Raport „Wiem, że to manipulacja, ale i tak się denerwuję. Polacy w epoce dezinformacji” pokazuje paradoks: gdy badacze proszą o weryfikację informacji, większość radzi sobie dobrze, ale w codziennym życiu i tak wybiera algorytmiczne, rozrywkowe treści z mediów społecznościowych. Autorzy sprawdzili też, kto jest bardziej podatny na przekłamane narracje o klimacie i energii oraz jak dezinformacja prowadzi do „wypalenia informacyjnego”.
- Uczestnicy badania umieli sprawdzać fakty, ale na co dzień rzadko sięgali po rzetelne źródła i tkwili głównie w social mediach
- Młode osoby i kobiety częściej zmieniały zdanie po kontakcie z materiałami zawierającymi przekłamania dotyczące polityk klimatycznych
- Badacze zidentyfikowali „wypalenie informacyjne” jako efekt nadmiaru bodźców i manipulacji, który wypycha umiarkowanych z debaty
- Weryfikacja przeciętnego tekstu może zająć około minuty, ale potrzebne są też wiarygodne instytucje i media oraz ramy dla platform
„Wiem, że to manipulacja, ale i tak się denerwuję” — ten komentarz jednej z uczestniczek stał się tytułem raportu przygotowanego przez naukowców z Uniwersytetu Warszawskiego i Fundacji Pole Dialogu. Publikacja skupia się na dezinformacji dotyczącej szczególnie klimatu i energii i próbuje odpowiedzieć na pytanie, dlaczego fake newsy i przekłamane narracje rozchodzą się tak skutecznie, nawet wtedy, gdy odbiorcy deklarują świadomość manipulacji.
Badacze sięgnęli po pogłębione wywiady z 14 osobami, wybranymi spośród ponad 1300 respondentów wcześniejszego badania ilościowego. Uczestnicy przez kilka tygodni prowadzili dziennik swojej aktywności medialnej, a na koniec omawiali ją z badaczami i — pod ich okiem — weryfikowali prawdziwość pokazanych im materiałów. W warunkach eksperymentu poradzili sobie z tym zadaniem dobrze: szukali potwierdzeń w mediach, które uznawali za rzetelne. Problem polegał na tym, że w normalnym rytmie dnia niemal w ogóle po nie nie sięgali. Ich informacyjna dieta była w praktyce zdominowana przez serwisy społecznościowe, co jedna z osób podsumowała wprost: „sociale to bzdury, ale tam wszystko jest”.
W raporcie mocno wybrzmiewa, że barierą nie jest brak świadomości, lecz brak determinacji i praktycznych nawyków. Jak tłumaczy współautorka raportu, kluczowa jest rutyna, a nie okazjonalny zryw do „fact-checkingu”.


— Osobom, z którymi rozmawialiśmy, z jednej strony brakowało determinacji, by każdą informację napotkaną w internecie weryfikować z takim samym zapałem, a z drugiej – „zdrowych” nawyków, które ułatwiłyby im to zadanie. Przykładowo porównywanie informacji z różnych źródeł jest świetnym rozwiązaniem, gdy chcemy zagłębić się w jakiś temat, ale w codziennej, rytualnej „prasówce” lepiej sprawdziłyby się dwa naprawdę rzetelne media – nie dwadzieścia obejrzanych do połowy rolek, które przypisał nam algorytm. Potrzebujemy edukacji medialnej, ale idącej głębiej i bardziej praktycznie niż to się wcześniej wydawało — mówi Anna Pruszyńska, współautorka raportu.
Czytaj też: Cyberbezpieczeństwo jako ciągłość działania
Młodzi i kobiety. Proklimatyczni, a jednak bardziej wrażliwi
Jedno z bardziej zaskakujących ustaleń dotyczy grup, które często uchodzą za naturalnych sojuszników ochrony klimatu. Analiza eksperymentu oraz wcześniejszego badania ilościowego wskazała, że osoby młode i kobiety są jednocześnie najbardziej wrażliwe na manipulację w sieci w obszarze klimatu i energii. To właśnie wśród nich częściej dochodziło do zmiany zdania na temat polityk klimatycznych po lekturze materiałów zawierających przekłamania.
Autorzy raportu nie sprowadzają tego do prostego braku wiedzy, tylko do sposobu konsumpcji treści oraz etapu kształtowania opinii. W raporcie wybrzmiewa też rola krótkich formatów i algorytmów, które premiują emocje i uproszczenia.
— Młodsze osoby spędzają więcej czasu w mediach społecznościowych i łatwiej dotrzeć do nich przez dominujące tam krótkie formaty treści. Jednocześnie w naturalny sposób są to ludzie o mniej ugruntowanych poglądach niż przedstawiciele starszych pokoleń, często wręcz deklarujące się jako „apolityczne”. Łatwiej im zmienić zdanie, kiedy nie są do niego mocno przywiązani. Ta prawidłowość tłumaczy też różnice w podatności na dezinformację między płciami. Kobiety są z reguły bardziej otwarte na nowe idee w porównaniu do mężczyzn, co w zetknięciu ze zmanipulowanym przekazami okazywało się dla nich zgubne — zauważa Anna Pruszyńska.
Wypalenie informacyjne i minuta, która robi różnicę
Raport zwraca uwagę na jeszcze jeden mechanizm, jakim jest zmęczenie i zobojętnienie wywołane stałym kontaktem z manipulacją. Jeden z uczestników badania jakościowego opisał to bez ogródek: „Od roku nie śledzę już wiadomości. Tych bodźców jest po prostu za dużo”.
Badacze nazywają to wypaleniem informacyjnym — stanem, w którym spada motywacja do dochodzenia, co jest prawdą, a co fałszem, a wraz z nią maleje gotowość do udziału w debacie. Skutkiem może być wycofanie się osób o umiarkowanych poglądach i pozostawienie przestrzeni publicznej tym, którzy komunikują się najgłośniej i najbardziej radykalnie.
Autorzy raportu podkreślają jednocześnie, że dojście do prawdy często nie jest tak trudne, jak się wydaje.
Wskazują „czerwone flagi”, które mają alarmować przy czytaniu nowych treści, i zaznaczają, że zweryfikowanie przeciętnego artykułu znalezionego przez wyszukiwarkę zwykle zajmuje nie więcej niż 60 sekund. Ta „minuta na sprawdzenie” nie rozwiąże jednak problemu systemowo, jeśli cała odpowiedzialność zostanie zrzucona na użytkowników.
Raport wprost mówi o roli instytucji publicznych, jakościowych mediów oraz konieczności wyznaczania zasad działania platform. Jak podsumowuje główny autor raportu: — 15 minut z gazetą czy rzetelnym portalem internetowym zostawi nam w głowie mniej informacyjnego chaosu niż obejrzenie w tym czasie kilkudziesięciu tiktoków. Ale nie można też wszystkiego sprowadzać do indywidualnego dbania o higienę cyfrową. To odpowiedzialność zarówno zagranicznych platform, jak i naszych instytucji, które powinny wyznaczać im ramy działania, żebyśmy chcąc wieczorem sprawdzić, co u znajomych, nie zostawali za każdym razem zasypywani dezinformacją o energii, klimacie czy migracji — podsumowuje Przemysław Sadura, główny autor raportu.
Raport „Wiem, że to manipulacja, ale i tak się denerwuję – Polacy w epoce dezinformacji” jest dostępny bezpłatnie do pobrania na stronie poledialogu.org.pl.
Sprawdź też: Cyberbezpieczeństwo zaczyna się w skrzynce odbiorczej
