Przemysł robotyki humanoidalnej przyciąga miliardy dolarów inwestycji i obietnice rewolucji na rynku pracy. Jednak między viralowymi filmami z akrobatycznymi maszynami a ich rzeczywistą użytecznością w fabrykach i domach istnieje przepaść, której technologia jeszcze długo nie zasypie.
- W 2024 r. firmy produkujące roboty humanoidalne pozyskały ponad 6 mld dol. — ponad 300 razy więcej niż rok wcześniej
- Paradoks Moravca pokazuje, że maszyny łatwiej grają w szachy niż składają pranie. Proste ludzkie czynności są technicznie najtrudniejsze do odtworzenia
- Model „robots as a service” (RaaS) ma zastąpić pracę ludzką podobnie jak Uber zmienił transport — inwestorzy wyceniają ten rynek nawet na 80 bln dolarów (tak, bilionów!)
- Eksperci ostrzegają: entuzjazm wyprzedza możliwości techniczne, a społeczne koszty automatyzacji są przez branżę technologiczną systemowo niedoszacowane
Elon Musk twierdzi, że robotów humanoidalnych będzie kiedyś więcej niż ludzi.
Morgan Stanley prognozuje, że do 2050 r. rynek tych maszyn osiągnie wartość 5 bilionów dolarów.
Chiński producent Unitree Robotics zalewa media społecznościowe filmami, na których jego maszyny wykonują salta i kopnięcia z kung-fu. Wszystko to sprawia, że fizyczna AI — jak zaczęto nazywać roboty wyposażone w modele językowe — staje się kolejną gorączką złota epoki sztucznej inteligencji.
Tylko że złoto jest wciąż głęboko pod ziemią.
Sprawdź też: AI dławi się własnym sukcesem. Ceny mogą wzrosnąć
Ręka jako problem inżynieryjny
Nicolaus Radford, CEO startupu Persona AI z Houston, buduje roboty przeznaczone do stoczni, placów budowy i instalacji energetycznych. Kiedy opisuje ludzką dłoń — jej zdolność do złożenia szwajcarskiego zegarka i jednoczesnego uderzenia młotem — nie mówi o cudzie natury, lecz o koszmarze inżynierskim. „Ręka jest hiperkonkurencyjna” — mówi. I właśnie dlatego żaden robot nie potrafi jej jeszcze w pełni naśladować.
Złożenie prania wciąż uchodzi za przełom w robotyce. Podniesienie noża z blatu — zwykłego noża do masła — pozostaje zadaniem ekstremalnie trudnym do zaprogramowania.
Maszyny nie mają czucia w skórze, nie wykonują odruchowych mikrokorekt, które człowiek stosuje bezwiednie od wczesnego dzieciństwa. Chwyt i manipulacja małymi obiektami wymagają stałego sensorycznego sprzężenia zwrotnego — czegoś, czego współczesna robotyka nie potrafi jeszcze wiarygodnie replikować.
To sedno tzw. paradoksu Moravca — czterdziestoletniej obserwacji, że dla AI łatwiej jest wygrać w Go lub rozwiązać równanie różniczkowe niż wykonać czynności, które każde zdrowe dziecko opanowuje intuicyjnie. Maszyny, które tańczą na TikToku, niekoniecznie poradzą sobie z poranną kawą.
Matematyka bilionów i ekonomia złudzeń
Mimo to inwestorzy się nie wahają. Według danych Pitchbook, w samym 2024 r. spółki rozwijające roboty humanoidalne zebrały ponad 6 miliardów dolarów — wzrost o ponad 30 000% w stosunku do roku poprzedniego. Logika jest prosta: świat jest zbudowany dla ciał w ludzkiej formie. Schody, klamki, maszyny produkcyjne, siedzenia pojazdów — wszystko to zaprojektowano z myślą o człowieku. Robot o ludzkiej sylwetce mógłby więc działać w istniejącej infrastrukturze bez jej przebudowy.
„Numer jeden wśród kosztów i problemów każdego przedsiębiorcy to ludzka praca” — mówi Modar Alaoui z funduszu ALM Ventures. „Wyobraź sobie zastąpienie tysiąca pracowników setką robotów pracujących 24 godziny na dobę, 7 dni w tygodniu.” Model RaaS — robots as a service — miałby działać jak Uber dla rynku pracy. Firmy technologiczne wynajmują maszyny pracodawcom, przejmując jednocześnie ryzyko związane z utrzymaniem i aktualizacją sprzętu.
Tony Seba, założyciel think tanku RethinkX, znany z trafnych prognoz dotyczących energii słonecznej i elektromobilności, szacuje łączny rynek „sztucznej pracy” na 80 bilionów dolarów. „Pomyśl o tym jak o samochodzie zastępującym konia” — mówi. „Tym razem my jesteśmy końmi.” Przyznaje jednak, że obecna technologia jeszcze tego nie umożliwia, ale gdy już to się stanie, zmiany przyjdą szybko.
Czytaj też: Holenderskie wąskie gardło rewolucji AI. Bez maszyn ASML nie ma ani ChatGPT, ani jego następców
Mózg kontra rzeczywistość
Rich Walker, CEO brytyjskiej firmy Shadow Robot, wskazuje na głębszy problem. Nasze mózgi są zaprojektowane tak, by przypisywać intencje wszystkiemu, co przypomina człowieka. Widzimy robota wykonującego zadanie w ludzki sposób i zakładamy, że rozumie to, co robi. „Humanoidalne roboty hakują twój mózg” — mówi Walker. „Twój model predykcyjny mówi: to człowiek.” A to model błędny.
Sven Nyholm, profesor etyki AI na Uniwersytecie Ludwiga Maximiliana w Monachium, dodaje kolejny wymiar: branża technologiczna chce zastąpić pracowników, z którymi nie ma żadnego osobistego kontaktu. Opiekunki, osoby zajmujące się utylizacją śmieci, pracownicy sortowni — to „bezosobowe roboty” w oczach CEO z Doliny Krzemowej. Ta ślepota na rzeczywistą złożoność ich pracy jest systemową wadą całego dyskursu o automatyzacji.
Bo prawda jest taka, że zadania, które branża technologiczna uważa za trywialne — sprzątanie, opieka nad osobami starszymi, przygotowywanie posiłków — należą do najtrudniejszych do zautomatyzowania. I są zarazem najsłabiej opłacane. Ekonomia robotyki humanoidalnej trafia więc na fundamentalną sprzeczność. Maszyny, które mogłyby zastąpić najtańszych pracowników, będą przez długi czas zbyt drogie, by się to opłacało.
Entuzjazm inwestorów jest zrozumiały. Rzeczywistość inżynierska — znacznie mniej.
