Hollywood szuka pierwszego magnata filmów AI. Ma 25 lat i wsparcie legendy NBA

Hollywood szuka pierwszego magnata filmów AI. Ma 25 lat i wsparcie legendy NBA Hollywood szuka pierwszego magnata filmów AI. Ma 25 lat i wsparcie legendy NBA

Cecilia Shen nie wygląda jak klasyczna hollywoodzka producentka. Ma 25 lat, doświadczenie z Google X i ambicję, by zbudować studio filmowe nowej generacji. Jej Utopai Studios chce realizować długie filmy i seriale z pomocą sztucznej inteligencji, a inwestycja Carmelo Anthony’ego pokazuje, że AI w rozrywce przestaje być wyłącznie technologiczną ciekawostką.

  • Utopai Studios rozwija platformę PAI, która ma ułatwiać tworzenie długometrażowych treści filmowych z użyciem AI
  • Carmelo Anthony wszedł w projekt jako partner strategiczny i inwestor przez swoje Creative 7 Productions
  • W Hollywood trwa wyścig o to, kto pierwszy zbuduje opłacalny model produkcji filmów i seriali generowanych lub współtworzonych przez AI
  • Dla Polski to sygnał, że AI może wkrótce mocno zmienić produkcję reklam, animacji, seriali internetowych i treści branded content
Thumbnail
Rozwijaj swoją markę osobistą. Dołącz do programu BGR Expert Network

Utopai nie chce być tylko dostawcą narzędzi. Zamierza zostać pełnoprawnym studiem filmowym, które będzie tworzyć własne projekty, sprzedawać je na świecie i jednocześnie licencjonować technologię innym producentom.

Cecilia Shen może z kolei stać się jedną z najważniejszych twarzy nowego etapu w historii kina. Jej firma, Utopai Studios, powstała jako technologiczny startup, ale dziś celuje znacznie wyżej: chce udowodnić, że sztuczna inteligencja może pomóc w tworzeniu pełnych filmów i seriali, a nie tylko krótkich, efektownych klipów do internetu.

Utopai przyciągnęło uwagę Carmelo Anthony’ego, byłej gwiazdy NBA, który przez swoją firmę Creative 7 Productions chce rozwijać treści o sporcie, życiu sportowców i prawdziwych historiach stojących za wielką karierą. Amerykański Forbes szacuje, że inwestycja Anthony’ego mogła wynieść około 5 mln dol., a sama wycena Utopai sięgnęła 1 mld dol.

To bardzo odważna kwota jak na firmę, która nie udostępniła jeszcze pełnometrażowego hitu ani serialu z globalną widownią.

Najważniejsze w tej historii jest jednak nie samo nazwisko sportowca, lecz kierunek zmian. Do tej pory AI w filmie kojarzyło się głównie z efektami specjalnymi, postprodukcją, generowaniem scenografii albo krótkimi eksperymentami wizualnymi. Shen chce iść dalej. Jej platforma PAI ma pozwalać twórcom projektować postaci, środowiska, ujęcia i sceny tak, aby można było je modyfikować bez każdorazowego renderowania całej sekwencji od zera. To obietnica szybszej, tańszej i bardziej elastycznej produkcji.

I dobrze, i źle

Dla Hollywood to jednocześnie szansa i zagrożenie. Z jednej strony studia od lat zmagają się z rosnącymi kosztami produkcji, niepewnością modeli dystrybucji i presją platform streamingowych. Z drugiej strony związki zawodowe aktorów, scenarzystów i ekip produkcyjnych obawiają się, że AI może ograniczyć zapotrzebowanie na pracę ludzi.

To napięcie było już widoczne w ostatnich latach, gdy największe firmy medialne zaczęły testować narzędzia generatywne. Lionsgate podpisał umowę z Runway w sprawie modelu AI trenowanego na katalogu studia, a Netflix przejął firmę InterPositive, rozwijającą narzędzia AI dla produkcji filmowej.

Utopai próbuje wpisać się w ten wyścig jako firma, która nie sprzedaje jedynie technologii. Shen doszła do wniosku, że dostawca narzędzi może być ważny, ale prawdziwa wartość powstaje dopiero wtedy, gdy firma kontroluje własne IP, czyli prawa do historii, postaci i formatów. Dlatego Utopai zaczęło budować własny katalog projektów filmowych i serialowych. To ruch podobny do tego, który w przeszłości wykonywały platformy streamingowe. Najpierw technologia, potem dystrybucja, a na końcu własne treści.

Ekonomia takiego modelu może być kusząca. Tradycyjna superprodukcja wymaga setek, a czasem tysięcy osób, wielu miesięcy pracy i ogromnego budżetu. Shen przekonuje, że przy projektach wspieranych przez AI zespół może być znacznie mniejszy.

Estymacje zakładają, że produkcja pokroju historycznego widowiska „Cortés” mogłaby kosztować mniej niż 10 mln dol., czyli ułamek budżetu dużych hollywoodzkich blockbusterów.

Jeżeli takie treści da się sprzedać nadawcom i platformom po rynkowych stawkach, marże mogą być bardzo atrakcyjne.

Największym problemem pozostaje jednak zaufanie. Publiczność może zaakceptować AI jako narzędzie, ale niekoniecznie jako głównego „twórcę” filmu. Branża będzie pytać o prawa autorskie, źródła danych treningowych, miejsce scenarzystów, aktorów, montażystów i grafików. Shen podkreśla, że Utopai korzysta z bezpiecznych danych i chce współpracować z branżowymi organizacjami. To ważny komunikat, bo w filmie reputacja jest równie istotna jak technologia.

Czytaj też: ChatGPT zamiast prawnika. Sądy toną w pozwach pisanych przez AI

Zmiany również widoczne w Polsce

Dla polskiego rynku to zapowiedź zmian przede wszystkim w reklamie, branded content, animacji, edukacji i produkcji internetowej. Pełnometrażowe filmy AI nie staną się u nas codziennością z dnia na dzień, ale mniejsze studia, agencje i wydawcy mogą szybciej korzystać z generatywnego wideo do tworzenia teaserów, wizualizacji, spotów i formatów social media. W Polsce już pojawiają się inicjatywy łączące klasyczne filmowanie z AI, a branża coraz częściej dyskutuje o tym, jak obniżać koszty bez niszczenia jakości i miejsc pracy.

Historia Utopai pokazuje, że sztuczna inteligencja w rozrywce wchodzi w etap profesjonalizacji. Nie chodzi już tylko o viralowe filmiki tworzone jednym promptem, lecz o próbę zbudowania całego procesu produkcyjnego. Czyli od koncepcji, przez scenografię i postaci, po montaż, sprzedaż praw i skalowanie formatu na kolejne rynki.

Czy Cecilia Shen zostanie pierwszą prawdziwą magnatką kina AI? Tego jeszcze nie wiadomo. Rynek jest młody, ryzykowny i pełen firm, które mają wielkie ambicje, ale niewiele gotowych hitów. Pewne jest natomiast jedno. Hollywood zaczyna traktować AI nie jako dodatek do filmu, lecz jako możliwy fundament nowego modelu produkcji. A jeśli ten model zadziała, zmieni nie tylko Los Angeles, lecz także sposób tworzenia treści w Warszawie, Londynie czy Paryżu.

Sprawdź też: Cyfrowy szef sztabu i „warstwa obietnic”. Przedsiębiorcy wyciskają maksimum z Claude Cowork

REKLAMA