Ferrari bez ryku silnika. Elektryczna Luce sprawdza, ile wart jest luksus bez benzyny

Ferrari bez ryku silnika. Elektryczna Luce sprawdza, ile wart jest luksus bez benzyny Ferrari bez ryku silnika. Elektryczna Luce sprawdza, ile wart jest luksus bez benzyny

Ferrari pokazało pierwszy w pełni elektryczny samochód w swojej historii. Luce ma pięć miejsc, ponad 1000 KM, cenę około 550 tys. euro i wygląd, który od razu podzielił inwestorów oraz fanów marki. Dla firmy z Maranello to nie tylko premiera nowego modelu, ale test znacznie ważniejszy. Czy Ferrari może pozostać Ferrari, kiedy pod maską nie ma już silnika spalinowego?

  • Ferrari Luce to pierwszy w pełni elektryczny model marki i zarazem pierwsze Ferrari z pięcioma miejscami
  • Samochód ma ponad 1000 KM, rozpędza się do 100 km/h w 2,5 sekundy i kosztuje około 550 tys. euro
  • Inwestorzy przyjęli premierę nerwowo. Akcje Ferrari spadły po prezentacji nawet o 7,8%
  • Największym wyzwaniem będzie udowodnienie, że elektryczne Ferrari może dawać emocje bez klasycznego dźwięku silnika
Thumbnail
Rozwijaj swoją markę osobistą. Dołącz do programu BGR Expert Network

Ferrari przez dekady budowało swoją legendę na trzech elementach: osiągach, stylistyce i emocjach. W praktyce oznaczało to nie tylko szybkość, ale też niski profil nadwozia, agresywne linie, zapach skóry, ograniczoną dostępność i przede wszystkim dźwięk silnika. Ten dla wielu klientów był równie ważny jak przyspieszenie. Dlatego premiera modelu Luce jest dla marki momentem przełomowym. Po raz pierwszy Ferrari pokazuje samochód, który nie tylko nie korzysta z silnika spalinowego, ale też wchodzi w format bardziej rodzinny i użytkowy niż klasyczne modele z Maranello.

Luce jest pięciomiejscowym, czterodrzwiowym samochodem elektrycznym. Według danych podanych przy premierze ma dysponować mocą przekraczającą 1000 KM, przyspieszać do 100 km/h w 2,5 sekundy i osiągać prędkość ponad 310 km/h.

To parametry, które pozwalają Ferrari zachować opowieść o ekstremalnych osiągach, nawet jeśli zmienia się technologia. Model ma kosztować około 550 tys. euro, co pokazuje, że firma nie zamierza walczyć o wolumen ani konkurować ceną z producentami popularnych aut elektrycznych. Luce ma być produktem luksusowym i trudnym do zdobycia. Dokładnie takim, jakiego oczekuje klient Ferrari.

Problem w tym, że sama technologia może nie wystarczyć. Pierwsza reakcja rynku była chłodna: po prezentacji akcje Ferrari w Mediolanie spadły nawet o 7,8 proc. Część inwestorów i komentatorów odebrała stylistykę Luce jako zbyt zachowawczą albo zbyt podobną do języka projektowania, który kojarzy się już z nowoczesnymi elektrykami innych marek.

W projekcie uczestniczyli Jony Ive i Marc Newson z LoveFrom, co nadało premierze dodatkowy wymiar. Ferrari chciało najwyraźniej pokazać, że elektryczna era wymaga innej estetyki. Ale czy się udało?

Dobry krok Ferrari, czy niekoniecznie?

Ferrari nie jest marką, która może po prostu skopiować styl Tesli, Porsche czy chińskich producentów aut elektrycznych. Jej siła polega na rozpoznawalności, teatralności i poczuciu wyjątkowości. Jeśli samochód za ponad pół miliona euro wygląda zbyt „normalnie”, pojawia się pytanie, czy nadal ma tę samą siłę przyciągania?

Jeden z analityków cytowanych przez Bloomberga porównał wygląd Luce do mieszanki Hondy Accord EV i Tesli Model 3, dodając, że strategia Ferrari wygląda jak próba naśladowania designu Apple. To ostra, ale ważna uwaga. W świecie luksusu minimalizm może być elegancją, ale może też zostać odebrany jako brak charakteru.

Akcje Ferrari:

Notowania akcji

Ferrari N.V.

Symbol: RACE · Giełda: Mediolan · Waluta: EUR

Dane rynkowe dostarcza TradingView. Notowania mogą być opóźnione zależnie od źródła danych i giełdy.

Najważniejszy sprawdzian rozegra się nie na zdjęciach, lecz na drodze. Ferrari wie, że klienci nie kupują wyłącznie liczb w tabeli. Kupują doświadczenie. Dlatego firma przez pięć lat pracowała nad akustycznym charakterem auta i przeprowadziła dziesiątki tysięcy kilometrów testów na torze. Zamiast sztucznie udawać ryk silnika spalinowego, Luce ma wykorzystywać dźwięk generowany przez układ elektryczny. Specjalny sensor na tylnej osi przechwytuje wibracje silników elektrycznych, a następnie system je przetwarza i wzmacnia. To próba stworzenia nowego rodzaju emocji.

Strategicznie Luce jest dla Ferrari testem większym niż jeden model. Firma musi pogodzić presję transformacji technologicznej z ostrożnością własnych klientów. W planie do 2030 r. Ferrari zmniejszyło oczekiwany udział aut w pełni elektrycznych w gamie do 20%, równocześnie zostawiając dużo miejsca modelom spalinowym i hybrydowym. To pokazuje, że marka nie chce wykonywać gwałtownego zwrotu. Raczej sprawdza, czy elektryfikacja może stać się kolejną warstwą luksusu, a nie przymusem narzuconym przez regulacje. Reuters podaje, że dostawy Luce są planowane na końcówkę 2026 r., a auto ma być kierowane m.in. do zamożnych klientów szukających bardziej rodzinnego, technologicznego Ferrari.

Ferrari pozostaje w uprzywilejowanej pozycji. Produkuje mniej niż 14 tys. samochodów rocznie, ale ma największą wartość rynkową spośród europejskich producentów aut. To możliwe dlatego, że działa bardziej jak dom luksusu niż klasyczny koncern motoryzacyjny. Ograniczona podaż, kolejki oczekujących, personalizacja i wysoka marża są ważniejsze niż liczba sprzedanych egzemplarzy.

Luce nie ma więc demokratyzować elektromobilności. Powinien natomiast udowodnić, że nawet samochód elektryczny może być obiektem pożądania, inwestycją i symbolem statusu.

Sprawdź też: Oszczędzasz na oponach, płacisz przy hamowaniu. Szef Pirelli o tym, kiedy opona staje się inwestycją w bezpieczeństwo [WYWIAD]

Symbol, raczej nic więcej

W Polsce Luce będzie raczej symbolem niż elementem rynku. Elektromobilność rośnie, ale nadal pozostaje zależna od infrastruktury, dopłat i tempa rozwoju szybkiego ładowania. Pod koniec 2025 r. działało w kraju 11 762 ogólnodostępnych punktów ładowania, a w pierwszych czterech miesiącach 2026 r. zarejestrowano 37 073 auta z wtyczką. Dla polskich klientów Ferrari ważniejszy od ceny energii będzie jednak prestiż i dostępność modelu.

Dlatego elektryczne Ferrari nie odpowiada na pytanie, czy Polacy masowo przesiądą się do aut na baterie. Odpowiada raczej na inne: czy luksusowy samochód elektryczny może stać się tak samo pożądany jak spalinowa ikona.

Jeśli Luce się obroni, będzie to sygnał dla całej branży premium. Jeśli nie, potwierdzi obawę, że w segmencie superaut sama moc i technologia nadal nie zastąpią emocji, które przez dekady zaczynały się od przekręcenia kluczyka.

REKLAMA