem budowania społeczności.

I właśnie społeczność może okazać się najtrudniejszym do skopiowania elementem przedsięwzięcia. Forrestowie poznają stałych klientów na tyle dobrze, że podczas wizyty w sklepie z kartami potrafią zauważyć konkretny egzemplarz i pomyśleć o osobie regularnie pojawiającej się na ich transmisjach. Czasami kupują takie karty i wysyłają je klientom jako prezent.

Podobny model może nabierać znaczenia także w Polsce. Od 15 czerwca 2026 r. TikTok Shop działa również na polskim rynku, przez co handel bezpośrednio połączony z treściami i transmisjami otrzymał znacznie lepszą infrastrukturę. Jednocześnie nad Wisłą istnieje już rozwinięta społeczność kolekcjonerów Pokémon, TCG i kart sportowych, czego przykładem są specjalistyczne sklepy oraz wydarzenia takie jak Polish Card Show organizowane w Warszawie.

Dla polskich przedsiębiorców ciekawsza od samego handlu kartami jest jednak konstrukcja biznesu Forrestów. Łączy on niszowy produkt, live commerce, regularną publikację treści i bezpośredni kontakt ze społecznością. Taki mechanizm można próbować stosować również w innych kategoriach kolekcjonerskich i hobbystycznych, w których klienci kupują nie tylko rzecz, lecz także emocje związane z jej odkrywaniem.

Najważniejsza lekcja płynąca z Bull Island Breaks jest przy tym zdecydowanie mniej spektakularna niż liczby dotyczące sprzedaży. Madden podkreśla, że z zewnątrz działalność może wyglądać na wyjątkowo prostą. W rzeczywistości wymaga codziennego publikowania materiałów, codziennych transmisji, przygotowywania produktów, pakowania zamówień i obsługi klientów.

Pieniądze zarabiane przez Bull Island Breaks mają być przeznaczone dla Maddena. Początkowo rodzina zakładała, że biznes pozwoli nastolatkowi w przyszłości kupić samochód. Przy utrzymaniu dotychczasowej skali może jednak pomóc sfinansować również studia, a być może nawet zakup nieruchomości. Sam Madden ma jeszcze jeden cel – chciałby kiedyś otworzyć własny sklep z kartami.

Na razie najważniejszą inwestycją pozostaje regularność. Historia 12-latka jest kuszącym przykładem błyskawicznego side hustle’u, ale za wynikiem bliskim 50 tys. dol. miesięcznie kryje się coś znacznie mniej viralowego — znalezienie niewielkiej niszy, dobre poznanie klienta i wykonywanie tej samej pracy wieczór po wieczorze.

Sprawdź też: LinkedIn dał jej biznes za 45 tys. zł miesięcznie. Zaczęła od jednego prostego spostrzeżenia

REKLAMA