Trzy dni pracy i jedna pensja na rodzinę. Według Bezosa to może wystarczyć

Miliarder Jeff Bezos przekonuje, że sztuczna inteligencja może tak zwiększyć produktywność, iż część rodzin utrzyma się z jednego dochodu, a część pracowników wybierze trzydniowy tydzień pracy. Ta wizja ma jednak warunek, którego rozwój technologii nie spełni: korzyści z rozwoju AI muszą trafić także do zatrudnionych.

  • Założyciel Amazona przewiduje, że wzrost produktywności dzięki AI pozwoli niektórym ludziom ograniczyć czas pracy
  • Jego wypowiedź jest jedynie prognozą, bez terminu realizacji i bez zapowiedzi wprowadzenia takiego rozwiązania np. w Amazonie
  • Oszczędność czasu może zwiększać zarówno dochody pracowników, jak i zyski firm, zależnie od sposobu jej wykorzystania
  • Dla polskich przedsiębiorstw pierwszym sprawdzianem jest to, czy AI rzeczywiście skraca wykonanie zadań bez pogorszenia jakości

W wywiadzie dla Breta Baiera w Fox News, wyemitowanym 7 października, Jeff Bezos przedstawił scenariusz odbiegający od obaw o masowe bezrobocie. Jego zdaniem AI może podnieść wydajność gospodarki na tyle, że ludzie zaczną ograniczać aktywność zawodową z wyboru. Rodzina z dwiema pensjami mogłaby uznać, że wystarczy jej jedna, a część osób utrzymywałaby się z pracy wykonywanej tylko przez trzy dni w tygodniu.

Rozumowanie Bezosa dotyczy więc również podaży pracy. Jeśli gospodarstwa domowe będą potrzebowały mniej godzin zarobkowania, pracodawcom może być trudniej znaleźć chętnych. To możliwy mechanizm ekonomiczny, lecz miliarder nie przedstawił wyliczeń pokazujących, przy jakim wzroście dochodów i kosztów życia miałby zadziałać. Nie określił też, które zawody i grupy pracowników skorzystałyby najwcześniej.

Prowadzący przypomniał o około 30 tys. stanowisk zlikwidowanych przez Amazon w poprzednich dwunastu miesiącach. Bezos tłumaczył redukcje wcześniejszym gwałtownym wzrostem zatrudnienia związanym z pandemią. To jego wyjaśnienie decyzji firmy, a nie dowód rozstrzygający, jaki wpływ automatyzacja wywiera na cały rynek pracy.

Czytaj też: AI potrafi odmienić rynek pracy bez zmniejszania liczby etatów

Krótsza praca wymaga podziału korzyści

Produktywność opisuje, ile wartości powstaje przy określonym nakładzie pracy. Jeżeli pracownik dzięki AI szybciej przygotowuje ofertę lub analizę, firma może przeznaczyć odzyskany czas na kolejne zlecenia. Może także ograniczyć nadgodziny, podnieść wynagrodzenie albo zmniejszyć zatrudnienie. Żaden z tych rezultatów nie wynika automatycznie z samego zakupu oprogramowania.

W praktyce oznacza to potrzebę rozmowy o zasadach wdrożenia jeszcze przed uruchomieniem narzędzi. Pracownicy powinni wiedzieć, czy ich większa sprawność przełoży się na zmianę czasu pracy, czy na dodatkowe zadania.

Skalę wyzwania pokazuje prosty rachunek. Przy jednakowej długości dnia i niezmienionej ilości wykonanej pracy przejście z pięciu dni na trzy oznacza redukcję czasu o 40 proc. Wydajność na godzinę musiałaby wzrosnąć o około 67 proc., aby zrekompensować tę różnicę. To ilustracja matematyczna, a nie prognoza skuteczności AI ani założenie przedstawione przez Bezosa.

Nawet tak duża poprawa nie gwarantowałaby utrzymania pensji. Potrzebne byłyby decyzje firm o podziale dodatkowej wartości oraz popyt pozwalający tę wartość sprzedać. Oszczędność w przygotowaniu dokumentów niewiele zmieni, jeśli całe zlecenie nadal czeka na akceptację klienta, dostawę materiałów lub pracę zespołu, którego technologia nie przyspieszyła.

Równie ważna jest sytuacja rodzin. Możliwość rezygnacji z drugiego dochodu zależy od cen mieszkań, usług i codziennych zakupów. Wzrost wydajności konkretnej firmy nie sprawia, że te wydatki natychmiast maleją. Dlatego wizji jednego żywiciela rodziny nie można traktować jak obietnicy finansowej niezależnej od miejsca zamieszkania i poziomu zarobków.

Polskie firmy potrzebują pomiaru odzyskanego czasu

W polskich firmach praktycznym punktem wyjścia może być porównanie czasu realizacji tych samych zadań przed wdrożeniem AI i po nim. Do wyniku trzeba wliczyć kontrolę odpowiedzi oraz poprawki. Dopiero wtedy można ocenić, czy odzyskane godziny pozwalają ograniczyć nadgodziny, obsłużyć więcej klientów albo skrócić pracę bez obniżania jakości usług.

Warto oddzielić rezultat pojedynczego zadania od wyniku całego procesu. Pracownik może stworzyć prezentację w godzinę zamiast trzech, ale poświęcić pozostały czas na sprawdzanie danych.

Menedżer powinien więc mierzyć termin oddania gotowej pracy i liczbę błędów, a także ustalić, co stanie się z potwierdzoną oszczędnością. Bez takiej decyzji większa wydajność łatwo zamieni się wyłącznie w wyższe wymagania.

Bezos odniósł się również do ryzyka bańki inwestycyjnej. Argumentował, że nawet po stracie pieniędzy przez spekulantów użyteczne wynalazki pozostają. Przyznał zarazem, że trudno rozstrzygnąć, czy obecny rynek jest bańką. Jego optymizm dotyczy zatem trwałości technologii, nie bezpieczeństwa każdej inwestycji ani powodzenia wszystkich dostawców AI.

Dla pracowników najważniejszym testem tej wizji będzie porównanie obietnic z własnym grafikiem i wynagrodzeniem. Jeżeli zadania faktycznie zajmą mniej czasu, a dochód pozwoli pokryć koszty życia, krótszy tydzień stanie się faktycznym wyborem. Na razie Jeff Bezos wskazuje pożądany kierunek zmian, pozostawiając otwarte pytanie o to, kto i na jakich zasadach zapłaci za dodatkowy wolny dzień.

Czytaj też: Polskie firmy mają już AI i coraz trudniejsze pytania o zwrot

REKLAMA