Amerykanie tracą apetyt na fast food. McDonald’s i konkurenci muszą wymyślić się na nowo

Rynek fast foodu, przez dekady symbol taniego i wygodnego jedzenia, zaczyna wyraźnie hamować / Fot. frantic00, Shutterstock Rynek fast foodu, przez dekady symbol taniego i wygodnego jedzenia, zaczyna wyraźnie hamować / Fot. frantic00, Shutterstock
Rynek fast foodu, przez dekady symbol taniego i wygodnego jedzenia, zaczyna wyraźnie hamować / Fot. frantic00, Shutterstock

Amerykański rynek fast foodu, przez dekady symbol taniego i wygodnego jedzenia, zaczyna wyraźnie hamować. Klienci odwiedzają restauracje rzadziej, coraz częściej liczą wydatki, a wysokie ceny wypychają część z nich do supermarketów i własnych kuchni. McDonald’s, Burger King czy Taco Bell odpowiadają promocjami, viralowymi akcjami i limitowanymi produktami, ale coraz więcej wskazuje na to, że potrzebne będą znacznie głębsze zmiany.

  • Ruch w amerykańskich restauracjach szybkiej obsługi spadł w pierwszych siedmiu miesiącach 2026 r. o 1,3% rok do roku
  • Fast foody podnosiły ceny w ostatniej dekadzie wyraźnie szybciej niż sklepy spożywcze, przez co część klientów wraca do gotowania w domu
  • Sieci próbują ratować sprzedaż tanimi zestawami, kolekcjonerskimi gadżetami i akcjami w mediach społecznościowych, ale efekty są zwykle krótkotrwałe
  • Coraz większe znaczenie będą miały tańsze surowce, zdrowsze menu i zmiana oferty napojów, bo obecny model biznesowy przestaje działać tak skutecznie jak wcześniej

Jeszcze kilka lat temu można było zakładać, że gdy gospodarstwa domowe zaczynają oszczędzać, fast food zyskuje. Był tańszy niż restauracje z pełną obsługą, szybki i dostępny niemal wszędzie. Dziś ta zależność zaczyna się odwracać. McDonald’s, największa sieć tego typu na świecie, odczuwa to szczególnie mocno. Sprzedaż w USA, najważniejszym rynku firmy, wzrosła w drugim kwartale 2026 r. zaledwie o 0,8% rok do roku, a kurs akcji spółki od początku roku spadł o 12%.

Problem nie dotyczy tylko jednej marki. Według danych Placer.ai ruch w restauracjach szybkiej obsługi w USA był w pierwszych siedmiu miesiącach 2026 r. o 1,3% niższy niż rok wcześniej. To może wyglądać jak niewielki spadek, ale w branży o ogromnej skali, dużej liczbie franczyzobiorców i wysokich kosztach stałych nawet kilka procent mniej wizyt oznacza presję na marże i większą walkę o każdego klienta.

Fast food przestał być oczywistą oszczędnością

Najważniejszym problemem jest cena. Amerykanie od lat narzekają na drogie zakupy spożywcze, ale fast foody w wielu przypadkach drożały jeszcze szybciej. Gregory Francfort z Guggenheim Securities zwraca uwagę, że w ciągu ostatniej dekady ceny w restauracjach szybkiej obsługi wzrosły łącznie o 15–20 punktów procentowych bardziej niż ceny produktów w sklepach spożywczych.

To uderza przede wszystkim w klientów o niższych dochodach, którzy historycznie byli jedną z najważniejszych grup dla takich sieci. Gdy burger, frytki i napój przestają być wyraźnie tańsze od posiłku przygotowanego w domu, wygoda przestaje rekompensować koszt. Konsumenci zaczynają częściej kupować gotowe dania w supermarketach, korzystać z oferty sklepów convenience albo po prostu gotować samodzielnie.

Na rynek wpływają też dodatkowe czynniki. Wysokie ceny paliw ograniczają liczbę spontanicznych wizyt poza domem, a problemy wizerunkowe, takie jak wycofywanie produktów po wykryciu np. skażonej sałaty, zwiększają nieufność.

Zmieniają się również preferencje żywieniowe. Część klientów ogranicza czerwone mięso, szuka lżejszych posiłków i bardziej przejrzystych składów. W kolejnych latach presję może zwiększyć także rosnąca dostępność leków wspomagających odchudzanie, które mogą trwale ograniczać popyt na wysokokaloryczne posiłki.

Sprawdź też: Światłowód zamiast miedzi. Ta firma chce przebudować centra danych dla sztucznej inteligencji

Promocje i viralowe akcje nie rozwiązują problemu

Sieci próbują odwrócić trend przede wszystkim przez obniżki. McDonald’s w połowie 2024 r. wprowadził zestaw za 5 dol., a w 2026 r. dołożył ofertę za 3 dol. Problem w tym, że amerykański model franczyzowy ogranicza możliwości centrali. Prawie wszystkie restauracje w USA prowadzą niezależni operatorzy, którzy sami muszą zaakceptować promocje obniżające ich marże. Firma przyznała ostatnio, że do najnowszej akcji dołączyło mniej niż 65% franczyzobiorców.

Drugą ścieżką jest walka o uwagę w internecie. Burger King posunął się do tego, że w lutym podał publicznie numer telefonu szefa północnoamerykańskiego biznesu i zachęcał klientów do dzwonienia lub wysyłania wiadomości z opiniami. Taco Bell włącza do menu pozycje wymyślone przez fanów, a różne sieci wracają do kolekcjonerskich gadżetów – już nie tylko w zestawach dla dzieci.

Takie działania potrafią wygenerować szum i chwilowy wzrost ruchu, ale zwykle nie tworzą trwałego popytu. Klient może przyjść po limitowany produkt, figurkę czy modny zestaw, a następnie nie wrócić przez kolejne tygodnie. To właśnie dlatego analitycy coraz częściej wskazują, że marketingowe sztuczki nie zastąpią zmian w samej ekonomice oferty.

Kurczak, napoje i nowe menu. Branża szuka następnego modelu

W dłuższej perspektywie fast food będzie musiał zmienić to, co trafia na tacę. McDonald’s chce mocniej postawić na dania z kurczakiem, który jest tańszy niż wołowina, a jednocześnie korzysta na rosnącym zainteresowaniu lżejszym jedzeniem. To ważne także z punktu widzenia marż — w świecie wysokich kosztów surowców możliwość przesunięcia sprzedaży w stronę tańszego białka może istotnie poprawić rentowność.

Zmienia się także podejście do napojów. McDonald’s przez dekady kojarzył się z Coca-Colą, ale testuje dziś nowe opcje, w tym produkty Red Bulla. To znak, że sieci nie chcą już polegać wyłącznie na klasycznym zestawie burger–frytki–cola. Walka przenosi się na napoje energetyczne, kawy, słodkie miksy i produkty, które można sprzedawać z wysoką marżą oraz budować wokół nich nowe okazje zakupowe w ciągu dnia.

Nie wszystkie marki poradzą sobie z tą transformacją. Słabsze koncepty mogą trafiać na sprzedaż albo być zamykane. Yum! Brands, właściciel m.in. KFC i Taco Bell, pozbył się Pizza Hut po latach słabszych wyników i spadającego zainteresowania pizzą wśród amerykańskich konsumentów. To może być zapowiedź szerszej konsolidacji — sieci, które nie mają silnej marki, atrakcyjnych cen i elastycznego menu, będą coraz trudniejsze do utrzymania.

Podobne napięcie między wygodą a ceną widać również nad Wisłą. Klienci coraz uważniej porównują cenę zestawu fast foodowego z gotowym daniem z dyskontu, piekarni czy sklepu convenience. Sieci mają jednak dodatkowy atut, bo w dużych miastach nadal korzystają z ruchu w galeriach handlowych, dostaw i aplikacji lojalnościowych. Jeśli ceny będą dalej rosły szybciej niż dochody, przewaga „tanio i szybko” może jednak osłabnąć także w Polsce.

Czytaj też: Równo nie znaczy sprawiedliwie. Firmy rozdają wszystkim takie same podwyżki i tracą najlepszych ludzi

REKLAMA