Odmówił OpenAI. Teraz pół miliona osób czeka na jego aplikację

Odmówił OpenAI niemal miliona dolarów. Teraz pół miliona osób czeka na jego aplikację Odmówił OpenAI niemal miliona dolarów. Teraz pół miliona osób czeka na jego aplikację

Div Garg mógł wybrać stabilność, prestiż i niemal milion dolarów rocznie od OpenAI. Nie chciał jednak pracować na etacie. Zamiast tego postawił na własny startup AGI Inc., który chce zbudować asystenta AI działającego bezpośrednio na smartfonie. Historia brzmi jak kolejna opowieść z Doliny Krzemowej, ale dobrze pokazuje większy trend: wyścig o agentów AI, którzy nie tylko odpowiadają na pytania, lecz wykonują za nas codzienne zadania.

  • Div Garg odrzucił ofertę pracy od OpenAI i rozwija własną firmę AGI Inc.
  • Startup buduje głosowego agenta AI, który ma obsługiwać aplikacje w telefonie zamiast użytkownika
  • Na listę oczekujących zapisało się ok. 500 tys. osób w trzy miesiące
  • Rosnące koszty infrastruktury AI mogą przełożyć się na droższe subskrypcje, choć AI działające na urządzeniu może ten efekt częściowo ograniczyć
Thumbnail
Rozwijaj swoją markę osobistą. Dołącz do programu BGR Expert Network

Div Garg, były doktorant Stanforda i założyciel AGI Inc., stanął przed wyborem, który dla wielu osób byłby czysto teoretyczny: przyjąć niemal milionową ofertę pracy od OpenAI albo zaryzykować i budować własną firmę. Wybrał drugą opcję. Jak mówi w rozmowie z Entrepreneur, nie chciał być „trybikiem w maszynie”, lecz tworzyć produkt od podstaw i samodzielnie decydować, jakie problemy warto rozwiązywać.

Jego firma AGI Inc. pracuje nad agentem AI działającym na telefonie. Nie chodzi o kolejnego chatbota, który odpowiada na pytania, lecz o asystenta zdolnego do wykonywania czynności w aplikacjach: zamówienia Ubera, rezerwacji wizyty u dentysty, odpisania na e-mail, zamówienia kawy czy obsługi kalendarza. Garg opisuje to jako „Siri, które naprawdę działa” — ale ambicja jest większa.

Telefon przyszłości ma być mniej oparty na aplikacjach, a bardziej na konwersacjach. Użytkownik mówi, czego chce, a agent wykonuje zadanie.

To ważna zmiana w myśleniu o AI. Pierwsza fala generatywnej sztucznej inteligencji była oparta głównie na rozmowie: wpisujemy prompt, dostajemy odpowiedź. Druga fala to agenci, czyli systemy, które potrafią planować i działać w naszym imieniu. W praktyce oznacza to przejście od „napisz mi treść e-maila” do „odpowiedz na te trzy wiadomości, uwzględnij mój kalendarz i zaproponuj termin spotkania”.

AGI Inc. twierdzi, że zainteresowanie produktem jest ogromne. Według relacji Garga lista oczekujących wzrosła do ok. 500 tys. osób w trzy miesiące, a wcześniej produkt miał 160 tys. zapisów. Firma pozyskała pierwsze finansowanie w wysokości 8 mln dol. w rundzie pre-seed/seed w czerwcu 2025 r., a obecnie ma prowadzić rozmowy o kolejnej rundzie. Forbes informował wcześniej, że AGI Inc. prowadziła rozmowy o pozyskaniu 50 mln dolarów przy wycenie 500 mln dolarów.

Pomysł ma jednak poważne ograniczenia. Agent, który działa na telefonie, dotyka najbardziej wrażliwych obszarów cyfrowego życia: wiadomości, zakupów, bankowości, dokumentów, kont firmowych.

Sam Garg przyznaje, że wcześniejsze wersje systemu radziły sobie dobrze z krótszymi zadaniami, ale przy dłuższych procesach, liczących setki lub tysiące kroków, pojawiały się błędy. Użytkownicy mieli zgłaszać przypadki problemów z kontami AWS czy oprogramowaniem. To pokazuje, że agent AI może być imponujący na demonstracji, ale w codziennym życiu musi być przede wszystkim niezawodny.

Sprawdź też: Zielona rewolucja na polskim rynku energii. Qair inwestuje 80 mln euro

Telefon, który pracuje za nas

Szczególnie ryzykowna jest automatyzacja finansów. Jeśli AI ma dostęp do aplikacji bankowej, portfela krypto czy panelu płatności, pojedynczy błąd może oznaczać stratę pieniędzy. Do tego dochodzi ryzyko ataków: ktoś może próbować nakłonić agenta do wykonania niepożądanej operacji, np. przelewu lub zakupu. Dlatego przyszłość takich rozwiązań będzie zależeć nie tylko od jakości modeli, ale też od zabezpieczeń, zgód użytkownika i jasnych granic tego, co agent może zrobić samodzielnie.

Historia Garga wpisuje się też w szerszy problem rynku. Kto zapłaci za coraz bardziej zaawansowane AI? Modele odpowiadające na pytania są kosztowne, ale agenci mogą być jeszcze drożsi, bo działają dłużej, wykonują wiele kroków, korzystają z narzędzi i często wymagają niskich opóźnień. Reuters podawał, że OpenAI planuje ogromne wydatki na moc obliczeniową do 2030 r., a koszty inferencji, czyli uruchamiania modeli dla użytkowników, miały w 2025 r. znacząco wzrosnąć.

Presja kosztowa jest widoczna także poza OpenAI. Według doniesień TechRadar Alibaba Cloud podnosiło ceny części usług nawet o 34%, wskazując m.in. na rosnące koszty sprzętu i popyt związany z AI. Z kolei Reuters informował, że w Chinach ceny serwerów z układami Nvidii B300 osiągały około 1 mln dolarów, niemal dwa razy więcej niż w USA, głównie z powodu ograniczeń eksportowych i niedoborów.

Czy to oznacza, że narzędzia AI zdrożeją? Najbardziej prawdopodobny scenariusz to nie jedna wielka podwyżka dla wszystkich, lecz koniec iluzji „nielimitowanego AI” w jednej taniej subskrypcji. Użytkownicy mogą częściej widzieć limity, rozliczenia za użycie, droższe plany dla funkcji agentowych i oddzielne pakiety dla zadań wymagających dużej mocy obliczeniowej. Najtańsze modele i proste chatboty mogą tanieć, ale najbardziej zaawansowane funkcje — długie analizy, kodowanie, agenci wykonujący wiele operacji — mogą być wyceniane osobno.

Tu właśnie pojawia się znaczenie strategii AGI Inc. Firma podkreśla, że chce rozwijać AI działające lokalnie, na urządzeniu użytkownika. Oficjalna strona AGI Inc. opisuje misję jako budowę prywatnych, godnych zaufania agentów działających lokalnie na urządzeniach. Jeśli część zadań będzie wykonywana na telefonie, a nie w chmurze, koszt krańcowy obsługi użytkownika może spaść. To może pomóc utrzymać ceny pod kontrolą i jednocześnie zwiększyć prywatność. Ale najbardziej zaawansowane zadania nadal prawdopodobnie będą wymagały chmury.

Odmowa pracy w OpenAI jest więc tylko najbardziej medialnym elementem tej historii.

Ważniejsze pytanie brzmi: czy AI przejdzie z okna czatu do roli operatora naszego cyfrowego życia?

Jeśli tak, stawką nie będzie już tylko wygoda, lecz zaufanie, bezpieczeństwo i cena dostępu do coraz bardziej autonomicznych narzędzi. Garg postawił na to, że użytkownicy są gotowi na osobistego „superasystenta”. Pół miliona zapisów sugeruje, że rynek chce przynajmniej sprawdzić, czy taka obietnica może wreszcie działać.

Czytaj też: Miliarder kontra pustynia informacyjna. David Hoffmann chce ocalić prasę lokalną

REKLAMA