Apple składa iPhone’a na pół. iPhone Duo ma otworzyć firmie nową erę

Najnowszy iPhone Duo ma cenę od 9999 zł Najnowszy iPhone Duo ma cenę od 9999 zł
Najnowszy iPhone Duo ma cenę od 9999 zł

Apple zrobił ruch, na który rynek czekał od lat. Firma pokazała iPhone’a Duo — pierwszy składany smartfon w swojej historii. Urządzenie za 1999 dol. (w Polsce od 9999 zł) ma być czymś więcej niż kolejnym wariantem iPhone’a. Jest to próba stworzenia nowej, droższej kategorii sprzętu oraz symboliczny początek kadencji nowego szefa firmy, Johna Ternusa.

  • iPhone Duo ma 7,6-calowy ekran po rozłożeniu i 5-calowy wyświetlacz zewnętrzny
  • Podstawowa wersja z pamięcią 256 GB została wyceniona na 1999 dol., a sprzedaż ruszy 23 października
  • Składany smartfon ma obsługiwać Apple Pencil i działać także w częściowo złożonej pozycji na stole
  • Dla Apple’a nowa konstrukcja oznacza wejście do segmentu rozwijanego od lat przez konkurentów i szansę na zwiększenie udziału droższych urządzeń w sprzedaży

Przez większą część swojej historii iPhone zmieniał się stopniowo. Pojawiały się większe ekrany, lepsze aparaty, mocniejsze procesory, nowe materiały i kolejne funkcje oprogramowania, ale podstawowa forma urządzenia pozostawała podobna: płaski ekran zamknięty w prostokątnej obudowie.

iPhone Duo zrywa z tym schematem. Po rozłożeniu użytkownik otrzymuje ekran o przekątnej 7,6 cala, przypominający niewielki tablet. Po złożeniu dostępny pozostaje 5-calowy zewnętrzny ekran. Apple przewidział również możliwość ustawienia telefonu w pozycji częściowo złożonej, np. na stole.

W takim układzie jedna część urządzenia może pełnić funkcję ekranu, podczas gdy druga staje się podstawą. Telefon może działać również jako niewielki wyświetlacz pokazujący kalendarz czy zegar. To sposób korzystania z elektroniki przypominający niektóre inteligentne ekrany pokroju urządzeń Amazon Echo.

Duo ma także współpracować z Apple Pencil (rysik do tabletów). To istotny sygnał dotyczący pozycjonowania urządzenia. Apple próbuje połączyć w jednym produkcie smartfon, część funkcji niewielkiego tabletu i sprzęt, który można wykorzystywać do pracy czy konsumpcji treści na większym ekranie.

Cena pokazuje jednak, że nie będzie to produkt masowy. iPhone Duo z pamięcią 256 GB kosztuje 1999 dol. i trafi do sprzedaży 23 października. To poziom cenowy stawiający urządzenie znacznie powyżej typowego telefonu i przesuwający je w kierunku elektroniki premium.

Czytaj też: Rothy’s zbudowało markę wartą miliard dolarów. Teraz zmienia but, od którego wszystko się zaczęło

Apple chce zarabiać więcej na najdroższych iPhone’ach

Najciekawszym aspektem premiery nie musi być jednak sama technologia składania ekranu. Dla Apple’a równie ważna jest ekonomia całej rodziny iPhone’ów.

Standardowy iPhone nadal pozostaje najpopularniejszą wersją telefonu firmy, ale większe i droższe modele Plus i Max odpowiadają już za około dwie piąte sprzedaży iPhone’ów. To pokazuje, że znacząca część klientów jest gotowa płacić więcej za większy ekran i bardziej zaawansowane urządzenie.

Duo przesuwa tę strategię jeszcze dalej. Apple nie musi sprzedawać go w liczbach porównywalnych z podstawowym iPhonem, żeby produkt miał znaczenie dla biznesu. Wystarczy, że część użytkowników, którzy dotychczas wybierali najdroższe wersje Pro czy Max, zdecyduje się przejść na jeszcze wyższą półkę.

Właśnie dlatego cena niemal 2000 dol. jest tak istotna. Firma buduje ponad dotychczasowym segmentem premium nową kategorię superpremium. Jeżeli klienci ją zaakceptują, Apple otrzyma dodatkowy sposób zwiększania wartości pojedynczej sprzedaży bez konieczności całkowitego przebudowywania podstawowej oferty.

Nie oznacza to końca klasycznego iPhone’a. Równolegle Apple pokazał iPhone’a 18 Pro, czyli kolejną odsłonę tradycyjnego flagowca. Podstawowy iPhone 18 ma natomiast pojawić się dopiero wiosną 2027 r. Oferta staje się więc bardziej rozciągnięta cenowo i produktowo niż wcześniej.

Apple może dzięki temu obsługiwać kilka różnych grup jednocześnie: klientów zainteresowanych zwykłym smartfonem, użytkowników wersji Pro oraz najbardziej zamożnych nabywców szukających nowego formatu i największego możliwego ekranu.

iPhone Duo jest również testem dla nowego CEO

Premiera ma dodatkowe znaczenie ze względu na zmianę na szczycie Apple’a. iPhone’a Duo zaprezentował nowy CEO John Ternus. Trudno wyobrazić sobie bardziej symboliczne urządzenie na początek jego kadencji.

Nowy prezes otrzymuje produkt, który może stać się symbolem odejścia od okresu wieloletniego udoskonalania istniejących konstrukcji. Firma wchodzi jednocześnie do segmentu, w którym nie jest pionierem. Składane smartfony od lat rozwijają inni producenci, przede wszystkim Samsung. Apple wybrał swoją typową strategię — nie być pierwszym graczem na rynku, lecz wejść dopiero wtedy, gdy może przygotować produkt zintegrowany z własnym ekosystemem.

To również sposób na ponowne wzbudzenie emocji wokół iPhone’a. W ostatnich latach kolejne premiery przynosiły głównie ulepszenia aparatów, wydajności, ekranów i oprogramowania. Składana konstrukcja jest zmianą, którą użytkownik widzi natychmiast i którą łatwo komunikować jako początek nowego etapu.

Z polskiej perspektywy największą barierą pozostanie oczywiście cena. Jeżeli europejska wycena Duo będzie odpowiadała jego pozycji w USA, urządzenie znajdzie się w Polsce w kategorii sprzętu kosztującego tyle co dobry laptop, a nawet cały zestaw elektroniki. Jednocześnie polscy konsumenci od dawna wybierają drogie wersje iPhone’ów Pro i Pro Max, dlatego rynek dla bardzo kosztownego modelu istnieje — choć prawdopodobnie pozostanie ograniczony do najbardziej lojalnych i zamożnych klientów marki.

iPhone Duo jest więc czymś więcej niż technologiczną ciekawostką. Apple sprawdza, czy może po raz kolejny przesunąć granicę tego, ile konsumenci są gotowi zapłacić za telefon.

Jeżeli eksperyment się powiedzie, firma zyska nowy filar segmentu premium i produkt, który może przez kilka kolejnych generacji generować coraz większą część przychodów. Jeżeli zainteresowanie okaże się ograniczone, Apple nadal pozostanie z ogromnym biznesem opartym na klasycznych iPhone’ach. Ryzyko jest więc stosunkowo pod kontrolą.

Sprawdź też: George Lucas wydaje miliard dolarów na muzeum. Nie będzie to jednak świątynia „Gwiezdnych wojen”

REKLAMA