Volkswagen tnie 50 tys. etatów. To może być początek końca niemieckiego modelu przemysłowego

Volkswagen dostał przyzwolenie na restrukturyzację, której jeszcze niedawno nie był w stanie przeprowadzić Volkswagen dostał przyzwolenie na restrukturyzację, której jeszcze niedawno nie był w stanie przeprowadzić
Volkswagen dostał przyzwolenie na restrukturyzację, której jeszcze niedawno nie był w stanie przeprowadzić

Volkswagen zawarł z przedstawicielami pracowników porozumienie, które otwiera drogę do kolejnych 50 tys. redukcji etatów i możliwego zamknięcia części fabryk w Niemczech. Dla zarządu to przełom po latach blokad. Dla niemieckiego modelu współdecydowania pracowników o losach firm może to być jednak moment znacznie bardziej symboliczny niż kolejny plan oszczędnościowy.

  • Volkswagen uzgodnił plan zakładający redukcję kolejnych 50 tys. miejsc pracy
  • Porozumienie może otworzyć drogę do zamknięcia lub zmiany przeznaczenia czterech niemieckich zakładów
  • Zarząd wymusił kompromis, sugerując możliwość ominięcia rady nadzorczej i odwołania się do akcjonariuszy
  • Stawką jest nie tylko rentowność VW, ale też przyszłość niemieckiego modelu współdecydowania

Na pierwszy rzut oka porozumienie z 3 września wygląda jak klasyczny przykład niemieckiego Mitbestimmung, czyli współdecydowania pracowników o strategicznych decyzjach firmy. W praktyce może być sygnałem, że dotychczasowy model zaczyna się wyczerpywać.

W Volkswagenie przedstawiciele pracowników zajmują połowę z 20 miejsc w radzie nadzorczej. Dodatkowo Dolna Saksonia, mająca 20 proc. praw głosu, może blokować część decyzji. Przez lata zarówno politycy, jak i związki zawodowe konsekwentnie bronili niemieckich miejsc pracy.

Dziś ten interes coraz mocniej zderza się jednak z oczekiwaniami inwestorów. Koszty produkcji w Niemczech są wysokie, a Volkswagen od lat mierzy się z nadmiarem mocy produkcyjnych. Od 2019 r. roczna sprzedaż grupy spadła o około 2 mln samochodów, do blisko 9 mln w 2025 r. Równocześnie w Chinach i Europie szybko rośnie presja ze strony producentów z Państwa Środka.

Herbert Diess, poprzedni szef firmy i poprzednik Olivera Blume, miał mocniej skonfrontować się ze związkami i ciąć koszty, ale nie przeprowadził głębokiej zmiany. Tymczasem Blume doprowadził do porozumienia uznawanego wcześniej przez część analityków za niemal niemożliwe.

Cztery fabryki i mniej modeli

„Future Plan 2030” przewiduje redukcję kolejnych 50 tys. miejsc pracy ponad podobną skalę cięć uzgodnioną już w 2024 r. Plan otwiera też możliwość zamknięcia czterech niemieckich fabryk w latach 2031–2034 albo znalezienia dla nich innego zastosowania. Roczne moce produkcyjne grupy mają spaść o około 500 tys. samochodów.

Volkswagen ma również uprościć ofertę modelową, ograniczyć inwestycje oraz mocniej zmniejszyć budżet badań i rozwoju. Zarząd chce zbliżyć się do 9-proc. marży operacyjnej w 2030 r., podczas gdy dziś wynosi ona mniej niż 4 proc.

Najbardziej niezwykły jest sposób, w jaki zarząd zdobył zgodę. Kierownictwo miało rozważać pominięcie rady nadzorczej i skierowanie sprawy bezpośrednio do akcjonariuszy. W Volkswagenie byłaby to opcja niemal „atomowa”, uderzająca w fundament współdecydowania. Sam fakt, że taki scenariusz pojawił się na stole, osłabił pozycję negocjacyjną związków.

Rynek odebrał porozumienie pozytywnie. Po jego ogłoszeniu akcje VW wyraźnie zyskały, co pokazało, że inwestorzy czekali na dowód, iż firma jest zdolna do decyzji wcześniej uznawanych za politycznie niewykonalne.

Czytaj też: AI podtrzymuje światową gospodarkę. Problem w tym, że coraz więcej zależy od jednego boomu

Najtrudniejsze dopiero przed Volkswagenem

Cięcia kosztów nie rozwiązują jednak problemu konkurencyjności. Volkswagen wciąż ma opóźnienia w oprogramowaniu i architekturze pojazdów definiowanych programowo. Własne projekty informatyczne nie przyniosły oczekiwanych efektów, dlatego grupa korzysta dziś z technologii partnerów, m.in. Riviana i chińskiego Xpenga.

Szczególnie trudna pozostaje sytuacja w Chinach. Auta zelektryfikowane stanowią tam około trzech piątych rynku, podczas gdy EV odpowiadają tylko za niewielką część biznesu VW w tym kraju. Chińscy producenci szybciej wprowadzają modele, mają niższe koszty i lepiej łączą samochód z oprogramowaniem.

Nie wiadomo też, jak trwałe okaże się porozumienie ze stroną pracowniczą. Szefowa rady zakładowej Daniela Cavallo już zaznaczyła, że związkowcy nie uznają żadnej fabryki za straconą. To ważne, bo w grudniu 2024 r. Volkswagen wycofał się z planu zamknięcia trzech niemieckich zakładów po protestach pracowników.

Polska również powinna uważnie obserwować ten proces. Niemiecka motoryzacja jest ważnym odbiorcą dla polskich producentów części, komponentów, usług inżynieryjnych i logistyki, więc ograniczanie produkcji za Odrą może odbić się także na krajowych dostawcach. Jednocześnie sam Volkswagen rozwija działalność w Polsce. Volkswagen Poznań zatrudnia około 9 tys. osób, a zakład we Wrześni jest rozbudowywany pod przyszłą produkcję elektrycznego Craftera. To sugeruje, że restrukturyzacja nie musi oznaczać odwrotu od Europy Środkowej, lecz raczej przesuwanie inwestycji tam, gdzie koszty i produktywność są bardziej konkurencyjne.

Porozumienie daje Oliverowi Blume przede wszystkim czas. Jeśli wykorzysta go na uproszczenie grupy, poprawę technologii i odbudowę pozycji w Chinach, dzisiejszy konflikt może zostać zapamiętany jako początek odrodzenia Volkswagena. Jeśli nie, redukcja 50 tys. etatów okaże się jedynie bolesnym odroczeniem większego problemu. Jedno już się jednak zmieniło. Zarząd pokazał, że nawet w najbardziej chronionym niemieckim koncernie można podważyć dotychczasowe granice współdecydowania.

Sprawdź też: Wyścig po szczepionki na raka dopiero się zaczyna. Najwięcej zarobią dostawcy „kilofów i łopat”

REKLAMA