Pandemiczne ograniczenia pozbawiły Nikki Seaman ulubionej przekąski, ale podsunęły jej pomysł na biznes. 29-letnia przedsiębiorczyni z Atlanty zainwestowała 50 tys. dolarów oszczędności w oliwki sprzedawane w wygodnych opakowaniach. Dziś Freestyle Snacks trafia do około 5 tys. sklepów, a miesięczna sprzedaż firmy sięga sześciocyfrowych kwot.
- Nikki Seaman wpadła na pomysł biznesu, gdy podczas pandemii sklepy zamknęły samoobsługowe bary z oliwkami
- Przed startem analizowała raporty, prowadziła ankiety i rozmawiała z klientami bezpośrednio przy sklepowych półkach
- Na opakowania, materiały i pierwszą serię produkcyjną przeznaczyła około 50 tys. dolarów własnych oszczędności
- W dwa dni od premiery sprzedała produkty za ponad 10 tys. dolarów (ok. 37 tys. zł), a dziś osiąga sześciocyfrowe przychody miesięcznie
Pomysł na Freestyle Snacks narodził się w 2021 r., gdy pandemia zmieniła sposób robienia zakupów. W wielu amerykańskich supermarketach zniknęły otwarte bary z oliwkami, z których klienci mogli wybierać ulubione odmiany. Seaman, ich wielka fanka, została skazana na tradycyjne słoiki. Jak wspomina, pływające w zalewie „gałki oczne” nie przekonywały jej ani jakością, ani wygodą.
Zapisz się na newsletter BGR. Otrzymuj najlepsze informacje i porady, a także zaproszenia na eventy.
Klikając „Zapisz mnie”, potwierdzasz, że przeczytałeś i zgadzasz się z naszą Polityką prywatności.
W tym czasie była oddelegowana z Bain & Company do prowadzenia projektów specjalnych w firmie Whisps Cheese Crisps. Miała więc doświadczenie w analizie rynku i branży konsumenckiej. Zamiast uznać własną frustrację za drobny problem, potraktowała ją jako sygnał, że istnieje luka: oliwki były popularne, ale sposób ich podania od lat się nie zmieniał.
Tak powstał pomysł na porcjowane przekąski w lekkich, zamykanych opakowaniach, które można zabrać do pracy, samochodu czy na trening. Marka miała odczarować oliwki jako produkt niewygodny i nadający się głównie do sałatek lub drinków.
Najpierw dane, później produkcja
Seaman nie zaczęła od logo ani kampanii w mediach społecznościowych. Najpierw chciała sprawdzić, czy pomysł rozwiązuje istniejący problem. Analizowała raporty firmy Mintel, przeprowadzała ankiety i rozmawiała z klientami stojącymi przy półkach z oliwkami. Pytała o smak, format, częstotliwość zakupów i powody, dla których konsumenci sięgają po produkt albo go omijają.
Najtrudniejsze okazało się znalezienie producenta. Przedsiębiorczyni skontaktowała się z ponad 200 firmami produkującymi żywność na zlecenie, zanim znalazła partnera gotowego zrealizować jej koncepcję. Projekt opakowania, materiały i pierwsza partia kosztowały około 50 tys. dolarów. Całą sumę wyłożyła z własnych oszczędności.
Ryzyko szybko zaczęło się zwracać. Zamiast najpierw pojawiać się na lokalnych targach, Freestyle Snacks uruchomiło sprzedaż internetową i w ten sposób przetestowało popyt. W ciągu pierwszych dwóch dni klienci kupili oliwki za ponad 10 tys. dolarów. Stabilne przychody pojawiły się jednak dopiero po mniej więcej roku, gdy produkty weszły do dużych sieci handlowych.
Rozwój nie przebiegał bez problemów. Jedna z pierwszych dużych dostaw opakowań miała otwory w pobliżu zamknięcia strunowego. Firma odkryła wadę dopiero po zapakowaniu tysięcy produktów. Konieczne było ekspresowe zamówienie nowej partii i wdrożenie dokładniejszych testów jakości. Była to kosztowna lekcja, że nawet niewielki błąd dostawcy może zagrozić całej sprzedaży.
Sześciocyfrowa sprzedaż i koszt wejścia na półkę
Dziś Freestyle Snacks jest obecne w około 5 tys. punktów sprzedaży, m.in. w sieciach Whole Foods, Target, CVS, Harris Teeter i Giant Food. Firma notuje sześciocyfrową sprzedaż miesięczną, a wzrost napędzają nowe umowy z detalistami oraz wysoki odsetek ponownych zakupów.
Wejście do dużych sklepów nie jest jednak końcem pracy, lecz początkiem bardziej wymagającego etapu. Seaman podkreśla, że dystrybucja detaliczna oznacza zarządzanie logistyką, promocjami, rozliczeniami z dystrybutorami i kosztami obecności na półce. Samo zdobycie miejsca w sklepie bywa drogie, a bardzo ważne jest dopiero to, czy produkt znika z półek w odpowiednim tempie.
Początkowo założycielka robiła niemal wszystko sama: wysyłała próbki, prowadziła księgowość, odpowiadała klientom i zarządzała operacjami. Dziś przyznaje, że zbyt długo zwlekała z zatrudnieniem wsparcia. Wirtualni asystenci i pracownicy na część etatu pozwolili jej skupić się na sprzedaży, strategii i rozwoju marki. Nadal pracuje siedem dni w tygodniu, choć weekendy przeznacza głównie na administrację, wizyty w sklepach i planowanie.
Ważnym kanałem wzrostu stał się TikTok. Organiczne treści bez dużego budżetu reklamowego mogą docierać do milionów odbiorców i przekonywać do „ciemnozielonej strony” nawet osoby, które wcześniej nie lubiły oliwek.
Polski rynek także daje przestrzeń dla podobnych pomysłów. Rośnie znaczenie wygodnych przekąsek o prostym składzie, a sieci handlowe coraz chętniej testują produkty premium, funkcjonalne i porcjowane. Jednocześnie wejście do dużego detalu wymaga kapitału, sprawnej logistyki i skali produkcji. Historia Freestyle Snacks pokazuje, że szansą może być nie nowy produkt, lecz świeży format dla czegoś dobrze znanego.
Najważniejszą radą Seaman jest codzienne poprawianie biznesu choćby o 1%. Jej zdaniem przedsiębiorczość to seria odmów, problemów operacyjnych i momentów, gdy firma wydaje się bliska katastrofy. O przewadze nie decyduje więc jeden przełom, ale wytrwałość, szybkie uczenie się i konsekwentne usuwanie kolejnych barier.
Czytaj też: 16-latek zrobił 150 tys. dolarów obrotu. Amazon i ChatGPT zamienił w maszynę do sprzedaży
