Sztuczna inteligencja nie musi przypominać bezosobowego panelu pełnego komend. Startup Town pokazuje, że cyfrowy asystent może mieć imię, charakter i wygląd sympatycznego zwierzaka, a jednocześnie porządkować skrzynkę, kalendarz czy dokumenty. Z rozwiązania korzystają już inwestorzy z Doliny Krzemowej, menedżerowie, specjaliści HR, a nawet hydraulicy.
- Town tworzy spersonalizowanych asystentów AI, nazywanych Townies, którzy podpowiadają zadania do wykonania
- Narzędzie zdobyło popularność wśród funduszy venture capital, ale trafia też do małych firm spoza branży technologicznej
- Asystenci integrują się m.in. z pocztą, kalendarzem, Slackiem, Zoomem, Google Drive i notatkami ze spotkań
- Przewagą Town ma być przyjazna forma, która zmniejsza dystans wobec sztucznej inteligencji
Leah Solivan, założycielka TaskRabbit, prowadziła ważną rozmowę z inwestorem, gdy dostała wiadomość od korepetytora swojego dziecka z pytaniem, gdzie ono jest. Zamiast nerwowo przeszukiwać pocztę, skorzystała z pomocy asystenta AI. Królik Precedent sprawdził kalendarz i przygotował odpowiedź, że zajęcia są zaplanowane, ale na następny dzień. Solivan tylko nacisnęła „wyślij”.
Zapisz się na newsletter BGR. Otrzymuj najlepsze informacje i porady, a także zaproszenia na eventy.
Klikając „Zapisz mnie”, potwierdzasz, że przeczytałeś i zgadzasz się z naszą Polityką prywatności.
Bez takiego wsparcia mogłaby stracić koncentrację i zepsuć spotkanie. Cyfrowy pomocnik przejął organizacyjne obowiązki w skuteczny sposób. To obietnica Town, czyli mniej czasu na wyszukiwanie informacji i układanie terminów, a więcej na pracę wymagającą oceny, relacji i pomysłowości.
AI jak cyfrowe zwierzątko
Town stworzyli Jean-Denis Greze, były dyrektor technologiczny Plaid, oraz Tony Vincent, który wcześniej kierował produktami AI w Google. Uznali, że osobisty asystent mający dostęp do poczty, Slacka, Zooma, dokumentów i notatek nie powinien być kolejnym chłodnym interfejsem. Dlatego użytkownik wybiera jego imię, wygląd i osobowość.
Greze korzysta ze srebrnego lisa Ivy, Vincent z różowego aksolotla Cleo, a inwestorka Justine Moore z kapibary Clio. Zabieg przypomina cyfrowe zwierzątka Tamagotchi z lat 90. i ma sprawić, że technologia staje się mniej abstrakcyjna i mniej groźna. Zamiast „wielkiego systemu AI” użytkownik dostaje małego pomocnika wykonującego konkretną pracę.
Różnica względem wielu innych narzędzi polega na proaktywności. Użytkownik nie zawsze musi wiedzieć, o co zapytać. Po uzyskaniu dostępu do kilku aplikacji Town analizuje kontekst i sam sugeruje automatyzacje. Może przygotować odpowiedź, stworzyć poranny briefing, zebrać informacje przed spotkaniem albo obsłużyć powtarzające się kontakty.
Tak korzysta z niego Moore z funduszu a16z, który poprowadził rundę finansowania Town o wartości 55 mln dol. Jej asystent automatyzuje odpowiedzi na polecenia startupów szukających kapitału i włącza do procesu ludzką asystentkę odpowiedzialną za kalendarz. W a16z popularne są także poranne podsumowania.
Town znalazło też miejsce w funduszu Forerunner Ventures. Asystent Kirsten Green pomaga jej przygotowywać się do spotkań, przeglądać transakcje i monitorować 76 spółek portfelowych. Townies różnych pracowników mogą ponadto współpracować. Jeden z nich poprosił drugiego o podsumowanie wsparcia udzielonego spółkom, a system zebrał dane ze Slacka, Dysku Google, poczty i notatek.
Sprawdź też: Fallout wraca do centrum strategii Xboksa. Bethesda ujawnia plan nowych gier po wielkich cięciach
Nie tylko dla Doliny Krzemowej
Town nie zatrzymało się w świecie inwestorów. Jerram Chippindale, właściciel firmy hydraulicznej w Sydney, otrzymuje około 300 maili dziennie. Przed sześciotygodniowym urlopem skonfigurował wombata Eddiego, dając mu dostęp do poczty, Dysku Google i programu księgowego. Asystent zaczął przygotowywać odpowiedzi dla klientów, obserwować ceny dostawców i generować raporty o zleceniach oraz niezapłaconych fakturach.
Dzięki temu właściciel ograniczył kontakt ze skrzynką, a firma nadal realizowała cele i budżet. Bryce Davidson, prowadzący firmę produkującą odzież na zamówienie, początkowo obawiał się przekazania narzędziu danych. Przekonała go możliwość ograniczania uprawnień oraz trafne odwzorowanie stylu pisania. Docenił też bezpośredni ton asystenta.
Town rozwija się głównie dzięki rekomendacjom. Firma nie ujawnia liczby klientów ani przychodów, ale podaje, że od początku czerwca liczba użytkowników wzrosła ponad czterokrotnie. Po okresie próbnym ceny planów indywidualnych wynoszą od 15 do 199 dol. miesięcznie, a zespołowe zaczynają się od 59 dol. za stanowisko.
W Polsce podobne narzędzia mogą szczególnie zainteresować małe i średnie firmy, w których właściciel często łączy sprzedaż, obsługę klientów, finanse i zarządzanie kalendarzem. Barierą pozostaną jednak bezpieczeństwo danych, zgodność z RODO oraz gotowość do podłączania poczty i dokumentów do zewnętrznego systemu. To zaufanie, a nie sama liczba funkcji, może zdecydować o skali adopcji.
Twórcy Town podkreślają, że nie chcą dodawać AI do wszystkiego. Ich zdaniem wiele proaktywnych narzędzi tylko produkuje kolejne powiadomienia i zwiększa szum. Town ma działać odwrotnie: ograniczać liczbę rzeczy, które człowiek musi śledzić. Startup chce konkurować również „dobrym smakiem” – umiejętnością wybierania, co warto zautomatyzować, a co pozostawić człowiekowi.
Czytaj też: Cynamon podbija gastronomię. Cinnabon zamienił modę na rekordowy rozwój
