Świat na kroplówce deficytu. Wzrost gospodarczy coraz częściej finansuje państwo

Rząd Japonii ogłosił niedawno pakiet stymulacyjny o wartości 2,8% PKB / Fot. MasaPhoto, Shutterstock Rząd Japonii ogłosił niedawno pakiet stymulacyjny o wartości 2,8% PKB / Fot. MasaPhoto, Shutterstock
Rząd Japonii ogłosił niedawno pakiet stymulacyjny o wartości 2,8% PKB / Fot. MasaPhoto, Shutterstock

Globalny wzrost coraz częściej zapewnia sektor publiczny. Rządy luzują regulacje, uruchamiają pakiety stymulacyjne i akceptują duże deficyty, bo muszą jednocześnie finansować zbrojenia, starzenie się społeczeństw, transformację energetyczną i wyścig technologiczny. Problem w tym, że robią to w warunkach wyższych stóp procentowych i niskiego bezrobocia. Rachunek za dług rośnie szybciej, niż wielu wyborców i polityków chce to przyznać.

  • Rządy stały się kluczowym silnikiem popytu – fiskalna ekspansja ma podbijać wzrost i zatrudnienie w najbliższych kwartałach
  • Według IMF (Międzynarodowy Fundusz Walutowy, ang. International Monetary Fund) globalny dług publiczny ma przekroczyć 100% światowego PKB do 2029 r., co byłoby najwyższym poziomem od 1948 r.
  • Deficyty utrzymują się wysoko: w 2024 r. średnio ok. 5% PKB w gospodarkach rozwiniętych i ok. 5,7% w rynkach wschodzących (to średnie dla grup krajów)
  • Największe ryzyko to spirala kosztów obsługi długu i nagła zmiana nastrojów rynków, czego symbolem pozostaje kryzys brytyjskich obligacji po propozycjach niepokrytych cięć podatków w 2022 r.

Po serii szoków – od pandemii, przez wojnę i fragmentację handlu, po skok kosztów energii – wiele państw uznało, że nie może liczyć na silny popyt prywatny i szybki wzrost produktywności.

W efekcie plan oszczędzania ustępuje polityce pod hasłem „najpierw stabilizacja i inwestycje, potem rachunek”. To widać wyraźnie w USA i Europie, ale też w Azji. Stymulacja fiskalna ma podtrzymać wzrost, a przy okazji amortyzować koszty transformacji technologicznej, w tym skutki AI dla miejsc pracy i modeli biznesowych.

Równolegle rośnie presja strukturalna. Starzenie się społeczeństw podnosi wydatki na zdrowie i emerytury, transformacja energetyczna wymaga kapitału i subsydiów, a zbrojenia wróciły do politycznego centrum.

Z punktu widzenia polityków podnoszenie podatków jest najtrudniejszą opcją, więc deficyt staje się domyślnym narzędziem – zwłaszcza w latach wyborczych i przy rosnącej polaryzacji.

Co daje dług dziś, a co zabiera jutro

W krótkim terminie ściana pieniędzy publicznych podbija tempo aktywności gospodarczej. Oznacza więcej zamówień publicznych, inwestycji infrastrukturalnych, wydatków obronnych i transferów, co przekłada się na wyższy popyt. W tym sensie globalny wzrost w dużej mierze jest dziś produktem polityki fiskalnej — podaje Wall Street Journal.

Tyle że mechanika długu działa bezlitośnie.

Jeśli deficyty pierwotne utrzymują się latami, a koszt pieniądza pozostaje podwyższony, rośnie udział odsetek w budżetach. To wypycha inne wydatki, ogranicza przestrzeń na reakcję w kolejnym kryzysie i zwiększa ryzyko „crowding out”, czyli wypierania inwestycji prywatnych przez potrzeby pożyczkowe państwa.

OECD zwraca uwagę, że trwałe nierównowagi fiskalne w wielu krajach nasilają obawy o poziom stóp i zmienność na rynkach długu.

Najbardziej namacalnym sygnałem jest rachunek odsetkowy. W USA koszty odsetek wzrosły w ostatnich latach do poziomów bliskich 1 bln dol. rocznie, a długookresowe projekcje pokazują dalszy wzrost udziału odsetek w PKB, jeśli nie zmieni się miks polityki fiskalnej.

Sprawdź też: Jak inwestować w Russell 2000

Gdzie leży granica: inflacja, rynki i „premia za wiarygodność”

Po pandemii rządy nauczyły się dwóch rzeczy naraz. Po pierwsze, mogą zwiększać wydatki szybciej i na większą skalę, niż wcześniej sądzono, bez natychmiastowej „kary” ze strony rynków. I po drugie, inflacja potrafi na chwilę „pomóc” w relacji długu do PKB, bo podbija nominalny wzrost i zmniejsza wartość zobowiązań. To jednak nie jest darmowy lunch – wysoka inflacja uderza w dochody rzeczywiste i zwykle kończy się wyższymi stopami procentowymi, czyli droższą obsługą długu.

Granica zadłużenia nie jest taka sama dla wszystkich. Kraje emitujące waluty rezerwowe i mające głębokie rynki kapitałowe zwykle mogą finansować się taniej i dłużej utrzymywać wysokie deficyty, bo inwestorzy traktują ich obligacje jako bezpieczne aktywa. Ale nawet tam nie ma immunitetu na zmianę percepcji ryzyka, zwłaszcza gdy rosną potrzeby pożyczkowe i koszty odsetkowe, a polityka zaczyna wyglądać na pro-cykliczną – stymulacja w warunkach niskiego bezrobocia i utrzymującej się presji cenowej.

W bardziej wrażliwych systemach fiskalnych dyscyplina rynków przychodzi szybciej i brutalniej. Przykład Wielkiej Brytanii z 2022 r. – gdy propozycje niepokrytych cięć podatków uruchomiły gwałtowną wyprzedaż obligacji i kryzys wiarygodności – stał się podręcznikowym ostrzeżeniem, że „deficyt bez kotwicy” może natychmiast podnieść premię za ryzyko.

Pytanie brzmi więc nie „czy” dług rośnie, tylko „po co” rośnie. IMF ostrzega, że globalny dług publiczny ma przebić 100% światowego PKB do 2029 r., a to oznacza świat bardziej wrażliwy na skoki stóp, spowolnienie wzrostu i polityczne wstrząsy.

Coraz więcej rządów będzie musiało przejść od prostego zwiększania wydatków do trudniejszej fazy. Jakiej? Selekcji priorytetów, poprawy efektywności państwowych programów i szukania trwałych źródeł dochodów.

Inaczej, jak zauważa Maurice Obstfeld, były główny ekonomista IMF, uzależnienie od długu przestanie być narzędziem stabilizacji, a stanie się źródłem kolejnego globalnego szoku.

Czytaj też: Niemcy wychodzą z recesji. PKB na plus pierwszy raz od 2022 r.

REKLAMA