Napoje z elektrolitami coraz częściej obiecują nie tylko nawodnienie po treningu, lecz także lepsze samopoczucie w pracy, podróży czy w upalny dzień. Problem w tym, że dla większości zdrowych osób najlepszym wyborem nadal pozostaje zwykła woda, a składniki mineralne najłatwiej uzupełnić normalną dietą.
- Elektrolity są niezbędne dla pracy mięśni, układu nerwowego i utrzymania tzw. równowagi wodnej
- Dodatkowe elektrolity mają sens głównie przy intensywnym wysiłku, dużym poceniu się, biegunce, wymiotach lub odwodnieniu
- Zdrowa, mało aktywna osoba zwykle nie potrzebuje codziennych napojów elektrolitowych
- W Polsce napoje funkcjonalne wychodzą poza sport, dlatego warto uważniej czytać etykiety
Historia elektrolitów jako produktu masowego zaczęła się od sportu. W 1965 r. naukowcy z University of Florida przygotowali dla futbolistów mieszankę wody, cukru i soli. Tak powstał Gatorade, napój dla zawodników trenujących w wysokiej temperaturze i tracących z potem dużo płynów oraz składników mineralnych. Dziś podobna idea została przeniesiona do marketingu codzienności: elektrolity mają towarzyszyć nam w pracy, w aucie i podczas zwykłego dnia bez większego wysiłku.
Same elektrolity nie są oczywiście modą. To jony takich pierwiastków jak sód, potas, wapń czy magnez. Uczestniczą w przewodzeniu impulsów nerwowych, kurczliwości mięśni i gospodarce wodnej. Gdy ich poziom mocno spada, mogą pojawić się osłabienie, senność, bóle mięśni, zawroty głowy czy zaburzenia rytmu serca. Narodowe Centrum Edukacji Żywieniowej przypomina jednak, że przy niewielkich stratach płynów wystarczają woda mineralna, soki oraz produkty bogate w składniki mineralne, a po specjalne płyny nawadniające warto sięgać głównie przy większej utracie wody i elektrolitów.
Kiedy więc elektrolity mają sens? Przede wszystkim wtedy, gdy organizm traci dużo płynów: podczas długiego treningu, pracy fizycznej w upale, zawodów wytrzymałościowych, gorączki, biegunki albo wymiotów.
Napoje izotoniczne zawierają wodę, elektrolity i zwykle 4-8% cukrów, co może pomagać w szybszym uzupełnianiu płynów oraz energii podczas aktywności fizycznej. Sanepid podkreśla jednak, że należy stosować je z umiarem i świadomością składu, aby nie dostarczać sobie nadmiaru cukru i kalorii.
Osobną kategorią są doustne płyny nawadniające dostępne w aptekach. To nie to samo, co kolorowy napój „sportowy” z lodówki w sklepie. Mają określony skład, zawierają elektrolity i glukozę, a ich zadaniem jest uzupełnianie strat płynów wynikających zwłaszcza z biegunki lub wymiotów. WHO wskazuje, że odwodnienie przy biegunce można leczyć doustnie za pomocą roztworu glukozy i elektrolitów, o ile nie są to najcięższe przypadki wymagające pomocy medycznej.
Sprawdź też: Harvard: jedna prosta zmiana podnosi poziom szczęścia
Profilaktyka, czy jednak nie?
Dla przeciętnego konsumenta główne pytanie brzmi jednak inaczej: czy elektrolity trzeba pić profilaktycznie, „na lepsze nawodnienie”? Tu nauka jest mniej entuzjastyczna niż reklama. Osoba zdrowa, która nie trenuje intensywnie i nie choruje, zwykle dostarcza potrzebne elektrolity z jedzenia. Potas znajdziemy m.in. w warzywach, owocach, ziemniakach, orzechach i nasionach. Wapń w produktach mlecznych oraz zielonych warzywach liściastych, a magnez w produktach pełnoziarnistych, strączkach, kakao i orzechach. Z sodem problem jest odwrotny: w typowej diecie często mamy go za dużo.
To ważne także z polskiej perspektywy. Rynek napojów funkcjonalnych w Polsce przestaje być niszą dla sportowców.
Według danych przywoływanych przez Newserię, 35% Polaków kupiło w ostatnim roku napoje izotoniczne i nawadniające co najmniej raz, a 72% korzysta lub planuje korzystać z napojów funkcjonalnych. NielsenIQ szacuje natomiast, że energetyki i izotoniki są w Polsce kategorią wartą łącznie 4,2 mld zł.
Producenci trafili więc w dobry moment: moda na siłownię, bieganie i suplementację sprawia, że elektrolity brzmią jak prosty sposób na lepsze funkcjonowanie. Ale czym innym jest napój dla osoby biegnącej półmaraton w upale, czym innym apteczny płyn nawadniający przy ostrej biegunce, a czym innym popijanie słodzonego napoju z elektrolitami przez cały dzień przy biurku.
Elektrolity są potrzebne, ale nie zawsze potrzebny jest produkt z elektrolitami. W większości dni wystarczy woda, regularne posiłki i dieta oparta na warzywach, owocach, produktach pełnoziarnistych, nabiale, orzechach i strączkach. Dodatkowe elektrolity warto traktować jak narzędzie do konkretnych sytuacji, a nie obowiązkowy element zdrowego stylu życia. Reklama może sugerować, że lepsze nawodnienie zaczyna się od kolorowej butelki. Organizm większości z nas odpowiada prościej: najpierw woda, potem dieta, a dopiero na końcu suplement.
Czytaj też: Sen to nie strata czasu. To inwestycja w jakość twojego przywództwa
