Snap od lat szuka biznesu, który pozwoli mu uniezależnić się od reklam i rywalizacji z TikTokiem oraz Instagramem. Evan Spiegel uważa, że odpowiedzią mogą być inteligentne okulary rozszerzonej rzeczywistości. Problem w tym, że nowe Specs kosztują 2195 dol., firma nigdy nie zakończyła roku zyskiem, a nawet sam szef przyznaje, że produkt masowy może powstać dopiero pod koniec dekady.
- Snap szykuje na 16 września premierę okularów Specs kosztujących 2195 dol., które mają być jednym z najważniejszych projektów firmy
- Evan Spiegel wierzy, że inteligentne okulary mogą z czasem zastąpić smartfony jako podstawowy sposób korzystania z cyfrowych usług
- Strategia budzi wątpliwości, ponieważ Snap traci użytkowników w Ameryce Północnej, pozostaje nierentowny i mierzy się z presją inwestorów
- Meta równolegle rozwija znacznie tańsze inteligentne okulary, których ceny zaczynają się od 299 dol.
Evan Spiegel od lat przekonuje, że przyszłość komputerów nie musi należeć do urządzeń, które wyjmujemy z kieszeni i trzymamy przed twarzą. Założyciel i CEO Snapa widzi ją raczej w okularach, które nakładają cyfrową warstwę bezpośrednio na otaczający nas świat. Teraz ta wizja zostanie poddana wyjątkowo trudnemu testowi.
Zapisz się na newsletter BGR. Otrzymuj najlepsze informacje i porady, a także zaproszenia na eventy.
Klikając „Zapisz mnie”, potwierdzasz, że przeczytałeś i zgadzasz się z naszą Polityką prywatności.
16 września Snap ma oficjalnie pokazać Specs – okulary rozszerzonej rzeczywistości kosztujące 2195 dol. To produkt wielokrotnie droższy od popularnej elektroniki konsumenckiej i zarazem jeden z najbardziej ryzykownych zakładów w historii firmy.
Już pierwszy publiczny pokaz pokazał, jak trudno będzie przekonać konsumentów. Kiedy Spiegel pojawił się w czerwcu w wywiadzie CNBC w nowych okularach, w mediach społecznościowych szybko pojawiły się komentarze wyśmiewające ich wygląd. Porównywano je m.in. do okularów 3D z kina IMAX. Dla szefa Snapa estetyka urządzenia jest jednak tylko jednym z etapów znacznie dłuższej gry.
Snapchat zarabia, ale inwestorzy chcą czegoś więcej
Snap znajduje się dziś w skomplikowanym położeniu. Z jednej strony firma podaje, że w ostatnim kwartale jej przychody zwiększyły się o 19 proc. rok do roku, a liczba aktywnych użytkowników miesięcznie zbliża się do miliarda. Z drugiej strony spółka istniejąca od 15 lat nigdy nie zakończyła roku zyskiem.
Jej akcje od początku roku straciły ponad 30 proc., a w ciągu ostatnich trzech lat Snapchat stracił 9 mln aktywnych użytkowników dziennie w Ameryce Północnej.
Podstawowym źródłem pieniędzy pozostaje reklama. Problem polega na tym, że właśnie tutaj Snap musi rywalizować z gigantami dysponującymi większą skalą i zasobami – przede wszystkim TikTokiem i Instagramem należącym do Meta Platforms.
Firma próbowała przebudowywać podstawową aplikację, aby lepiej odpowiadała na popularność krótkich pionowych materiałów wideo. Testowano projekty o roboczych nazwach takich jak Simple Snapchat, Broccoli czy Tab Swap. Wyniki nie były jednak jednoznaczne, a większe zmiany mogły zagrozić jednej z najbardziej dochodowych powierzchni reklamowych w aplikacji.
Spiegel coraz mocniej spoglądał więc poza samego Snapchata. W jego wizji ekran telefonu jest rozwiązaniem przejściowym. Inteligentne okulary mają pozwalać człowiekowi korzystać z cyfrowych informacji, nie odcinając go jednocześnie od fizycznego otoczenia. CEO Snapa opowiadał m.in. o swoich dzieciach wykorzystujących Specs do zabawy w laser tag, poznawania dinozaurów czy budowania z wirtualnych klocków.
500 pracowników pracuje nad zakładem Spiegela
Skala zaangażowania firmy pokazuje, że nie jest to eksperyment prowadzony przez niewielki zespół. Według źródeł około 500 pracowników zostało przypisanych do utworzonej na potrzeby Specs jednostki. Dla porównania pod koniec 2025 r. Snap zatrudniał 5261 osób.
Oznacza to, że niemal co dziesiąty pracownik przedsiębiorstwa może być zaangażowany w projekt, który jeszcze przez lata nie musi istotnie wpływać na przychody.
Nie wszystkim inwestorom się to podoba. Irenic Capital Management, posiadający wówczas około 2,5 proc. udziałów, sugerował Spiegelowi ograniczenie kosztów i zamknięcie Specs, gdyby przedsięwzięcie nie było w stanie samodzielnie się utrzymać. Kilka tygodni później Snap zwolnił około 1000 osób, czyli mniej więcej 16 proc. pracowników. Specs pozostało jednak priorytetem.
W ciągu ostatnich 18 miesięcy z firmy odeszli również m.in. dyrektor finansowy, główny prawnik, szef komunikacji, chief creative officer oraz wysoki rangą menedżer odpowiedzialny za rozszerzoną rzeczywistość.
Mimo problemów Snap nie ogranicza ambicji. Firma zatrudniła gwiazdy do promocji produktu, a w kampanii pojawili się m.in. koszykarz Jimmy Butler, raper Jack Harlow i modelka Kaia Gerber. Spiegel chciał także, aby marka Specs wyglądała bardziej dojrzale i luksusowo niż Snapchat. Charakterystyczny żółty kolor firmy zastąpiła więc srebrno-czarno-biała stylistyka.
Za 2195 dol. Snap musi sprzedać przede wszystkim przyszłość
Największym problemem Specs może okazać się cena. 2195 dol. sprawia, że trudno traktować obecny produkt jako urządzenie dla masowego odbiorcy. Sam Spiegel przyznał inwestorom, że nie spodziewa się szerokiej popularyzacji Specs przed końcem dekady. Do tego czasu okulary muszą stać się tańsze i lżejsze.
Konkurencja również nie zamierza czekać. Meta w czerwcu zaprezentowała nowe inteligentne okulary kosztujące od 299 dol. Andrew Bosworth, dyrektor technologiczny firmy, pozwolił sobie nawet na uszczypliwość sugerującą, że Meta może uczyć się na reakcjach użytkowników na cięższe i mniej wygodne rozwiązania konkurencji.
To pokazuje fundamentalne ryzyko strategii Snapa. Firma nie tylko próbuje stworzyć zupełnie nową kategorię produktu. Musi zrobić to szybciej albo lepiej niż przedsiębiorstwa mające znacznie większe zasoby finansowe.
Jednocześnie Specs dają Spiegelowi szansę na coś, czego sam Snapchat prawdopodobnie już nie zapewni – możliwość zdefiniowania kolejnej platformy technologicznej, zamiast nieustannego ścigania TikToka i Instagrama.
Z polskiej perspektywy strategia Snapa może wydawać się szczególnie odległa od rynku masowego. Przy cenie 2195 dol. urządzenie kosztowałoby równowartość wielu tysięcy złotych jeszcze przed uwzględnieniem lokalnych podatków i marż. Dla większości konsumentów w Polsce inteligentne okulary pozostają dziś raczej ciekawostką niż zamiennikiem smartfona. Jednocześnie właśnie dlatego warto obserwować tę kategorię — podobnie zaczynały smartwatche czy pierwsze gogle VR, których wcześniejsze generacje testowały rozwiązania trafiające później do znacznie tańszych urządzeń.
Premiera w Beverly Hills będzie więc czymś więcej niż prezentacją kolejnego gadżetu. Snap próbuje odpowiedzieć na pytanie, czy firma kojarzona przede wszystkim z aplikacją dla młodych ludzi może stać się producentem sprzętu definiującego sposób korzystania z internetu.
Analitycy zwracają uwagę, że w krótkim terminie Specs raczej nie staną się istotnym motorem wzrostu. Ramon Llamas z IDC ocenia jednak, że Snap przez lata przejmował firmy i technologie potrzebne do budowy własnych okularów, dlatego zakład nie jest przypadkowy. Teraz pozostaje najtrudniejsza część. Jak zauważa analityk, Snap musi znaleźć ludzi gotowych zapłacić około 2200 dol. za sztukę. To właśnie oni zdecydują, czy wieloletnia obsesja Evana Spiegela była spojrzeniem kilka lat w przyszłość, czy jednym z najdroższych technologicznych eksperymentów Snapa.
Sprawdź też: AI wychodzi z piaskownicy. Cyberataki osiągają nowy poziom
