Generatywna sztuczna inteligencja przestała być wyłącznie technologiczną ciekawostką. Stała się codziennym narzędziem do pracy, wyrażania emocji, podejmowania decyzji, pisania, kodowania i organizowania życia. Najnowsze badanie „AI in the Wild” pokazuje, że im szerzej korzystamy z AI, tym wyraźniej widać dwa równoległe zjawiska. Z jednej strony ogromną użyteczność tej technologii, z drugiej — ryzyko oddawania jej zbyt dużej części naszego myślenia.
- Najpopularniejszym zastosowaniem AI w 2026 r. jest terapia, towarzyszenie i wsparcie emocjonalne
- W pracy AI najczęściej przynosi małe usprawnienia, a nie wielkie transformacje procesów
- Coraz większym problemem staje się „thinkslop”, czyli leniwe, powierzchowne myślenie wspierane przez AI
- Firmy wciąż nie nadążają z zasadami używania AI, dlatego wielu pracowników korzysta z niej po cichu
Jeszcze kilka lat temu dyskusja o sztucznej inteligencji krążyła wokół pytania, czy technologia ta w ogóle zmieni sposób pracy, nauki i komunikacji. W 2026 r. to pytanie brzmi już inaczej. Konkretnie: jak bardzo zmieniła nas samych? Od premiery ChatGPT minęło trzy i pół roku. W tym czasie generatywna AI z niszowej ciekawostki stała się jednym z najważniejszych narzędzi cyfrowych świata. ChatGPT ma już setki milionów regularnych użytkowników, Gemini przekroczył kolejne progi popularności, a pojęcia takie jak vibe coding czy agenci AI trafiły z branżowych konferencji do codziennego języka biznesu.
Zapisz się na newsletter BGR. Otrzymuj najlepsze informacje i porady, a także zaproszenia na eventy.
Klikając „Zapisz mnie”, potwierdzasz, że przeczytałeś i zgadzasz się z naszą Polityką prywatności.
Najciekawsze nie jest jednak to, co technologia obiecuje, ale to, co ludzie faktycznie z nią robią. Właśnie temu przygląda się badanie „AI in the Wild”, które analizuje przypadki użycia AI zbierane z internetu. W najnowszej edycji przeanalizowano 12 637 zastosowań wygenerowanych z bazy blisko 50 tys. wpisów, komentarzy i treści opublikowanych między marcem 2025 r. a lutym 2026 r. Źródła obejmowały m.in. Reddita, Quorę, LinkedIna, TikToka, YouTube’a i artykuły.
Obraz, który się z tego wyłania, jest bardziej ludzki niż technologiczny. AI jest dziś nie tylko asystentem pracy, ale też doradcą, lustrem, terapeutą, trenerem pewności siebie. Partnerem do pisania i narzędziem do obchodzenia organizacyjnych ograniczeń.
„Thinkslop”, czyli gdy AI myśli za nas
Jednym z najmocniejszych wniosków z badania jest rosnące ryzyko oddawania AI odpowiedzialności za proces myślenia. Autorzy nazywają to „thinkslopem”, nawiązując do popularnego określenia „slop”, używanego wobec treści niskiej jakości produkowanych masowo przez sztuczną inteligencję.
O ile „workslop” oznacza pozornie dopracowaną, ale pustą pracę, o tyle „thinkslop” opisuje myślenie, które wygląda na uporządkowane, lecz w praktyce jest powierzchowne, wygodne i cudze.
Problem polega na tym, że AI obniża próg rozpoczęcia działania niemal do zera. Zamiast najpierw samodzielnie zastanowić się nad tematem artykułu, strategią projektu, treścią wiadomości czy argumentami w prezentacji, coraz częściej zaczynamy od promptu. W efekcie technologia nie tyle wspiera nasze myślenie, ile przejmuje pierwszy i najważniejszy etap pracy: ustalenie intencji. A to właśnie tam często powstają najbardziej oryginalne pomysły.
AI może oczywiście działać jak intelektualny sparingpartner. Może podważać założenia, wskazywać luki w argumentacji, proponować kontrargumenty i pomagać dopracować tekst. Ale różnica między wsparciem a wyręczaniem jest zasadnicza. Jeśli użytkownik oddaje AI cały proces od pomysłu do finalnej wersji, traci coś więcej niż kontrolę nad stylem. Traci okazję do samodzielnego myślenia.
Szczególnie widoczne jest to przy pisaniu. Pisanie nie jest tylko zapisem gotowych myśli. Bardzo często jest procesem ich tworzenia. To w trakcie układania zdań, usuwania akapitów, zmiany kolejności argumentów i szukania właściwego słowa człowiek naprawdę rozumie, co chce powiedzieć. Gdy AI produkuje tekst od razu, użytkownik dostaje wygodny skrót, ale może nie przejść przez etap, który buduje kompetencję.
Sprawdź też: Inżynierowie AI-native na szczycie list rekrutacyjnych. Agenci AI zmieniają tworzenie oprogramowania
AI jako terapeuta, przyjaciel i bezpieczna przestrzeń
Najpopularniejszym zastosowaniem AI w badaniu jest terapia, towarzyszenie i wsparcie emocjonalne. To kategoria numer jeden już drugi rok z rzędu, ale jej skala rośnie. Autorzy znaleźli ponad 1400 takich przypadków, czyli 11% całego zbioru, w porównaniu do 5% rok wcześniej. Ludzie proszą chatboty o pocieszenie, radę w związku, pomoc w zrozumieniu wiadomości od partnera. Wsparcie po konflikcie, przygotowanie do trudnej rozmowy, a nawet — możliwość „porozmawiania” z osobami zmarłymi.
Ten trend pokazuje, że AI wchodzi w obszary dużo bardziej intymne niż praca biurowa. Dla wielu użytkowników jej przewagą nie jest inteligencja, lecz brak oceny.
Chatbot nie przerywa, nie przewraca oczami, nie mówi „przesadzasz”. Nie ma też własnych problemów i jest dostępny o każdej porze. W świecie, w którym dostęp do psychoterapii bywa drogi, ograniczony lub obarczony kolejkami, taka natychmiastowa forma wsparcia wydaje się atrakcyjna.
Jednocześnie to właśnie tutaj ryzyko jest największe. Ogólne chatboty nie są terapeutami, nawet jeśli potrafią mówić językiem empatii. Mogą wzmacniać błędne przekonania i podtrzymywać złudzenia, albo zbyt łatwo przyznawać rację czy budować fałszywe poczucie bliskości. Badanie pokazuje przypadki antropomorfizacji AI, co oznacza, że użytkownicy nadają chatbotom imiona, płeć, traktują je jak przyjaciół. Później, po zmianie modelu AI albo utracie historii rozmów, doświadczają reakcji podobnych do żałoby.
To nie znaczy, że emocjonalne użycie AI jest z definicji złe. Czasem chatbot pomaga lepiej porozumieć się z drugim człowiekiem i np. uporządkować myśli przed rozmową czy złagodzić ton maila. Granica zaczyna się zacierać wtedy, gdy AI nie prowadzi człowieka z powrotem do relacji z ludźmi, lecz staje się ich zamiennikiem.
W pracy AI działa, ale często po cichu
W biznesie obraz jest mniej spektakularny niż w prezentacjach firm technologicznych. Badanie pokazuje, że AI jest szeroko używana w pracy, ale najczęściej do zadań pomocniczych: streszczania spotkań, tworzenia pierwszych wersji dokumentów, porządkowania notatek, przygotowywania maili, tłumaczenia danych na prostszy język, generowania wariantów kampanii marketingowych czy szybszego zamykania zgłoszeń.
Aż 63 ze 100 najważniejszych zastosowań ma charakter zawodowy albo może być wykorzystywane zarówno w domu, jak i w pracy. Wśród nowych silnych kategorii znalazły się autonomiczne operacje agentowe, czyli sytuacje, w których AI nie tylko odpowiada, ale wykonuje pewne działania, oraz vibe coding, czyli tworzenie kodu przez opisywanie efektu w języku naturalnym. To ważna zmiana. AI coraz częściej przechodzi od „doradź mi” do „zrób to za mnie”.
Mimo to wiele zastosowań pozostaje trudnych do skalowania. Firmy kupują licencje, organizują szkolenia i zachęcają do eksperymentów, ale jednocześnie nakładają ograniczenia. Jakie? Niektóre wersje narzędzi są zablokowane, polityki niejasne, a pracownicy boją się naruszenia procedur, utraty pracy albo posądzenia o oszustwo. W efekcie rośnie „shadow AI”, czyli używanie sztucznej inteligencji poza oficjalnym obiegiem.
To zjawisko ma dwie twarze. Z jednej strony pracownicy faktycznie zwiększają produktywność i np. szybciej piszą kod, lepiej przygotowują materiały i sprawniej analizują dane. Z drugiej — organizacje tracą wiedzę o tym, jak praca naprawdę się zmienia. Jeśli najlepsze usprawnienia dzieją się po cichu, firma nie potrafi ich skalować, mierzyć ani zabezpieczać.
Czytaj też: AI chce uczyć się doświadczenia. Problem: ludzie nie zawsze potrafią je wytłumaczyć
Małe oszczędności zamiast wielkiej rewolucji
Największa luka między obietnicą AI a praktyką dotyczy transformacji biznesu. W teorii sztuczna inteligencja ma pozwalać firmom tworzyć zupełnie nowe modele działania. W praktyce, przynajmniej według badania, dominuje poprawianie istniejących procesów.
AI skraca czas przygotowania dokumentu, pomaga szybciej znaleźć informacje, tworzy warianty maili sprzedażowych, wspiera rekrutację i ułatwia obsługę klienta. To cenne, ale nie zawsze przełomowe.
Najbardziej konkretne efekty pojawiają się tam, gdzie AI wspiera sprzedaż i marketing. Przykłady obejmują personalizację kampanii, automatyczne testowanie wariantów komunikatów czy optymalizację maili pod konwersję. Niektóre firmy deklarują wzrosty skuteczności o 20–30%, ale autorzy badania podkreślają, że twardych danych o ROI (zwrot z inwestycji) jest wciąż niewiele. Częściej mamy anegdoty niż precyzyjne pomiary.
Transformacyjne przypadki też istnieją, szczególnie w małych firmach i wśród przedsiębiorców. AI pomaga zakładać działalność, projektować ofertę, tworzyć procesy, modernizować restauracje czy przechodzić od pomysłu do pierwszej sprzedaży w ciągu kilku tygodni lub nawet dni. To może być najbardziej demokratyzujący aspekt technologii. Niekoniecznie zastępuje wielkie działy strategii, ale daje małym podmiotom dostęp do kompetencji, które wcześniej były drogie lub trudno dostępne.
Między entuzjazmem a brakiem zasad
A jak to wygląda w Polsce? Firmy coraz częściej deklarują wdrażanie AI, ale wiele zespołów nadal działa metodą prób i błędów. Pracownicy korzystają z ChatGPT, Gemini czy Copilota do maili, analiz, ofert i prezentacji, często szybciej niż organizacje są w stanie przygotować regulaminy. Dla polskich firm kluczowe będzie więc nie samo pytanie „czy używać AI?”, ale „gdzie AI ma pomagać, a gdzie człowiek musi zachować odpowiedzialność”. To dotyczy zwłaszcza HR, obsługi klienta, finansów, edukacji i komunikacji.
Najważniejsza lekcja z badania jest prosta. AI nie jest już osobnym tematem technologicznym. Stała się warstwą codzienności.
Pomaga pracować szybciej, lepiej pisać, organizować życie. Ale właśnie dlatego nie można traktować jej wyłącznie jak kolejnej aplikacji biurowej.
W 2026 r. stawką nie jest już dostęp do AI. Ten dostęp ma coraz więcej osób. Dziś stawką jest umiejętność zachowania własnej sprawczości. Najlepsze wykorzystanie sztucznej inteligencji nie polega na tym, by pytać ją o wszystko jako pierwszą, lecz by wiedzieć, kiedy zaprosić ją do procesu. AI może być lustrem, redaktorem, krytykiem i trenerem. Problem zaczyna się wtedy, gdy staje się naszym zastępczym mózgiem albo cichym współpracownikiem, o którym firma nic nie wie.
Technologia już jest wystarczająco potężna. Następny rok pokaże, czy nauczymy się korzystać z AI bardziej dojrzale. By nie oddać jej więcej, niż powinniśmy.
