Elektryki miały przejąć rynek. Tymczasem bogaci kierowcy wybierają hybrydy za miliony

Audi stawia na supersamochód za około 700 tys. dol. Audi stawia na supersamochód za około 700 tys. dol.
Audi stawia na supersamochód za około 700 tys. dol.

Samochody elektryczne pozostają kierunkiem, w którym zmierza motoryzacja, ale najbogatsi klienci niekoniecznie chcą przyspieszać tę zmianę. Audi stawia więc na supersamochód za około 700 tys. dol., który łączy silnik V8 z trzema jednostkami elektrycznymi. Nuvolari pokazuje, dlaczego w najwyższym segmencie rynku hybrydy mogą dziś być znacznie bardziej atrakcyjne niż auta całkowicie elektryczne.

  • Audi przygotowało supersamochód Nuvolari z silnikiem V8 i trzema motorami elektrycznymi, rozwijający 987 KM
  • Hybrydy odpowiadały już za około 14 proc. sprzedaży nowych samochodów w USA, podczas gdy w 2020 r. było to mniej niż 3 proc.
  • W segmencie supersamochodów producenci obserwują, że zamożni klienci nadal oczekują dźwięku, emocji i charakteru jednostki spalinowej
  • Audi zamierza wyprodukować zaledwie 499 egzemplarzy Nuvolari, a przyjmowanie depozytów ma ruszyć na początku 2027 r.

Audi potrzebowało zaledwie 405 dni, aby przejść od pomysłu do gotowego supersamochodu. W świecie motoryzacji, gdzie rozwój nowej konstrukcji trwa często wiele lat, takie tempo jest czymś wyjątkowym. Gernot Döllner, prezes Audi, nie ukrywa, że projekt Nuvolari został potraktowany priorytetowo. Gdy w marcu ubiegłego roku zobaczył pierwszą koncepcję auta, uznał, że może ona trafić dokładnie w oczekiwania klientów, których marka chciałaby ponownie do siebie przyciągnąć.

Efektem jest samochód kosztujący około 700 tys. dol., wyposażony w silnik V8 i trzy silniki elektryczne. Łącznie układ rozwija 987 KM. Auto ma przyspieszać do 60 mil (100 km) na godz. w około 2,5 sekundy i osiągać maksymalnie 217 mil na godz., czyli około 349 km/h.

Co jednak najważniejsze, Nuvolari nie jest samochodem całkowicie elektrycznym. I nie jest to przypadek.

Im droższy samochód, tym ważniejszy silnik spalinowy

— Hybrydy przeżywają obecnie gwałtowny wzrost popularności — zauważa Erin Keating, analityczka Cox Automotive.

Dane pokazują skalę tej zmiany. W Stanach Zjednoczonych hybrydy odpowiadały w ubiegłym roku za około 14 proc. sprzedaży nowych samochodów. Jeszcze w 2020 r. udział ten wynosił mniej niż 3 proc. W Europie hybrydy stanowią około 10 proc. nowych rejestracji, w porównaniu do 7 proc. rok wcześniej. Prognozy zakładają, że w 2030 r. nawet 40 proc. światowej produkcji samochodów może przypadać na modele hybrydowe.

Ich popularność wynika częściowo z bardzo praktycznych powodów. Samochód hybrydowy ogranicza problemy związane z zasięgiem, dostępnością ładowarek czy koniecznością planowania dłuższej podróży wokół infrastruktury energetycznej.

W przypadku klientów kupujących supersamochody działa jednak jeszcze inny mechanizm. Tutaj nie chodzi tylko o przemieszczanie się.

— Im wyższy segment, tym bardziej entuzjasta nadal kocha silnik spalinowy — tłumaczy Döllner.

Według prezesa Audi silnik spalinowy zapewnia kierowcy analogowe doświadczenie podobne do tego, które sprawia, że zamożni konsumenci nadal kupują mechaniczne zegarki. Samochód nie jest wtedy wyłącznie środkiem transportu. Liczą się dźwięk, wibracje, mechanika i świadomość obcowania ze skomplikowaną maszyną.

Auto elektryczne może być szybsze i bardziej efektywne, ale dla części klientów staje się produktem użytkowym. Tymczasem supersamochód ma przede wszystkim wywoływać emocje.

Dlatego na rynku pojawiają się kolejne ekstremalnie drogie hybrydy: Ferrari F80, Bugatti Tourbillon, Lamborghini Revuelto i Temerario, McLaren Artura czy Porsche 911 GTS.

Sprawdź też: BYD traci przewagę. Baterie nie wystarczą, gdy samochód staje się komputerem

Hybryda daje bogatym klientom „najlepsze z dwóch światów”

Połączenie napędu elektrycznego i spalinowego pozwala producentom zachować charakterystyczne cechy supersamochodu, a jednocześnie wykorzystać zalety elektryfikacji.

Silnik spalinowy daje dźwięk, charakter i mechaniczne doznania. Jednostki elektryczne zapewniają natychmiastowy moment obrotowy i pomagają samochodowi płynniej reagować przy niższych prędkościach.

— Jedną z rzeczy, których ludzie obecnie poszukują, jest autentyczność — mówi Rebecca Lindland, szefowa działu doradztwa motoryzacyjnego w HarrisX. Jej zdaniem hybryda, mimo obecności napędu elektrycznego, jest odbierana jako konstrukcja pozostająca bliżej tradycyjnego doświadczenia związanego z samochodem spalinowym.

Dobrym przykładem jest Bugatti Tourbillon kosztujący około 4,1 mln dol. Gdy samochód pokazano w 2024 r., niektórzy klienci mieli wątpliwości dotyczące trwałości baterii i sensu stosowania układu hybrydowego w hypercarze.

Prezes Bugatti Rimac Mate Rimac przekonywał klientów, że bateria będzie objęta dziesięcioletnią gwarancją, a nawet rozważa gwarancję dożywotnią. Argumenty zadziałały. Poprzedni Bugatti Chiron potrzebował około sześciu lat, aby znaleźć nabywców na całą produkcję. Tourbillon został wyprzedany jeszcze przed oficjalną premierą.

Oczywiście hybrydy mają również wady. Dodatkowy układ elektryczny zwiększa masę i skomplikowanie konstrukcji, a samochód nadal emituje spaliny. Z punktu widzenia entuzjasty supersamochodów kompromis może jednak być wyjątkowo atrakcyjny.

Audi chce znowu budzić emocje

Nuvolari ma znaczenie nie tylko jako kolejny drogi samochód. Dla Audi jest również próbą odzyskania charakteru marki.

Jeszcze kilkanaście czy kilkadziesiąt lat temu producent kojarzył się z sukcesami w rajdach, zwycięstwami w 24-godzinnym wyścigu Le Mans oraz modelem R8, który stał się jednym z symboli sportowej części gamy Audi. W ostatnich latach firma zmagała się jednak z mniej ekscytującą ofertą oraz presją na marże.

Nuvolari ma to zmienić. Jego stylistyka jest agresywna i minimalistyczna: wąskie reflektory, odsłonięty pod elementami nadwozia silnik V8, ogromne ceramiczne hamulce oraz aktywny spoiler wykorzystujący rozwiązania inspirowane programem Audi w Formule 1.

Producent nie próbuje też stworzyć samochodu dla każdego. Powstanie tylko 499 egzemplarzy. W świecie luksusu takie ograniczenie jest kolejnym atutem. Najbogatsi klienci coraz częściej oczekują bowiem produktów, które nie próbują podobać się wszystkim, lecz wyraźnie komunikują określony styl, gust i status.

Polski rynek również dobrze wpisuje się w tę zmianę. Elektryfikacja samochodów postępuje, ale w segmencie premium decyzja zakupowa nadal często wykracza poza rachunek kosztów eksploatacji. Klienci kupujący sportowe Porsche, Ferrari, Lamborghini czy najmocniejsze odmiany marek niemieckich oczekują przede wszystkim emocji. Hybryda może być dla nich sposobem wejścia w erę elektryfikacji bez rezygnowania z dźwięku i charakteru silnika spalinowego.

To właśnie dlatego przyszłość motoryzacji może wyglądać inaczej w zależności od ceny samochodu. W masowym segmencie elektryk coraz łatwiej może być postrzegany jako najbardziej racjonalne rozwiązanie. Na najwyższej półce racjonalność ma jednak mniejsze znaczenie.

Tam liczy się maszyna, która potrafi wywołać reakcję. A jeśli do osiągnięcia tego celu potrzeba jednocześnie baterii i ryczącego V8, zamożni klienci najwyraźniej są gotowi za taką kombinację zapłacić setki tysięcy dolarów.

Czytaj też: Lamborghini wskrzesza legendę Miury. Powstanie tylko 99 wyjątkowych egzemplarzy

REKLAMA