Boom na kursy AI. Pracownicy chcą udowodnić, że nadążają za rewolucją

Liczba pracodawców oczekujących od początkujących pracowników kompetencji związanych z AI niemal potroiła się od jesieni ubiegłego roku / Fot. wygenerowane przez AI Liczba pracodawców oczekujących od początkujących pracowników kompetencji związanych z AI niemal potroiła się od jesieni ubiegłego roku / Fot. wygenerowane przez AI
Liczba pracodawców oczekujących od początkujących pracowników kompetencji związanych z AI niemal potroiła się od jesieni ubiegłego roku

Jeszcze kilka lat temu sztuczna inteligencja była niszowym tematem wśród krótkich programów zawodowych. Dziś kursy i bootcampy AI wyrastają niemal wszędzie, a pracownicy zapisują się na nie w obawie, że bez nowych kompetencji przestaną być atrakcyjni na rynku pracy. Problem w tym, że nikt nie wie jeszcze dokładnie, jakich umiejętności firmy będą rzeczywiście potrzebować.

  • Udział programów związanych z AI w rynku profesjonalnych certyfikatów wzrósł z około 2% w 2022 r. do blisko jednej trzeciej w 2026 r.
  • Coraz więcej pracodawców oczekuje znajomości AI nawet od osób rozpoczynających karierę zawodową
  • Uniwersytety widzą w krótkich kursach AI nie tylko sposób na odpowiadanie na potrzeby firm, ale również nowe źródło przychodów
  • Eksperci ostrzegają jednak, że rynek AI bootcampów przypomina dziś „Dziki Zachód”, a ukończenie kursu nie gwarantuje znalezienia lepszej pracy

Jeszcze cztery lata temu Frederick Duff był brokerem hipotecznym w południowym Ohio i miał poczucie, że jego kariera stanęła w miejscu. Pracował w branży tak długo, że – jak sam żartował – mógłby wykonywać swoją pracę „pijany, do góry nogami w basenie”. Miał MBA, nie chciał jednak wydawać kolejnych dużych pieniędzy na studia prawnicze.

Wybrał inną drogę: internetowy program bez formalnego stopnia akademickiego poświęcony sztucznej inteligencji. Uznał, że właśnie ta technologia może w kolejnych latach zdecydować o wartości pracownika na rynku.

Okazało się, że trafił w moment wielkiej zmiany.

Według National Association of Colleges and Employers liczba pracodawców oczekujących od początkujących pracowników kompetencji związanych z AI niemal potroiła się od jesieni ubiegłego roku. Rosnącej popularności technologii towarzyszy jednocześnie obawa pracowników o własną przyszłość. Wielu chce więc możliwie szybko zdobyć certyfikat potwierdzający, że potrafią korzystać z nowych narzędzi.

W 2022 r., jeszcze przed premierą ChatGPT, zaledwie około 2% rynku profesjonalnych certyfikatów dotyczyło sztucznej inteligencji. W 2026 r. krótkie programy AI odpowiadają już za niemal jedną trzecią tego rynku – wynika z danych firmy Revelio Labs.

Uczelnie poczuły nowy rynek

Boom na szkolenia przypomina wydarzenia z początku poprzedniej dekady, gdy ogromną popularność zdobywały bootcampy programistyczne. Tradycyjne uczelnie potrzebowały lat na rozwijanie kierunków informatycznych, dlatego lukę wypełniły prywatne programy obiecujące szybkie przygotowanie do pracy w branży technologicznej.

Hasło „naucz się programować” stało się wtedy niemal uniwersalną receptą na problemy rynku pracy po kryzysie finansowym z lat 2007–2009. Do szkół programowania ruszyły tysiące kandydatów. Jakość kursów była jednak bardzo różna, a niektórym komercyjnym placówkom regulatorzy zarzucali później wprowadzanie klientów w błąd w kwestii potencjalnych zarobków czy skuteczności w znajdowaniu pracy.

Dzisiaj podobny mechanizm zaczyna działać wokół AI. Uniwersytety oferują szkolenia dotyczące wykorzystania sztucznej inteligencji w strategii biznesowej, uczenia maszynowego, dużych modeli językowych czy generatywnego AI. Odbiorcami są zarówno prezesi i menedżerowie, jak również inżynierowie, specjaliści biznesowi czy osoby niemające wcześniej wiele wspólnego z technologią.

Dla uczelni jest to jednak coś więcej niż odpowiedź na modę. Amerykańskie szkoły wyższe zmagają się ze spadkami liczby studentów, problemami kosztownych programów magisterskich oraz niepewnością dotyczącą finansowania badań. Krótkie certyfikaty mogą stać się dodatkowym źródłem przychodów.

Programów certyfikacyjnych jest już w USA niemal dwa razy więcej niż tradycyjnych programów prowadzących do uzyskania stopnia akademickiego. Według Credential Engine Amerykanie wydają na różnego rodzaju certyfikaty około 2,3 bln dol. rocznie. Dane Burning Glass Institute pokazują natomiast, że AI stanowiła w ubiegłym roku około 16% przyznanych certyfikatów, podczas gdy w 2022 r. było to niewiele ponad 1%.

Georgia Institute of Technology uruchomił kilka mikropoświadczeń dotyczących zastosowań AI m.in. w inżynierii, edukacji i zarządzaniu. Uczelnia przygotowuje również internetowe studia magisterskie z AI.

Podobnych inicjatyw będzie prawdopodobnie przybywać. W USA uruchomiono możliwość korzystania z federalnej pomocy finansowej również przez studentów programów trwających zaledwie osiem tygodni. Departament Edukacji przeznaczył też po 50 mln dol. na dwa nowe programy grantowe związane ze szkoleniami AI i krótkimi formami kształcenia.

Sprawdź też: AI podpowiada, co robić z pieniędzmi. Co piąty użytkownik już pyta, ale większość nie ufa

Certyfikat nie musi oznaczać nowej pracy

Entuzjazm ma jednak drugą stronę. Sam fakt, że ktoś ukończy kurs sztucznej inteligencji, nie oznacza jeszcze, że na rynku czeka na niego konkretne stanowisko.

Erik Leiden, dyrektor zarządzający ds. strategii rynku pracy w Burning Glass Institute, zwraca uwagę, że wiele powstających bootcampów przygotowuje ludzi do zawodów, które być może jeszcze nawet nie istnieją. Programy są często budowane wokół konkretnych produktów Anthropic, Google, Microsoftu czy OpenAI. Jeżeli pracodawca korzysta z innych technologii, część zdobytych umiejętności może szybko stracić znaczenie.

To fundamentalny problem rynku edukacji AI. Szkoły słyszą, że sztuczna inteligencja jest pilna, nieunikniona i potrzebna już teraz. Jednocześnie nie wiedzą dokładnie, jakie kompetencje będą potrzebne za dwa lub trzy lata.

Do tego dochodzi rosnąca liczba prywatnych firm szkoleniowych. Leiden określa rodzący się rynek jako „Dziki Zachód” — słabo uregulowany, niezwykle zróżnicowany i oferujący bardzo różne rezultaty zawodowe.

Ryzyko jest tym większe, że pracownicy znajdują się pod silną presją. Certyfikat staje się dla wielu nie tylko sposobem zdobywania wiedzy, lecz także sygnałem wysyłanym do obecnego lub przyszłego pracodawcy: nadążam za technologią, uczę się, jestem gotowy na zmianę.

Na rynku pojawiają się jednocześnie programy tworzone wspólnie z dużymi przedsiębiorstwami. Stevens Institute of Technology testuje jesienią trwający od 12 do 16 tygodni kurs AI dla pracowników Hartford Insurance Group.

Firmy mogą kierować na takie zajęcia setki osób. Koszt wynosi w tym przypadku nawet około 2,5 tys. dol. za uczestnika, czyli mniej niż jedną dziesiątą typowego rocznego kosztu programu magisterskiego.

Konkurencja cenowa staje się coraz ostrzejsza. Temple University oferuje semestralny certyfikat AI za 495 dol., University of Texas at San Antonio ma samodzielny kurs kosztujący 49 dol., a University of Maryland rozdaje niektóre certyfikaty bezpłatnie.

Firmy nie chcą czekać dwóch lat na nowe kompetencje

Jednym z najbardziej aktywnych graczy jest Purdue University. Uczelnia ma programy kosztujące od 99 dol. i trwające kilka dni oraz kilkumiesięczne kursy warte kilka tysięcy dolarów. Jej mikropoświadczenia AI jako pierwsze tego rodzaju uzyskały akredytację ABET, organizacji zajmującej się programami inżynieryjnymi i technologicznymi.

W mniej niż dwa lata na kursy zapisało się ponad 7,5 tys. osób. Dla porównania cała ubiegłoroczna grupa studentów pierwszego roku Purdue liczyła około 9 tys. osób. Uczelnia przygotowuje już dziesiątki kolejnych certyfikatów.

Presję wywierają przede wszystkim przedsiębiorstwa. Dimitrios Peroulis z Purdue mówi, że wielu pracodawców nie chce czekać roku lub dwóch na zdobycie przez ludzi nowych umiejętności. Potrzebują przekwalifikowania w tydzień lub dwa.

To jeden z powodów, dla których tradycyjny model edukacji może mieć coraz większy problem z tempem zmian technologicznych.

Historia Fredericka Duffa pokazuje jednocześnie zarówno możliwości, jak i słabości nowego rynku. W ciągu pięciu lat ukończył pięć kursów – od dziewięciomiesięcznego intensywnego programu machine learning na University of Texas at Austin po mikropoświadczenie z generatywnej AI w Purdue.

Jego zdaniem jakość kursów zaczęła się jednak zmieniać wraz ze wzrostem popularności. Niektóre szkolenia są dziś niewiele więcej niż nauką pisania promptów. Dlatego przed zapisaniem się trzeba dokładnie wiedzieć, czego oczekuje się od programu.

Duff wykorzystał zdobyte umiejętności bardzo konkretnie. Dzisiaj wykłada na programie MBA Bellarmine University w Louisville, założył własną firmę konsultingową AI oraz prowadzi bootcamp dotyczący sztucznej inteligencji. Nadal pozostaje też związany z branżą hipoteczną – tyle że teraz część pracy wykonuje przy pomocy AI.

Podobne wyzwanie dotyczy również polskiego rynku pracy. W firmach coraz ważniejsze staje się nie samo deklarowanie znajomości ChatGPT czy innych narzędzi, ale umiejętność wykorzystania AI do konkretnych procesów: analizy danych, sprzedaży, marketingu, obsługi klienta czy automatyzacji pracy biurowej. Dla pracownika najbardziej wartościowy może więc okazać się nie certyfikat z „AI” w nazwie, lecz możliwość pokazania, jaki mierzalny efekt dzięki tej technologii potrafi osiągnąć.

Boom na bootcampy AI może być początkiem trwałej zmiany w edukacji zawodowej. Firmy potrzebują nowych kompetencji szybciej, niż uczelnie są w stanie projektować kilkuletnie programy studiów. Pracownicy również nie chcą czekać.

Największym wyzwaniem pozostaje jednak oddzielenie szkoleń rzeczywiście budujących przewagę zawodową od kursów sprzedających przede wszystkim poczucie bezpieczeństwa. Rynek AI zmienia się tak szybko, że certyfikat zdobyty dzisiaj może za kilka lat mieć niewielką wartość. Znacznie cenniejsza będzie zdolność ciągłego uczenia się i przekładania nowych narzędzi na konkretne wyniki biznesowe.

Czytaj też: AI tworzy miejsca pracy. Najwięcej zyskują ludzie w kaskach, nie programiści

REKLAMA