Sztuczna inteligencja miała oszczędzać czas, a coraz częściej zmienia również sposób, w jaki liderzy konsumują informacje. Prezesi przyznają, że dzięki AI czytają mniej książek i raportów, częściej sięgają po streszczenia, a potem odkrywają, że wraz z oszczędnością czasu tracą coś trudniejszego do odzyskania: niuanse, własne wnioski i kontakt z oryginalnym sposobem myślenia autora.
- AI przyspiesza konsumpcję informacji, ale część liderów obawia się spłycenia własnego sposobu myślenia
- Rosnąca liczba tekstów generowanych przez modele utrudnia odróżnienie oryginalnej opinii od poprawnej, lecz przeciętnej treści
- W świecie, w którym każdy może stworzyć „dobry” tekst, większą wartość ma autorski punkt widzenia i ludzka selekcja
- Menedżerowie zaczynają ponownie doceniać wolne czytanie jako narzędzie do budowania osądu, a nie tylko zdobywania informacji
AI zmieniła nie tylko sposób tworzenia treści, ale również ich odbioru. Zamiast czytać kilkudziesięciostronicowy raport, można poprosić model o pięć najważniejszych wniosków, a książkę zastąpić kilkuminutowym podsumowaniem. Dla menedżera z kalendarzem pełnym spotkań brzmi to racjonalnie.
Zapisz się na newsletter BGR. Otrzymuj najlepsze informacje i porady, a także zaproszenia na eventy.
Klikając „Zapisz mnie”, potwierdzasz, że przeczytałeś i zgadzasz się z naszą Polityką prywatności.
Zapisz się na newsletter BGR. Otrzymuj najlepsze informacje i porady, a także zaproszenia na eventy.
Klikając „Zapisz mnie”, potwierdzasz, że przeczytałeś i zgadzasz się z naszą Polityką prywatności.
Problem pojawia się wtedy, gdy streszczenie przestaje być pomocą, a zaczyna zastępować kontakt z pełnym argumentem. Wielu prezesów przyznaje obecnie, że przez AI czytają mniej książek i raportów. Jeden z liderów sektora finansowego zauważył, że w syntetycznych podsumowaniach traci niuanse i oryginalność argumentacji. Dlatego próbuje wrócić do czytania „po staremu”.
Jego uzasadnienie trafia w sedno: jest opłacany za myślenie. Tego nie da się przyspieszyć tak łatwo jak wyszukiwania informacji. Dłuższa lektura daje czas na wątpliwości i wyrobienie własnego stanowiska. Streszczenie pokazuje wyłącznie wniosek, a książka lub raport także drogę, która do niego prowadzi.
Dla osób zarządzających firmami to ważna różnica. Decyzje strategiczne rzadko sprowadzają się do odpowiedzi A, B albo C — liczy się kontekst, ryzyko i to, czego nie ma w prostym podsumowaniu.
AI podnosi średnią. I właśnie to może być problemem
Drugim zjawiskiem jest lawinowy wzrost treści generowanych przez AI. Coraz częściej otrzymujemy niemal identycznie skonstruowane propozycje handlowe, a LinkedIn odnotował już ponad milion użyć przycisku sugerującego, że dana treść wygląda na „AI slop”. System Graphite AI tworzy już więcej artykułów internetowych niż ludzie.
Nie oznacza to, że treść przygotowana z pomocą AI jest zła. Narzędzia generatywne podniosły minimalny poziom jakości — dziś w kilka minut można stworzyć spójny mail, prezentację czy komentarz.
Tyle że przez to coraz trudniej się wyróżnić. Jeśli przeciętny poziom komunikacji rośnie do solidnego „B+”, przewagą przestaje być sama poprawność. Znaczenie zyskują doświadczenie, własny styl, nieoczywisty wniosek oraz historia, której model nie może łatwo odtworzyć.
Dobrym przykładem jest David Booth, założyciel Dimensional Fund Advisors. Jego „Stay Calm” opisuje drogę od sprzedawcy butów w Kansas do twórcy wielkiego biznesu inwestycyjnego. Wartość książki wynika z doświadczeń autora i sposobu ich interpretacji.
Podobnie uważa Andy Hunter, CEO Bookshop.org. Firma używa AI m.in. do przeglądu kodu, ale nie chce zastępować nią rekomendacji książkowych. Hunter widzi też rosnącą liczbę automatycznie generowanych publikacji tworzonych pod popularne zapytania. Jego odpowiedzią jest dobór treści przez człowieka.
Sprawdź też: AI wychodzi z piaskownicy. Cyberataki osiągają nowy poziom
W Polsce też zaczyna się walka o autentyczność
Ten problem szybko staje się aktualny również w Polsce. Firmy wykorzystują generatywną AI do tworzenia prezentacji, ofert, analiz, postów na LinkedIn, komunikacji PR i materiałów eksperckich. Efekt bywa podobny: treści są poprawne i uporządkowane, ale brzmią niemal identycznie. Dla zarządów i marketingu oznacza to zmianę reguł gry. Samo używanie AI nie daje przewagi — przewagą staje się dodanie własnych danych, doświadczeń, opinii i decyzji.
W polskich organizacjach ważne jest też podejście do raportów i analiz. Menedżer może wrzucić setki stron dokumentów do modelu i dostać brief w kilka chwil. To świetne narzędzie do selekcji informacji, ale słabsze jako substytut lektury materiałów, na których opierają się ważne decyzje.
AI może więc paradoksalnie zwiększyć wartość kompetencji, które wydawały się najmniej technologiczne, tj. cierpliwego czytania, zadawania pytań, krytycznego myślenia i budowania własnego osądu. Narzędzie potrafi skrócić książkę do jednej strony, przygotować prezentację albo napisać komentarz. Nie zagwarantuje jednak, że człowiek naprawdę zrozumie temat.
David Meadvin, CEO One Strategy Group, proponuje więc pytanie trafniejsze niż spór o to, czy AI jest dobra czy zła: czy korzystanie z niej nie sprawia przypadkiem, że stajemy się trochę bardziej zwyczajni?
Dla liderów może to być jedna z ważniejszych kwestii najbliższych lat. Gdy niemal każdy ma dostęp do tych samych modeli, przewagę rzadziej daje samo narzędzie. Cenniejsze staje się to, co człowiek wnosi przed promptem i co robi po otrzymaniu odpowiedzi.
Czytaj też: AI w firmie może kosztować znacznie więcej, niż się wydaje. AMD stworzyło kalkulator, który to policzy
