Inflacja wraca. Banki centralne znów sięgają po podwyżki stóp

Presja cenowa ponownie rośnie Presja cenowa ponownie rośnie
Presja cenowa ponownie rośnie

Jeszcze niedawno wydawało się, że wielka fala inflacji została opanowana bez wywołania głębokiej recesji. Teraz ten scenariusz zaczyna się komplikować. Presja cenowa ponownie rośnie, energia drożeje, a banki centralne coraz częściej uznają, że lepiej zareagować za wcześnie niż po raz drugi zostać w tyle za inflacją.

  • Inflacja w krajach rozwiniętych przestała konsekwentnie zbliżać się do celu 2 proc. i w części gospodarek ponownie przyspiesza
  • Najmocniej drożeje energia, ale niepokojący jest także wzrost inflacji bazowej i cen usług
  • Kolejne banki centralne podnoszą stopy procentowe, a inwestorzy liczą się z dalszym zacieśnianiem polityki pieniężnej
  • Dla Polski oznacza to większą ostrożność RPP, zwłaszcza że sierpniowa inflacja CPI wzrosła do 3,4 proc. rok do roku

W latach 2022-2023 banki centralne próbowały sprowadzić inflację z bardzo wysokich poziomów bez doprowadzenia gospodarek do recesji. W kilku krajach ten plan był bliski powodzenia — inflacja spadała, a rynki zaczęły wyceniać obniżki stóp.

Teraz obraz znów się zmienia. 2 września bank centralny Nowej Zelandii podniósł stopy, Australia zrobiła to już trzy razy w tym roku, Bank Japonii w czerwcu, a Korea Południowa w lipcu i sierpniu. Rynek oczekuje też bardziej restrykcyjnego nastawienia Europejskiego Banku Centralnego i bierze pod uwagę powrót do podwyżek w USA.

Powód jest prosty. Inflacja w rozwiniętych gospodarkach przestała konsekwentnie zmierzać w stronę celu 2 proc. W strefie euro roczna inflacja HICP wyniosła według szybkiego szacunku 3,3 proc. w sierpniu, w porównaniu do 2,9 proc. w lipcu, a energia drożała o 14,3 proc. rok do roku. Nawet Szwajcaria notuje inflację najwyższą od dwóch lat.

Konflikt na Bliskim Wschodzie podbił ceny ropy i gazu. W Europie gaz jest ponad dwukrotnie droższy niż przed wojną z Iranem, a popyt może wzrosnąć wraz z uzupełnianiem magazynów przed zimą. W USA galon benzyny kosztuje już nieco ponad 4 dol., podczas gdy na początku roku było to mniej niż 3 dol.

Czytaj też: Volkswagen tnie 50 tys. etatów. To może być początek końca niemieckiego modelu przemysłowego

Problemem nie jest już tylko ropa i gaz

Gdyby wzrost inflacji wynikał wyłącznie z energii, banki centralne mogłyby próbować go przeczekać. Podnoszenie stóp nie zwiększy podaży ropy ani nie zakończy konfliktu geopolitycznego. Problem polega jednak na tym, że presja cenowa zaczyna być szersza.

Według szacunków „The Economist” przeciętna inflacja bazowa w bogatych krajach wzrosła z 2,7 proc. na początku 2026 r. do 2,9 proc. obecnie. Jeszcze bardziej niepokoją ceny usług, które w większym stopniu zależą od wynagrodzeń i kosztów pracy niż od surowców. W dwóch trzecich z analizowanych 23 rozwiniętych gospodarek inflacja usług przyspiesza.

Dzieje się tak mimo spowalniającego tempa wzrostu płac w wielu krajach. Jednym z wyjaśnień jest słabsza produktywność usług, przez co firmy trudniej kompensują rosnące koszty bez podnoszenia cen.

Na razie bankierzy centralni mają jednak jeden powód do umiarkowanego spokoju: oczekiwania inflacyjne nie wymknęły się spod kontroli. Rynkowe miary oczekiwanej inflacji nie wzrosły wyraźnie w ostatnich tygodniach, a badania EBC wskazują nawet, że konsumenci spodziewają się niższej inflacji w kolejnym roku niż jeszcze kilka miesięcy temu. To ważne, bo właśnie utrwalenie przekonania o stale szybko rosnących cenach mogłoby uruchomić spiralę płacowo-cenową.

Polska też nie może uznać walki za zakończoną

Polska znajduje się dziś w niewygodnym punkcie. Według szybkiego szacunku GUS inflacja CPI w sierpniu wyniosła 3,4 proc. rok do roku oraz 0,4 proc. miesiąc do miesiąca. To wyraźnie mniej niż podczas szczytu kryzysu kosztów życia, ale zarazem sygnał, że trwały powrót inflacji w okolice celu NBP nie jest przesądzony.

Dla RPP znaczenie ma też sytuacja za granicą. Polska importuje surowce energetyczne, więc wzrost cen ropy i gazu przenosi się na koszty transportu, produkcji i ogrzewania. Wyższa inflacja w strefie euro oznacza też presję kosztową u głównych partnerów handlowych Polski. Wrześniowe posiedzenie RPP zostało przesunięte na 8-9 września, więc decyzja o stopach zapadnie właśnie w czasie ponownego przyspieszenia cen.

Najważniejsza zmiana dotyczy jednak nastawienia banków centralnych. Po doświadczeniach z lat 2021-2022 decydenci nie chcą ponownie usłyszeć, że reagowali zbyt późno. Coraz częściej pojawia się argument, że podwyżka wykonana nieco za wcześnie jest mniejszym błędem niż czekanie, aż wzrost cen energii przełoży się na płace, usługi i oczekiwania gospodarstw domowych.

Dlatego obecna fala podwyżek może być dopiero początkiem nowego cyklu zacieśniania. UBS ocenia, że do krajów już podnoszących stopy mogą dołączyć m.in. Szwecja, a nawet Szwajcaria. Jeśli presja inflacyjna utrzyma się dłużej, podobne decyzje będą musiały rozważyć także banki centralne, które jeszcze niedawno planowały cięcia.

„Miękkie lądowanie” nie zniknęło całkowicie, ale stało się trudniejsze. Banki centralne znów stoją przed tym samym wyborem, czyli ryzykować słabszy wzrost gospodarczy albo dopuścić do ponownego zakorzenienia się inflacji. Po lekcji sprzed kilku lat coraz więcej z nich wybiera pierwszą opcję.

Sprawdź też: Szybkość już nie wystarcza. Firmy, które chcą tworzyć innowacje, muszą nauczyć się odporności

REKLAMA