Sztuczna inteligencja stała się codziennym narzędziem kandydatów. Pomaga analizować firmy, poprawiać CV, czy też przygotowywać się do rozmów i szybciej odpowiadać na ogłoszenia. Problem zaczyna się wtedy, gdy przestaje wspierać człowieka, a zaczyna go zastępować. Eksperci rynku pracy wskazują wyraźną granicę — AI jest dobrym doradcą i korektorem, ale znacznie gorszym „autorem” doświadczenia zawodowego.
- AI warto wykorzystać do researchu firmy, branży i sytuacji rynkowej przed wysłaniem aplikacji
- Narzędzia generatywne mogą poprawić język CV i listu motywacyjnego, ale nie powinny przejmować ich pisania
- Kandydat, który oddaje AI odpowiedzi na zadania rekrutacyjne lub rozmowę, ryzykuje utratę wiarygodności
- Najważniejszą kompetencją staje się umiejętność oceny efektów pracy AI, a nie samo korzystanie z narzędzia
Jeszcze niedawno pytanie brzmiało: czy warto używać ChatGPT przy szukaniu pracy? Dziś trafniejsze jest inne: gdzie postawić granicę. Kandydaci wykorzystują AI do tworzenia CV, listów motywacyjnych, próbek tekstów i przygotowania do rozmów z rekruterami.
Zapisz się na newsletter BGR. Otrzymuj najlepsze informacje i porady, a także zaproszenia na eventy.
Klikając „Zapisz mnie”, potwierdzasz, że przeczytałeś i zgadzasz się z naszą Polityką prywatności.
W badaniu Gartnera obejmującym blisko 3,3 tys. kandydatów niemal 40% deklarowało używanie AI podczas aplikowania o pracę. Wśród korzystających z takich narzędzi 54% generowało z ich pomocą treść CV lub listu motywacyjnego, 36% – próbki tekstowe, a 29% – odpowiedzi do zadań oceniających.
Problem w tym, że rekruterzy coraz częściej nie pytają już, czy kandydat używał AI, ale czy dokumenty, które otrzymują, rzeczywiście reprezentują jego kompetencje. Jeśli aplikacja jest perfekcyjnie wygładzona, pełna modnych sformułowań i jednocześnie pozbawiona konkretów, może — zamiast pomóc — uruchomić alarm.
Sprawdź też: Za gorąco, by wystartować. Upały zmuszają linie lotnicze do wysadzania pasażerów
AI jako analityk, nie ghostwriter
Brian Elliott, strateg przyszłości pracy i CEO think tanku Work Forward, wcześniej związany m.in. z Google i Slackiem, uważa, że jedną z najlepszych funkcji AI w poszukiwaniu pracy jest research. Kandydat może szybciej zrozumieć model biznesowy firmy, rodzaj zatrudnianych specjalistów czy kierunki rozwoju branży.
Przed rozmową można poprosić AI o uporządkowanie informacji o produktach firmy, konkurentach, trendach rynkowych czy potencjalnych wyzwaniach oraz przygotowanie zestawu pytań, które mogą pojawić się podczas spotkania.
Elliott wyznacza jednak jasną granicę: nie oddawałby AI napisania całego CV ani listu motywacyjnego. Wykorzystałby ją raczej jako redaktora – do wychwytywania błędów, skracania zdań czy wskazywania fragmentów, które można sformułować precyzyjniej.
Podobnie patrzy na sprawę Margaret Burke, odpowiedzialna za talent acquisition i rozwój w PwC. Jej zdaniem AI może poprawić CV czy list motywacyjny, ale dokument musi zachować głos kandydata i opierać się na jego rzeczywistych doświadczeniach.
Masowe użycie generatorów tekstu wywołało nieufność wobec zbyt idealnych aplikacji. Menedżerowie obawiają się, że kandydat może za pomocą AI prezentować kompetencje, których faktycznie nie posiada.
Rozmowa kwalifikacyjna jest testem autentyczności
Burke wskazuje jeszcze jeden obszar, w którym AI nie powinna przejmować kontroli – samą rozmowę rekrutacyjną. Kandydat musi wtedy opowiadać o swoich prawdziwych doświadczeniach, decyzjach, sukcesach i błędach. Sformułowania generowane przez model często brzmią poprawnie, ale również sterylnie i generycznie.
Dla rekrutera różnica bywa łatwa do zauważenia. Osoba, która zna własne projekty, potrafi powiedzieć, jaki miała problem, co zrobiła i jaki był efekt. Odpowiedź zapamiętana z generatora może rozsypać się po jednym dodatkowym pytaniu.
Ryzykowne jest również używanie AI do generowania odpowiedzi do testów, próbek pracy czy zadań rekrutacyjnych, jeśli pracodawca oczekuje samodzielnego wykonania. Kandydat może przejść pierwszy etap, ale później będzie musiał obronić rezultat własną wiedzą.
Firmy również wdrażają AI do selekcji kandydatów, analizy CV czy automatyzacji komunikacji. Rekrutacja coraz częściej przypomina więc proces, w którym algorytm po stronie kandydata próbuje przekonać algorytm po stronie pracodawcy. Tym bardziej rośnie wartość konkretu i autentyczności.
Najpierw naucz się robić, potem deleguj AI
Clara Shih, założycielka i dyrektorka New Work Foundation, proponuje prosty model korzystania z AI. Dzieli pracę z technologią na dwa tryby: „apprentice mode”, czyli tryb ucznia, oraz „productivity mode” – tryb produktywności.
Pierwszy dotyczy sytuacji, gdy dopiero uczymy się danej czynności, np. pisania pierwszego listu motywacyjnego, programowania czy tworzenia tekstu. W takim momencie samodzielne zmaganie się z zadaniem ma wartość, bo pozwala zbudować kompetencję. AI może podpowiadać, oceniać i wskazywać błędy, ale nie powinna wykonywać całej pracy.
Dopiero gdy człowiek ma wystarczające doświadczenie, by ocenić rezultat modelu, może wejść w tryb produktywności. Jeśli nie potrafimy stwierdzić, czy wygenerowane CV, tekst albo fragment kodu jest dobry, prawdopodobnie nie powinniśmy jeszcze delegować tego zadania w całości.
Technologia daje największą przewagę osobom, które potrafią zakwestionować jej wynik, poprawić go albo odrzucić. Samo wpisanie promptu nie jest kompetencją wystarczającą.
Polski kontekst również pokazuje, że zasady nie nadążają za technologią. Według raportu Pracuj.pl z maja 2026 r. tylko 7% firm wdrożyło i komunikuje kandydatom reguły korzystania ze sztucznej inteligencji podczas rekrutacji. Jednocześnie w pierwszym półroczu 2026 r. firmy opublikowały w serwisie blisko 400 tys. ofert pracy, a rosnąca rola AI była jednym z najważniejszych czynników zmieniających rynek specjalistów.
Badanie PARP i Uniwersytetu Jagiellońskiego pokazuje, że aktywnie z AI korzysta 23% polskich przedsiębiorstw. Znajomość takich narzędzi może więc być coraz częściej atutem, ale nie zastępuje realnych umiejętności.
Najbezpieczniejsza strategia jest prosta: używać AI tam, gdzie zwiększa jakość przygotowania, ale nie tam, gdzie ma udawać nasze kompetencje. Narzędzie może przeanalizować firmę, poprawić konstrukcję CV czy przeprowadzić symulację rozmowy. Nie powinno wymyślać historii zawodowej ani odpowiadać w naszym imieniu.
Czytaj też: LinkedIn dał jej biznes za 45 tys. zł miesięcznie. Zaczęła od jednego prostego spostrzeżenia
