Nie musisz być szefem, by inni cię słuchali. 4 sposoby na większy wpływ w pracy

Im bardziej złożona firma, tym mniej spraw da się załatwić prostym poleceniem służbowym / Fot. Mat. prasowe Im bardziej złożona firma, tym mniej spraw da się załatwić prostym poleceniem służbowym / Fot. Mat. prasowe
Im bardziej złożona firma, tym mniej spraw da się załatwić prostym poleceniem służbowym / Fot. Mat. prasowe

Stanowisko daje prawo do wydawania poleceń, ale nie gwarantuje, że inni naprawdę zaangażują się w twoje pomysły. W pracy coraz częściej wygrywają osoby, które budują zaufanie, porządkują chaos i łączą interesy zespołów. Taki wpływ można rozwijać przed awansem.

  • Wpływ w firmie powstaje przede wszystkim dzięki relacjom, wiarygodności i umiejętności rozwiązywania problemów
  • Dobry lider nie gromadzi wszystkich decyzji, lecz oddaje je osobom mającym największą wiedzę
  • Pierwsze tygodnie projektu warto poświęcić na poznanie interesariuszy, ich celów i faktycznych praw decyzyjnych
  • W niejasnych projektach międzydziałowych przewagę zyskuje ten, kto tworzy wspólny plan, role i rytm współpracy

Przez dwie dekady Jissan Cherian, obecnie szef marketingu w firmie PetIQ, pełnił dwanaście ról korporacyjnych o coraz większej odpowiedzialności. Część dawała mu formalną władzę, inne nie. Z czasem zauważył jednak, że dla skuteczności nie miało to decydującego znaczenia. Najważniejsze projekty i tak wymagały współpracy z zespołami, które mu nie podlegały, oraz zgody menedżerów znajdujących się wyżej w strukturze organizacji.

To doświadczenie dobrze opisuje dzisiejsze biznesy. Im bardziej złożona firma, tym mniej spraw da się załatwić prostym poleceniem służbowym. Wdrożenie nowego produktu, zmiana procesu, projekt technologiczny czy kampania marketingowa wymagają udziału specjalistów z wielu obszarów. Nawet dyrektor może odpowiadać za wynik, nie mając pełnej kontroli nad ludźmi, budżetem ani ostatecznymi decyzjami.

Relacje są ważniejsze niż ranga

1. Pierwszym sposobem budowania wpływu jest tworzenie relacji opartych na pomocy. Ludzie chętniej wspierają osoby, które rozumieją ich problemy, dotrzymują ustaleń i nie próbują wygrywać każdej rozmowy. Wpływ nie polega zatem na tym, by zawsze postawić na swoim. Czasem bardziej opłaca się ustąpić w krótkoterminowej decyzji, jeżeli dzięki temu powstanie lepsza współpraca na kolejne miesiące.

2. Drugi element to samoświadomość. Jednym z najczęstszych błędów osób „zachowujących się jak lider” jest zatrzymywanie wszystkich praw decyzyjnych tylko dlatego, że są najwyżej w hierarchii projektu. Tymczasem dobra decyzja powinna należeć do osoby posiadającej najlepszą wiedzę, a niekoniecznie najwyższe stanowisko. Lider, który potrafi powiedzieć „nie mam jeszcze wystarczających danych”, zaprosić eksperta do rozmowy i poprosić o wyjaśnienie, nie traci autorytetu. Pokazuje raczej, że zależy mu na wyniku, a nie na statusie.

3. Trzecia zasada brzmi: zanim zaczniesz udowadniać swoją wartość, najpierw poznaj teren. W dużym projekcie pierwsze tygodnie warto poświęcić na rozmowy z interesariuszami. Trzeba zrozumieć, jak przedsięwzięcie wpłynie na ich działy, czego się obawiają, jakie mają priorytety i kto faktycznie podejmuje ostateczne decyzje. Pozwala to wcześnie zauważyć obszary zgodności oraz miejsca, gdzie dojrzewa konflikt.

Taki etap rozpoznania często wygląda mniej efektownie niż szybkie prezentowanie gotowych rozwiązań, ale właśnie on buduje wiarygodność.

Osoba, która najpierw słucha, rzadziej proponuje działania nierealne, nieuwzględniające ograniczeń prawnych, technologicznych czy budżetowych. Dzięki temu jej późniejsze rekomendacje są traktowane poważniej.

Sprawdź też: Koniec kurczowego trzymania się etatu. Połowa pracowników szykuje zmianę pracy

Kto porządkuje chaos, ten zaczyna przewodzić

4. Czwarty sposób budowania wpływu polega na tworzeniu jasności tam, gdzie role i odpowiedzialność są rozmyte. Projekty międzydziałowe rzadko zaczynają się od idealnego planu. Częściej kilka osób uważa, że odpowiada za ten sam obszar, a inne zadania nie mają właściciela. W takiej sytuacji liderem staje się ten, kto organizuje wspólny warsztat, ustala kamienie milowe, zbiera przedstawicieli wszystkich zespołów i doprowadza do uzgodnienia praw decyzyjnych.

Weźmy taki przykład. Menedżerka odpowiadała za uruchomienie nowej marki i przygotowanie opisu produktu oraz instrukcji na opakowaniu. Musiała współpracować z zespołami medycznym, prawnym i regulacyjnym, choć żaden z nich jej nie podlegał. Zamiast forsować marketingowe oczekiwania, przez połowę tygodnia pracowała fizycznie blisko tych specjalistów. Obecność sprawiła, że włączano ją w rozmowy na korytarzu, lepiej rozumiała ich sposób myślenia i mogła wcześniej wyjaśniać potrzeby klientów.

Efektem nie było zwycięstwo jednego działu, lecz rozwiązanie spełniające wymagania formalne i jednocześnie pozostawiające marketingowi przestrzeń do komunikacji. To ważna lekcja: wpływ rośnie, gdy wchodzimy w świat innych zespołów, poznajemy ich ograniczenia i pomagamy znaleźć wspólne wyjście.

W wielu krajowych firmach struktury pozostają silnie hierarchiczne, ale codzienna praca coraz częściej odbywa się projektowo, między działami, spółkami i zewnętrznymi dostawcami. Menedżer może więc mieć formalny tytuł, a mimo to niewielką sprawczość. Specjalista bez zespołu może zaś stać się kluczową osobą, jeśli umie łączyć ludzi, tłumaczyć interesy i konsekwentnie dowozić ustalenia.

Awans jest w stanie zwiększyć zakres odpowiedzialności, ale nie tworzy automatycznie zaufania. To buduje się wcześniej przez ciekawość, elastyczność, oddawanie decyzji ekspertom i porządkowanie współpracy. Gdy inni widzą, że ktoś rozumie ich perspektywę i pomaga osiągnąć wspólny cel, zaczynają wspierać jego pomysły nie dlatego, że muszą, ale dlatego, że uznają je za wiarygodne.

Czytaj też: Programowanie nie ma już znaczenia. Szef Nvidii mówi, czego firmy powinny szukać u kandydatów

REKLAMA