Czy to już bańka AI? Ray Dalio uważa, że tak

Czy to już bańka AI? Ray Dalio uważa, że tak Czy to już bańka AI? Ray Dalio uważa, że tak

Ray Dalio, współtwórca Bridgewater Associates, dołącza do rosnącej grupy liderów technologii i finansów, którzy publicznie dopuszczają scenariusz bańki w sektorze AI. Jego teza jest prosta: boom na spółki związane ze sztuczną inteligencją wygląda jak wczesna faza klasycznej euforii rynkowej, nawet jeśli sama technologia pozostanie przełomowa.

  • Dalio ocenia, że boom AI jest we wczesnych etapach bańki i zapowiada, że dopiero przedstawi swoje wskaźniki „bańkowe”
  • Mimo świetnych wyników Wall Street w 2025 r. Dalio podkreśla, że relatywnie lepiej wypadały m.in. złoto i część rynków poza USA
  • Podobne ostrzeżenia padają od ludzi z samego centrum AI. Sam Altman, szef OpenAI, mówi o „fazie bańki”, a szef Databricks przestrzega przed korektą, która może cofnąć rynek
  • Sceptycy pokroju Michaela Burry’ego grają na spadki wybranych gwiazd AI, a Reuters zwraca uwagę, że skala wydatków na infrastrukturę AI zwiększa wrażliwość całej gospodarki na ewentualne pęknięcie euforii

Dalio stwierdził na początku stycznia, że boom na AI jest „we wczesnych etapach bańki”. Zastrzegł przy tym, że nie chce jeszcze wchodzić w szczegóły swoich wskaźników i dopiero je przedstawi. Sam fakt, że podobne słowa padają z ust inwestora kojarzonego z chłodną analizą cykli i makroekonomii, jest dla rynku sygnałem ostrzegawczym.

Co ciekawe, ten sceptycyzm nie wynika z tezy, że AI nie działa, tylko z oceny wycen i koncentracji kapitału. Reuters przypomina, że główne indeksy w USA zanotowały w 2025 r. kolejne solidne wzrosty, napędzane popytem na spółki AI i te „około-AI”, ale jednocześnie Dalio zwraca uwagę na relatywnie lepsze wyniki części aktywów poza Stanami oraz złota (ponad 60% wzrostu w 2025 r.).

Dalio dorzuca jeszcze ujęcie makro: jeśli polityka Fed będzie sprzyjać obniżaniu realnych i nominalnych stóp, może to jednocześnie podtrzymywać ceny aktywów i pompować kolejne bańki. To brzmi jak przepis na dalszą euforię — ale też na gwałtowniejsze hamowanie, gdy warunki finansowe się odwrócą.

Sprawdź też: Portfel 5 ETF-ów bez strat za ostatnie 5 lat. Silne portfolio dla inwestora

Skąd ten niepokój? Koszty, marże i trudna droga do zysków

Najmocniejszy argument za bańką wraca jak bumerang. Brzmi: koszty są tu i teraz, a masowa rentowność wielu projektów AI — wciąż bardziej obietnicą niż faktem. Reuters opisuje sytuację dość brutalnie: technologiczni giganci planują wlać w AI biliony dolarów, a dawna lekka kapitałowo machina big techu staje się coraz cięższa infrastrukturalnie (data center, energia, chipy).

To zresztą widać po prywatnych wycenach. Databricks po gigantycznej rundzie z grudnia 2024 r. został wyceniony na 62 mld dol., a pod koniec 2025 r. w kolejnych rundach mówiono już o poziomach rzędu 100–134 mld dol. W takim otoczeniu CEO Databricks Ali Ghodsi potrafi jednocześnie korzystać z boomu i go punktować — na niedawnej konferencji mówił, że nie wie tylko, czy „duża korekta” nie cofnie branży.

Z perspektywy Doliny Krzemowej ciekawe jest też to, że bańkę zaczęli nazywać po imieniu ludzie, którzy na niej zarabiają lub ją budują. Sam Altman, szef OpenAI, przyznał, że jego zdaniem inwestorzy jako całość są nadmiernie podekscytowani AI, a jednocześnie podkreśla, że to może być ogromna wygrana dla gospodarki — klasyczna mieszanka dot-comowej euforii i prawdziwej rewolucji.

Co może „przebić” bańkę?

Jeśli szukać potencjalnej „szpilki”, Reuters wskazuje na inflację i stopy procentowe. Gigantyczny wyścig inwestycyjny hyperskalerów w data center i układy scalone może podbijać koszty (energia, chipy), a to z kolei zwiększa ryzyko, że banki centralne będą musiały dłużej utrzymywać restrykcyjne warunki finansowe. A droższy kapitał zwykle najszybciej studzi zbudowane na narracjach o trendach wyceny wzrostowe — czyli dokładnie te, które dziś ciągną narrację AI.

Do tego dochodzi ryzyko systemowe. Akcje tzw. Wspaniałej Siódemki stanowiły rekordowo dużą część wartości S&P 500, a choć same wydatki na AI mogą wyglądać jak niewielki procent PKB, ich wpływ na dynamikę wzrostu i nastroje rynkowe stał się nieproporcjonalnie duży. Innymi słowy, jeśli to bańka, jej pęknięcie nie musi zostać w jednym sektorze.

Jednocześnie bańka nie musi oznaczać końca AI. Przypomina o tym nie tylko Altman, ale i inni liderzy. Szef Alphabetu Sundar Pichai mówi o mieszance racjonalnych i irracjonalnych elementów boomu, przyznając, że pęknięcie dotknęłoby wszystkich — ale technologia nadal będzie miała fundamentalny wpływ. Mark Zuckerberg z kolei otwarcie dopuszcza ryzyko bańki, a mimo to woli przestrzelić inwestycje, niż spóźnić się na zmianę epoki.

Na drugim biegunie są tacy gracze jak Michael Burry, który według informacji opartych na zgłoszeniach regulacyjnych postawił na spadki m.in. Nvidii i Palantira — co rynek odczytuje jako zakład, że narracja wyprzedziła fundamenty. A mimo to kolejka do przyszłych debiutów i kolejnych rund finansowania nie znika. Reuters informował na początku stycznia, że Anthropic przygotowuje ogromną rundę i rozważa IPO nawet już w 2026 r.

Wniosek? Prawdopodobieństwo bańki AI rośnie wtedy, gdy jednocześnie spełniają się trzy warunki: wyceny odklejają się od rzeczywistych przepływów pieniężnych, koszty infrastruktury rosną szybciej niż produktywność, a tani pieniądz przestaje amortyzować ryzyko. Dla inwestorów to sygnał, by odróżniać AI jako technologię od AI jako wycenę — bo nawet jeśli rewolucja zostanie, ceny akcji nie mają obowiązku rosnąć w nieskończoność.

Czytaj też: Inwestuj jak Warren Buffett

REKLAMA