Bogaci żyją na kredyt i nie oddają fiskusowi ani grosza. Tak to robią

Kredyt pod zastaw portfela pozwala pożyczyć gotówkę bez sprzedaży aktywów, więc nie realizujesz zysku i nie płacisz 19% podatku Belki. Tak robią bogaci / Fot. GaudiLab, Shutterstock Kredyt pod zastaw portfela pozwala pożyczyć gotówkę bez sprzedaży aktywów, więc nie realizujesz zysku i nie płacisz 19% podatku Belki. Tak robią bogaci / Fot. GaudiLab, Shutterstock
Kredyt pod zastaw portfela pozwala pożyczyć gotówkę bez sprzedaży aktywów, więc nie realizujesz zysku i nie płacisz 19% podatku Belki. Tak robią bogaci / Fot. GaudiLab, Shutterstock

Weźmy taki przykład: masz 5 mln zł w akcjach, które rosną średnio po 10% rocznie. Potrzebujesz 2 mln — na kolejną inwestycję, na dom, na płynność w firmie. Odruchowy ruch to sprzedaż piątej części portfela. Tyle że wtedy fiskus zabiera 19% od zysku, a ty na stałe wypisujesz sprzedane aktywa z gry o procent składany. Jest jednak inna droga, którą od dekad chodzą zamożni inwestorzy na całym świecie.

  • Kredyt pod zastaw portfela pozwala pożyczyć gotówkę bez sprzedaży aktywów, więc nie realizujesz zysku i nie płacisz 19% podatku Belki
  • Jeśli portfel zarabia więcej, niż wynosi oprocentowanie długu, dodatnia różnica sprawia, że kredyt z perspektywy czasu „spłaca się sam”
  • Polskie banki — m.in. PKO BP, Alior czy mBank Private Banking — oferują takie finansowanie, zwykle na 50–100% wartości zastawionych papierów
  • Cała konstrukcja stoi na jednym założeniu: że rynek nie spadnie zbyt mocno, bo przecena aktywów może uruchomić wezwanie do uzupełnienia zabezpieczenia

Ta droga brzmi: nie sprzedawać niczego, tylko zastawić. Portfel dalej pracuje, gotówka ląduje na koncie, a kredyt — jeśli rachunek się spina — z każdym rokiem robi się coraz tańszy. Brzmi jak księgowa sztuczka? To zwykły produkt bankowy. Ma tylko jeden haczyk, o którym rzadko mówi się głośno.

Jak to działa? Zamiast sprzedawać akcje, przenosisz je do roli zabezpieczenia. Bank ustanawia zastaw na rachunku maklerskim i udziela kredytu do określonego procentu wartości portfela — tzw. LTV. Dla płynnych, dużych spółek bywa to nawet 70–100% wyceny, dla bardziej zmiennych walorów raczej 50%. Przy portfelu 5 mln zł pożyczka 2 mln zł mieści się więc w zdrowym, konserwatywnym przedziale. Papiery przez cały czas są twoje — pobierasz dywidendy, korzystasz ze wzrostów, a formalnie jedynie nie możesz ich swobodnie sprzedać, dopóki dług nie zostanie spłacony.

Kluczowe jest to, czego nie robisz: nie klikasz „sprzedaj”. A skoro nie ma sprzedaży, nie ma zrealizowanego zysku — i nie ma podstawy do naliczenia podatku Belki. Fiskus opodatkowuje bowiem dochód zrealizowany, nie zaś papierowy wzrost wartości portfela.

Dlaczego to się opłaca — prosta matematyka

Na lipiec 2026 r. stopa referencyjna NBP wynosi 3,75%, a WIBOR 3M ok. 3,9%. Klient private bankingu z solidnym zabezpieczeniem może liczyć na oprocentowanie rzędu 5,5–6,5% rocznie. Zestawmy to z portfelem pracującym na 10%.

Gdybyś sprzedał 2 mln zł aktywów, żeby uwolnić gotówkę, oddałbyś fiskusowi 19% od tej części zysku, a sprzedane papiery przestałyby generować wspomniane 10% rocznie. Podwójna strata: raz na podatku, raz na utraconym procencie składanym.

Bierzesz zamiast tego kredyt. Portfel dalej rośnie o ok. 500 tys. zł rocznie (10% z 5 mln). Odsetki od 2 mln zł to około 110–130 tys. zł rocznie. Różnica pracuje na twoją korzyść.

Aktywa zarabiają wyraźnie więcej, niż kosztuje dług. Nie tylko nie tracisz — twój majątek netto dalej rośnie, mimo że jednocześnie dysponujesz świeżą gotówką.

Policzmy bilans na czysto. W wariancie „biorę kredyt” masz: +500 tys. zł ze wzrostu portfela, −120 tys. zł na odsetkach, do tego 2 mln zł gotówki w ręku. Netto majątek rośnie o ok. 380 tys. zł rocznie. W wariancie „sprzedaję akcje” tracisz na starcie kilkadziesiąt tysięcy złotych na podatku Belki i zdejmujesz z rynku 2 mln zł, które przestają pracować. Po kilku latach różnica między tymi scenariuszami idzie już w setki tysięcy złotych — i to jest właśnie źródło przewagi, a nie żadna finansowa magia.

Czytaj też: Konta Trumpa dla dzieci już działają. 1000 dolarów na start to tylko część historii

Efekt „darmowego” kredytu

Tu wchodzi magia procentu składanego. Twój dług jest w miarę stały (2 mln zł plus odsetki), a baza aktywów rośnie wykładniczo. Po dekadzie portfel przy 10% rocznie podwaja się do ok. 13 mln zł, podczas gdy pożyczone 2 mln zł to wciąż te same 2 mln zł. Relatywny ciężar kredytu topnieje z roku na rok, aż w stosunku do rosnącego majątku niemal znika.

Stąd branżowe określenie tej strategii: buy, borrow, die — kupuj, pożyczaj pod zastaw, nigdy nie sprzedawaj. Zamożni traktują tak zbudowany portfel jak prywatny bank, z którego czerpią płynność, nie naruszając swojego kapitału.

Haczyk, o którym trzeba wiedzieć

Teraz uczciwa część, bo bez niej cały obraz jest zwodniczy. „Darmowy” to skrót myślowy, nie fakt. Ta strategia to lewar — a lewar działa w obie strony.

Po pierwsze, wezwanie do uzupełnienia zabezpieczenia (margin call). Jeśli portfel mocno spadnie, wartość zastawu może zejść poniżej wymaganego progu. Bank zażąda wtedy dopłaty gotówki albo — w najgorszym scenariuszu — sam sprzeda część papierów, i to w najgorszym możliwym momencie, na dnie bessy. Konserwatywne LTV (jak 2 mln z 5 mln) to twój bufor bezpieczeństwa. Im bliżej maksymalnego lewara, tym cieńszy lód.

Po drugie, 10% to średnia, a nie gwarancja. Rynek potrafi dać zarówno +30%, jak i −30% w jednym roku. Odsetki od kredytu trzeba natomiast płacić zawsze, niezależnie od tego, czy portfel akurat rośnie, czy spada.

Po trzecie, oprocentowanie bywa zmienne. Dziś WIBOR sprzyja, ale przy wyższych stopach koszt długu może zbliżyć się do zwrotu z portfela i całą przewagę zjeść. Trzeba mieć to na uwadze.

Dla kogo jest to rozwiązanie

To narzędzie dla osób z dużym, zdywersyfikowanym i płynnym portfelem, które rozumieją ryzyko lewara i nie pożyczają pod korek. Przy rozsądnym LTV, zdrowej dywersyfikacji i chłodnej głowie kredyt pod zastaw portfela potrafi być jednym z najtańszych źródeł kapitału na rynku — legalną furtką podatkową i sposobem, by pieniądz pracował na dwóch frontach naraz. Pod warunkiem, że traktujesz słowo „darmowy” jako metaforę, a nie obietnicę.

Sprawdź też: Złoto przestało błyszczeć? Inwestorzy pytają, czy rekordowa hossa właśnie się skończyła

REKLAMA