Od problemu przy obiedzie do marki w Target. Ciara zamieniła rodzicielską frustrację w biznes

Od problemu przy obiedzie do marki w Target. Tak Ciara zamieniła rodzicielską frustrację w biznes Od problemu przy obiedzie do marki w Target. Tak Ciara zamieniła rodzicielską frustrację w biznes

Dzieci nie chcą jeść białka, rodzice szukają kompromisu, a sklepowe półki wydają się już pełne podobnych produktów. Ciara, znana piosenkarka i przedsiębiorczyni, zobaczyła w tym rynkową lukę. Tak powstał Frosh, napój dla dzieci łączący smak soku z dodatkiem białka.

  • Ciara stworzyła markę Frosh po tym, jak sama zmagała się z niechęcią dzieci do jedzenia produktów białkowych
  • Pomysł opiera się na soku dla dzieci wzbogaconym o clear whey protein isolate, czyli lekką formę białka serwatkowego
  • Marka po wyprzedanej sprzedaży online trafiła do sklepów Target w całych Stanach Zjednoczonych
  • Historia Frosh pokazuje, że nawet zatłoczona kategoria może mieć miejsce na produkt odpowiadający na konkretny problem rodziców
Thumbnail
Rozwijaj swoją markę osobistą. Dołącz do programu BGR Expert Network

Rodzicielska frustracja, która stała się pomysłem na biznes

Każdy rodzic zna ten scenariusz: na talerzu zostaje mięso, jogurt albo inny produkt, który miał dostarczyć dziecku białka, a znika tylko makaron, ryż albo coś słodkiego. Ciara, gwiazda muzyki pop i mama, również mierzyła się z tym problemem. Jej córka Sienna nie chciała jeść białka. Wybierała makaron z masłem bez mięsa, ryż bez mięsa i konsekwentnie odrzucała kolejne próby dodania kurczaka czy steku.

Dla wielu rodziców to codzienna, wyczerpująca negocjacja. Dziecko ma swoje preferencje, rodzic ma poczucie odpowiedzialności za dietę, a kompromis bywa trudny.

Ciara przez pewien czas nie miała dobrego rozwiązania. Przełom nastąpił, gdy poznała Chrisa Kocha, przedsiębiorcę z doświadczeniem w budowaniu marek konsumenckich.

Koch, działający przez venture studio VO/D, obserwował składnik o nazwie clear whey protein isolate. To forma białka serwatkowego, która w przeciwieństwie do klasycznych odżywek nie daje kredowego posmaku ani ciężkiej, gęstej konsystencji. Rozpuszcza się w płynie znacznie czyściej, przez co może przypominać lekki napój, a nie proteinowy koktajl. Koch zauważył, że składnik zdobywa popularność w napojach dla dorosłych, ale nie jest szeroko wykorzystywany w produktach dla dzieci.

Jego pomysł był prosty: stworzyć sok dla dzieci, który będzie miał mniej cukru niż tradycyjne napoje i jednocześnie będzie dostarczał porcję białka. Gdy opowiedział o tym Ciarze, ta szybko uznała, że chce wejść do projektu jako współzałożycielka. I tak narodził się Frosh.

Luka w alejce z sokami

Na pierwszy rzut oka kategoria soków dla dzieci wygląda jak rynek bez miejsca na nowości. Półki są pełne kartoników, małych butelek, napojów owocowych i produktów z komunikacją skierowaną zarówno do dzieci, jak i rodziców. Właśnie dlatego wiele firm mogłoby uznać, że nie warto tam wchodzić.

Ciara i Koch zobaczyli jednak coś innego. Ich zdaniem na półce brakowało produktu, który łączyłby trzy elementy: smak akceptowany przez dzieci, skład akceptowany przez rodziców i dodatkową funkcję żywieniową.

Z jednej strony na rynku były popularne napoje dla dzieci w przystępnej cenie. Z drugiej istniały produkty białkowe, ale zwykle w formie shake’ów, które nie zawsze pasują do codziennego rytmu szkoły, lunchboxa czy przekąski po zajęciach.

Frosh miał wejść dokładnie w tę przestrzeń. Nie jako kolejny sok z ładnym opakowaniem, lecz jako produkt odpowiadający na konkretną sytuację: dziecko nie zjada białka, ale chętnie wypije coś smacznego. Koch podkreślał, że kluczowe jest połączenie „zgody mamy” z tym, czego naprawdę chcą dzieci. Bo dzieci, jak wie każdy rodzic, bardzo rzadko idą na kompromis w sprawie smaku.

Pierwszymi testerami były dzieci Ciary. I, jak przyznała sama artystka, ich opinie były bezpośrednie. To właśnie szczere reakcje dzieci doprowadziły do kilku zmian w recepturach. W przypadku produktów dla najmłodszych taki etap bywa ważniejszy niż klasyczne badanie marketingowe. Dzieci nie analizują obietnicy marki, tylko natychmiast odpowiadają: smakuje albo nie smakuje.

Sprawdź też: Cyfrowy szef sztabu i „warstwa obietnic”. Przedsiębiorcy wyciskają maksimum z Claude Cowork

Lunchbox jako pole walki o uwagę rodzica

Twórcy Frosh od początku myśleli nie tylko o samym produkcie, ale też o sytuacjach, w których pojawi się on w życiu rodziny. To lekcja ważna dla wielu marek CPG, czyli firm produkujących dobra szybkozbywalne. Sam dobry skład lub ciekawy pomysł nie wystarczy. Trzeba jeszcze wiedzieć, kiedy, gdzie i dlaczego konsument ma po produkt sięgnąć.

Ciara i Koch wskazali kilka takich okazji: urodziny, pizza party, wydarzenia sportowe, przekąski po szkole. Najmocniejszym punktem okazał się jednak „lunchbox dilemma”, czyli codzienny problem pudełka z jedzeniem do szkoły.

Rodzic wkłada do niego produkt białkowy, dziecko bierze kęs albo w ogóle go nie rusza, a jedzenie wraca do domu prawie nietknięte.

W tej sytuacji Frosh ma pełnić rolę praktycznego zabezpieczenia. Nawet jeśli dziecko nie zje wszystkiego, rodzic może mieć poczucie, że przynajmniej wypiło napój z białkiem. To sprytne pozycjonowanie, bo marka nie próbuje zastępować pełnego posiłku ani obiecywać rewolucji w diecie dziecka. Odpowiada raczej na bardzo konkretną frustrację: jak przemycić coś wartościowego w formie, którą dziecko zaakceptuje.

Istotna jest także strategia komunikacji. Frosh po wyprzedanej premierze w modelu direct-to-consumer trafił do sklepów Target w całych USA, a w promocję zaangażowano influencerów, w tym rodzinnych twórców z TikToka i setki mam obecnych w mediach społecznościowych. Sama Ciara dysponuje ogromnym zasięgiem, bo na Instagramie i TikToku obserwuje ją łącznie ponad 40 mln osób. Mimo to zauważyła, że najlepszymi ambasadorami produktu są dzieci.

Ich autentyczna reakcja działa mocniej niż perfekcyjna reklama.

Polski kontekst jest tu bardzo ciekawy. Nad Wisłą także rośnie zainteresowanie produktami funkcjonalnymi dla dzieci, ale rodzice coraz uważniej patrzą na cukier, skład i wiarygodność obietnic na opakowaniach. Lunchbox stał się osobną kategorią zakupową: ma być szybko, wygodnie, zdrowiej i bez codziennej walki z dzieckiem. Gdyby podobny produkt pojawił się w Polsce, musiałby jednak uważać na komunikację. Rodzice doceniliby praktyczne rozwiązanie, ale nie zaakceptowaliby przesadnych haseł sugerujących, że napój zastąpi zbilansowaną dietę.

Historia Frosh pokazuje, że dobry pomysł na markę często nie zaczyna się od wielkiej analizy rynku, lecz od irytującego, powtarzalnego problemu. Ciara nie wymyśliła potrzeby sztucznie. Zobaczyła ją przy własnym stole. A potem, wspólnie z partnerem biznesowym, przełożyła tę frustrację na produkt, który ma szansę wpisać się w codzienny rytm milionów rodzin.

Czytaj też: Kura czy jajko? Dlaczego startupy utknęły między danymi a kapitałem

REKLAMA