Litr Pb98 znów kosztuje ponad 8 zł, a diesel przebił 7,80 zł. To nie kaprys stacji, lecz suma kilku mechanizmów, z których część zależy od wojny 3000 km od Polski, a część od decyzji podejmowanych w Warszawie. Wyjaśniamy, co musiałoby się stać, żeby tankowanie znów zrobiło się tańsze — i dlaczego droga benzyna po cichu podnosi ceny w całym twoim koszyku zakupowym.
- Prawie połowa ceny paliwa to podatki i opłaty. Gdyby usunąć akcyzę, VAT i opłaty publiczne, litr benzyny mógłby kosztować około 3 zł, a diesla ok. 3,50 zł
- Lipcowy skok cen ma dwie przyczyny naraz: wygaśnięcie rządowego programu CPN (powrót VAT z 8% do 23%) oraz odbicie cen ropy po nowej eskalacji konfliktu USA–Iran
- Żeby paliwo staniało, musi zbiec się kilka rzeczy: spadek notowań ropy Brent, mocniejszy złoty wobec dolara, spokój w cieśninie Ormuz i/lub decyzja polityczna o obniżce podatków
- Drogie paliwo napędza inflację — transport towaru jest wliczony w cenę niemal wszystkiego, co kupujesz, od pieczywa po usługi kurierskie
Cena, którą widzisz przy dystrybutorze, to suma pięciu warstw. W przypadku benzyny 95 koszt zakupu ropy i jej przerobu w rafinerii to 44% ceny, akcyza stanowi 24%, VAT 19%, marża detaliczna 8%, opłata paliwowa 3%, a opłata emisyjna 1%. Przy dieslu udział samego surowca jest jeszcze wyższy — sięga ponad połowy ceny.
Zapisz się na newsletter BGR. Otrzymuj najlepsze informacje i porady, a także zaproszenia na eventy.
Klikając „Zapisz mnie”, potwierdzasz, że przeczytałeś i zgadzasz się z naszą Polityką prywatności.
Kluczowa jest tu jedna różnica. Akcyza ma charakter kwotowy i jest określona ustawowo, natomiast VAT naliczany jest procentowo od całej ceny paliwa. Oznacza to, że wraz ze wzrostem ceny litra paliwa rośnie także kwota podatku VAT pobieranego przez państwo. Innymi słowy, im drożej na rynku, tym więcej państwo dopisuje na górze. To mechanizm, który przy drogiej ropie działa jak wzmacniacz.
Skala obciążeń jest zauważalna. Gdyby z ceny paliwa usunąć wszystkie podatki i opłaty publiczne, litr benzyny mógłby kosztować około 3 zł, a oleju napędowego mniej więcej 3,50 zł.
Dlaczego akurat teraz jest tak drogo
Dwa zdarzenia nałożyły się na siebie w ciągu kilku tygodni.
Po pierwsze — koniec osłony podatkowej. Rządowy pakiet CPN („Ceny Paliwa Niżej”) obniżał VAT na paliwa z 23% do 8% i ustalał ceny maksymalne. Program zakończył się 30 czerwca 2026 r. Wraz z jego wygaszeniem stawka VAT na paliwa wróciła z 8 do 23%, a właściciele stacji ponownie mogą samodzielnie ustalać ceny. Efekt był natychmiastowy. Operatorzy i właściciele stacji „z automatu” dostosowali ceny detaliczne do wyższego opodatkowania i podnieśli je o 80–90 groszy na litrze.
Po drugie — ropa. Po okresie spadków notowania znów wystrzeliły. W połowie lipca na detalicznym rynku paliw doszło do skokowego wzrostu cen, w reakcji na eskalację konfliktu i wznowienie amerykańsko-irańskich działań militarnych. W szczytowym momencie baryłka Brent była wyceniana po ok. 79 dol., rosnąc o ponad 4% w reakcji na kolejną falę nalotów USA na cele w Iranie. Rynek boi się jednego konkretnego miejsca — cieśniny Ormuz, przez którą płynie ropa z Zatoki Perskiej. Gdy tranzyt spada, ceny rosną z obawy o dostawy.
Sprawdź też: Ta firma wyprzedziła gigantów. Z bankruta stała się królem pamięci dla sztucznej inteligencji
Cztery dźwignie, które musiałyby zadziałać
Żeby zobaczyć niższe liczby na pylonie, potrzeba ruchu przynajmniej jednej z tych czterech dźwigni — a najlepiej kilku naraz:
1. Tańsza ropa. To najsilniejszy czynnik. Trwały spokój na Bliskim Wschodzie i odblokowanie dostaw z regionu zbiłyby notowania. Międzynarodowa Agencja Energetyczna oceniła, że przywrócenie dostaw ropy z Bliskiego Wschodu doprowadziłoby do nadwyżki surowca na światowych rynkach w czwartym kwartale 2026 r. Nadwyżka oznacza presję na spadek cen.
2. Mocniejszy złoty. Ropa rozliczana jest w dolarach, więc kurs waluty działa jak drugi, ukryty regulator ceny. Każde osłabienie złotego względem dolara automatycznie przekłada się na wyższe koszty importu — nawet jeśli na giełdach cena surowca pozostaje bez zmian. Silniejszy złoty potrafi więc obniżyć cenę na stacji bez żadnej zmiany na rynku ropy.
3. Decyzja polityczna o podatkach. To dźwignia krajowa i najszybsza w działaniu. Do Sejmu trafił już projekt czasowego powrotu do niższych stawek. Zakłada on obniżkę VAT na benzynę, olej napędowy, biokomponenty i LPG z 23 do 8% do 30 września 2026 r. Rząd jednak waha się ze względu na koszt — sam CPN uszczuplił wpływy budżetowe o ok. 4,7 mld zł. Minister energii Miłosz Motyka sygnalizuje ostrożność. Rząd jest gotowy powrócić do działań osłonowych w przypadku radykalnej eskalacji na Bliskim Wschodzie, ale należy dążyć do rynkowo najniższych cen paliw.
4. Szybsza reakcja koncernów. Ceny na stacjach rosną błyskawicznie, a spadają z opóźnieniem. Zwraca na to uwagę sam resort energii — minister Motyka ocenił, że koncerny bardzo szybko przenoszą wzrost cen ropy na kierowców, ale dużo wolniej obniżają ceny na stacjach, gdy notowania surowca spadają.
Dlaczego to nie jest problem tylko kierowców
Tu zaczyna się część istotna dla przedsiębiorców i — pośrednio — dla każdego konsumenta. Paliwo to koszt transportu, a transport jest wliczony w cenę praktycznie każdego towaru na półce. Gdy diesel drożeje, rosną koszty przewozu żywności, materiałów budowlanych, przesyłek kurierskich czy dostaw do sklepów. Firmy przenoszą te koszty na ceny końcowe — dlatego drogie paliwo z opóźnieniem podbija ceny w całej gospodarce.
Ten efekt jest policzalny. Ekonomiści Erste Bank Polska oszacowali, że wycofanie pakietu CPN może zwiększyć wskaźnik inflacji o 0,8 pkt proc. w lipcu, do ok. 3% rocznie. Dla firmy z flotą pojazdów stawka jest jeszcze bardziej dotkliwa. Przy dużych przebiegach miesięczna oszczędność na jednym aucie dostawczym potrafiła przekroczyć 400–500 zł w czasie obowiązywania niższych podatków. Odwrotnie: ich zniknięcie to wyraźny wzrost kosztów operacyjnych.
Co z tego wynika w praktyce
Cena paliwa to wypadkowa czynników globalnych (ropa, dolar, geopolityka) i krajowych (podatki, marże). Kierowca nie ma wpływu na żaden z nich, ale rozumienie mechanizmu pomaga czytać prognozy bez paniki — spadek Brent czy umocnienie złotego to sygnały, że tańsze paliwo jest bliżej. Przedsiębiorca może pójść krok dalej: śledzenie notowań hurtowych i planowanie tankowania flot z wyprzedzeniem ogranicza koszty, bo większość firm reaguje na zmiany cen z opóźnieniem — kiedy cena na stacji rośnie, jest już za późno na optymalizację.
Benzyna potanieje wtedy, gdy uspokoi się Bliski Wschód, umocni złoty albo Sejm zdecyduje się ponownie sięgnąć po obniżkę podatków.
Czytaj też: Nie musisz być szefem, by inni cię słuchali. 4 sposoby na większy wpływ w pracy
