Coraz więcej osób nie chce już pracować przez osiem godzin bez przerwy. Zamiast tego dzielą dzień na krótsze, intensywne bloki, pomiędzy którymi zajmują się rodziną, odpoczynkiem albo codziennymi obowiązkami. Zwolennicy „microshiftingu” przekonują, że taki rytm pozwala lepiej wykorzystywać okresy najwyższej koncentracji. Do tego ogranicza wypalenie i może zwiększać produktywność. Warunek? Elastyczność nie może zamienić się w pracę od świtu do nocy.
- Microshifting polega na dzieleniu dnia na krótsze bloki pracy rozdzielone zaplanowanymi przerwami
- Model szczególnie interesuje opiekunów dzieci i bliskich, którzy potrzebują większej kontroli nad czasem
- Firmy stosujące ten system oceniają ludzi przede wszystkim przez rezultaty, a nie obecność przy biurku
- Bez jasnych zasad elastyczny dzień może łatwo przekształcić się w niekończący się dyżur. Trzeba na to uważać
John D. Connolly przez ponad 20 lat pracował w tradycyjnym rytmie. W końcu zauważył, że po sześciu godzinach przed komputerem nie ma już energii, choć formalnie jego dzień jeszcze się nie kończył. Dziś jako założyciel firmy doradczej zaczyna przed pobudką syna, potem robi przerwę na śniadanie z rodziną, wraca do obowiązków na kilka godzin, a kolejną turę rozpoczyna późnym popołudniem.
Zapisz się na newsletter BGR. Otrzymuj najlepsze informacje i porady, a także zaproszenia na eventy.
Klikając „Zapisz mnie”, potwierdzasz, że przeczytałeś i zgadzasz się z naszą Polityką prywatności.
Taki sposób organizacji dnia określa się mianem microshiftingu. Nie chodzi o przypadkowe odchodzenie od biurka, ale o świadome układanie pracy w skoncentrowane odcinki. Pomiędzy nimi pojawia się czas na rodzinę, ruch, obowiązki domowe albo regenerację. To kolejny etap elastycznej pracy — po zaakceptowaniu pracy z różnych miejsc część organizacji daje ludziom także większy wpływ na to, kiedy wykonują zadania.
Liczy się rezultat, a nie obecność
Microshifting najłatwiej wprowadzić tam, gdzie efekty można mierzyć, a obecność w konkretnych godzinach nie jest konieczna. Dotyczy to zwłaszcza IT, usług finansowych, konsultingu czy pracy eksperckiej i kreatywnej. Mark Pacitti, założyciel platformy Woozle Research, sam pracuje w dwugodzinnych blokach. Jego zdaniem pięć godzin głębokiej pracy może być warte więcej niż osiem godzin, podczas których produktywność spada.
Firma Pacittiego sprawdziła wydajność podczas standardowej zmiany. Ostatnie trzy–cztery godziny były znacznie słabsze niż początek dnia. Po wprowadzeniu krótszych tur badacze wykonywali więcej ankiet i rozmów. Elastyczność stała się więc nie tylko udogodnieniem, ale też sposobem na poprawę wyników w branży narażonej na wypalenie.
Szczególnie zainteresowane takim modelem są osoby opiekujące się dziećmi lub krewnymi.
Z raportu Owl Labs wynika, że microshiftingiem interesuje się 72% opiekunów i 28% osób bez obowiązków opiekuńczych. Krótsze bloki mogą pozwolić rodzicom pracować przed odwiezieniem dziecka do szkoły, wrócić do obowiązków w środku dnia, a resztę zadań wykonać później.
Trend może rozszerzać się także na pracę stacjonarną. Systemy planowania oparte na AI pomagają dopasować krótsze zmiany do dostępności pracowników i zapotrzebowania firmy. W gastronomii czy handlu pracownik może podjąć kilka tur pomiędzy obowiązkami rodzinnymi. AI przejmuje też część rutyny, np. sortowanie wiadomości, budowanie arkuszy czy wychwytywanie pilnych e-maili. Najtrudniejsze zadania można zostawić na moment najwyższej koncentracji.
Konsultantka Whitney Munro każdego ranka wybiera trzy najważniejsze zadania i do około 10:30 blokuje kalendarz, nie odbiera telefonów i nie zagląda do poczty. Później wychodzi z psami, a kolejne godziny przeznacza na kontakty z klientami. Gdy po 14:00 spada jej energia, robi przerwę na obiad i domowe obowiązki, po czym wraca do pracy późnym popołudniem.
Sprawdź też: Praca z domu nie umiera. Nie da się cofnąć zegara
Elastyczność nie może oznaczać pracy bez końca
Największym ryzykiem microshiftingu jest zatarcie granicy między pracą a życiem prywatnym. Bez planu pracownik może przez cały dzień przełączać się między obowiązkami, stale sprawdzać wiadomości i ostatecznie pracować dłużej niż w klasycznym modelu. Dlatego zespoły muszą wiedzieć, kiedy poszczególne osoby są dostępne.
Munro już na etapie rekrutacji pyta kandydatów o strefę czasową i godziny najwyższej produktywności.
Dzięki temu zespół może planować terminy bez oczekiwania, że wszyscy będą online jednocześnie. Klienci nie pytają, czy projekt powstawał między 8:00 a 16:00. Oceniają jego jakość i terminowość.
W Polsce microshifting mógłby być kolejnym etapem pracy hybrydowej. Dziś elastyczność nadal często oznacza pracę z domu, ale w biurowych godzinach. Podział dnia na kilka tur może odpowiadać rodzicom, opiekunom, specjalistom projektowym i osobom pracującym z zagranicą. Firmy musiałyby jednak jasno określić dostępność, rozliczanie czasu i kontakt po godzinach, aby elastyczność nie stała się ciągłym dyżurem.
Microshifting nie pasuje do każdego zawodu ani każdej osobowości. Wymaga samodyscypliny, umiejętności odcinania się od poczty i precyzyjnego ustalania priorytetów. Tam jednak, gdzie liczy się jakość rezultatu, może okazać się bardziej naturalny niż sztywne osiem godzin. Nie chodzi o pracowanie mniej, lecz o wykonywanie najtrudniejszych zadań wtedy, gdy człowiek rzeczywiście ma na nie energię.
Czytaj też: Kariera utknęła przed czterdziestką. Co czwarty specjalista przez lata nie dostaje awansu ani podwyżki
