Klient jak fan, sklep jak festiwal. Marka SET pokazała, że otwarcie sklepu też można sprzedać

Klient jak fan, sklep jak festiwal. Marka SET pokazała, że otwarcie sklepu też można sprzedać Klient jak fan, sklep jak festiwal. Marka SET pokazała, że otwarcie sklepu też można sprzedać

Otwarcie sklepu nie musi być przecinaniem wstęgi, darmowym prosecco i kilkoma relacjami na Instagramie. Amerykańska marka SET zamieniła start pop-upu w Austin w biletowany karnawał, który wyprzedał się w jeden dzień, wygenerował 1,4 mln organicznych wyświetleń i pozwolił zrealizować miesięczny cel sprzedażowy w 48 godzin.

  • SET pobierał 12 dol. za udział w otwarciu sklepu, a mimo to bilety na wydarzenie wyprzedały się w jeden dzień
  • Marka potraktowała klientów jak społeczność fanów, a nie przypadkowy ruch w sklepie
  • Pop-up w Austin zrealizował miesięczny cel sprzedażowy już w pierwsze dwa dni działania
  • Przykład SET pokazuje, że dobrze zaprojektowane doświadczenie może być skuteczniejszą promocją niż rabaty i darmowe atrakcje
Thumbnail
Rozwijaj swoją markę osobistą. Dołącz do programu BGR Expert Network

Nie otwarcie sklepu, lecz wydarzenie, na którym trzeba być

Większość marek przy otwieraniu nowego sklepu myśli podobnie: trzeba przyciągnąć ludzi, zrobić trochę szumu w mediach społecznościowych, zaprosić influencerów i liczyć na to, że część odwiedzających coś kupi. SET, marka odzieży sportowej z Los Angeles, znana m.in. z tego, że noszą ją Hailey Bieber i Kylie Jenner, zrobiła coś innego. Przy okazji uruchomienia pop-upu przy South Congress w Austin zorganizowała biletowany Cowboy Carnival.

Nie był to symboliczny event z muzyką w tle i stolikiem z przekąskami. Marka postawiła na pełnowymiarowe doświadczenie: diabelski młyn, gry znane z amerykańskich festynów, smażone jedzenie, limitowaną kolekcję dostępną przed oficjalną premierą i atmosferę wydarzenia, które bardziej przypominało lokalny festiwal niż akcję sprzedażową. Bilet kosztował 12 dol., a liczba uczestników została ograniczona do 500 osób. Wszystkie miejsca sprzedały się w jeden dzień.

To drobny, ale ważny szczegół. SET nie rozdawał wejściówek, nie błagał klientów o uwagę i nie próbował zbudować frekwencji wyłącznie gratisami.

Przeciwnie. Marka poprosiła klientów, aby symbolicznie „kupili” udział w doświadczeniu. W zamian oferowała więcej niż standardową wizytę w sklepie. W cenie biletu był dostęp do wydarzenia, wcześniejsza możliwość zakupu specjalnej kolekcji oraz torba z upominkami, której wartość marka szacowała na ponad 50 dol.

Sprawdź też: Taylor Swift bierze ślub? Fani już wycenili zaproszenie na fortunę

Dlaczego opłata zadziałała lepiej niż darmowe wejście

Na pierwszy rzut oka pobieranie pieniędzy za udział w otwarciu sklepu może wydawać się ryzykowne. W świecie handlu detalicznego marki często zakładają, że trzeba maksymalnie obniżyć próg wejścia: darmowy event, darmowe próbki, rabaty i możliwie dużo przypadkowego ruchu. SET odwrócił tę logikę. Niska cena biletu nie była głównym źródłem przychodu, ale filtrem zaangażowania.

Klient, który kupuje bilet, nawet za niewielką kwotę, zachowuje się inaczej niż osoba, która przypadkiem przechodzi obok sklepu. Czuje, że bierze udział w czymś wybranym, ograniczonym i zaprojektowanym specjalnie dla niego. Zmienia się też kontekst zakupu. Bluza, legginsy czy koszulka nie są już tylko produktem na półce. Stają się pamiątką z wydarzenia, dowodem uczestnictwa, czymś podobnym do koszulki kupionej po koncercie.

To właśnie ta zmiana kontekstu okazała się najważniejsza. Otwarcie sklepu stało się doświadczeniem, a produkt — jego naturalnym przedłużeniem. Efekt? Pop-up SET w Austin zrealizował cały czerwcowy cel sprzedażowy już w ciągu pierwszych dwóch dni działania. W weekend otwarcia sklep odwiedziło ponad 1000 klientów. W mediach społecznościowych pojawiło się ponad 300 organicznych publikacji, które wygenerowały 1,4 mln wyświetleń, bez wydawania pieniędzy na płatną promocję.

Klienci chcą być częścią marki

Najciekawsze w tej historii nie jest to, że SET sprzedał bilety. Ważniejsze jest to, jak marka zdefiniowała rolę klienta. Nie potraktowała go jak anonimowego konsumenta, którego trzeba „skonwertować”. Potraktowała go jak fana, członka społeczności i współtwórcę zasięgu marki.

Założycielka i CEO SET Lindsey Carter tłumaczyła, że celem było przyciągnięcie osób naprawdę zaangażowanych w markę i odtworzenie w świecie fizycznym lojalności, którą firma widzi w swojej społeczności cyfrowej. Uczestnicy mieli poczuć, że biorą udział w czymś podobnym do wydarzenia influencerskiego, ale przygotowanego nie dla celebrytów, tylko dla klientów.

To podejście coraz lepiej odpowiada temu, jak działają współczesne marki DTC, czyli te sprzedające bezpośrednio do konsumenta. Ich siłą nie jest wyłącznie produkt, ale relacja, estetyka, język komunikacji i poczucie przynależności. Klient nie tylko kupuje legginsy czy top. Kupuje styl życia. Symbol uczestnictwa. Możliwość pokazania: „byłem tam”.

Warto przy tym dodać, że wydarzenie nie było tanie. Według Carter produkcja Cowboy Carnival kosztowała około pół miliona dolarów, a przy organizacji pracowało ponad 100 osób. Sama marka przyznała, że na evencie straciła pieniądze. Ale bezpośredni zysk nie był celem. Celem było zbudowanie społeczności, wejście do nowego miasta z mocnym komunikatem i stworzenie wspomnień, które klienci sami poniosą dalej.

Czytaj też: Marketing, który znika, kosztuje więcej niż reklama

Lekcja nie tylko dla dużych marek

W Polsce wiele otwarć sklepów, showroomów czy pop-upów nadal opiera się na przewidywalnym schemacie: zaproszenie mediów, kilku twórców internetowych, rabat na start i krótka relacja w social mediach. Przykład SET pokazuje, że nawet lokalne marki modowe, kosmetyczne, sportowe czy lifestyle’owe mogą myśleć szerzej. Nie zawsze trzeba budować diabelski młyn. Czasem wystarczy limitowana kolekcja, płatne warsztaty, zamknięty wieczór dla społeczności albo doświadczenie, którego nie da się kupić później online.

Klient nie musi być wyłącznie odbiorcą promocji. Może być jej głównym bohaterem. Gdy marka daje mu powód, by poczuł się wyróżniony, rośnie szansa, że nie tylko kupi produkt, ale też opowie o nim innym.

SET pokazał, że „zbuduj sklep, a ludzie przyjdą” nie zawsze działa. Ale „zbuduj społeczność, spraw, by poczuła się wyjątkowo, a ludzie przyjdą i przyprowadzą uwagę innych” brzmi już jak strategia, która w handlu detalicznym może mieć coraz większe znaczenie.

REKLAMA