Szef Zooma zapowiada trzydniowy tydzień pracy dzięki AI

Czy tydzień pracy będzie krótszy? Firmy musiałyby podzielić się z pracownikami korzyściami z automatyzacji Czy tydzień pracy będzie krótszy? Firmy musiałyby podzielić się z pracownikami korzyściami z automatyzacji
Czy tydzień pracy będzie krótszy? Firmy musiałyby podzielić się z pracownikami korzyściami z automatyzacji

Eric Yuan uważa, że sztuczna inteligencja pozwoli pracować przez trzy lub cztery dni w tygodniu. Podobne wizje przedstawiają Bill Gates i Jamie Dimon. Obietnica dodatkowego wolnego ma jednak warunek, o którym łatwo zapomnieć. Jaki? Firmy muszą podzielić się z pracownikami korzyściami z automatyzacji.

  • Szef Zooma przewiduje, że cyfrowi asystenci umożliwią ograniczenie liczby dni pracy
  • Bill Gates i Jamie Dimon również wiążą rozwój AI z perspektywą krótszego tygodnia
  • Jensen Huang dopuszcza czterodniowy model, ale jednocześnie spodziewa się większej intensywności pracy
  • Automatyzacja może uwalniać czas, a zarazem likwidować część stanowisk i zmieniać wymagane kompetencje

W rozmowie z „The New York Times” w 2025 r. Eric Yuan postawił pytanie, dlaczego ludzie mieliby nadal pracować pięć dni, skoro AI może ułatwić im życie. Założyciel Zooma przewidywał upowszechnienie tygodnia liczącego trzy lub cztery dni. To wizja przyszłości, a nie ogłoszenie powszechnego standardu zatrudnienia ani harmonogram jego wprowadzenia.

Podobnie rozumuje Bill Gates. W programie Jimmy’ego Fallona współzałożyciel Microsoftu zastanawiał się, czy rozwój technologii nie pozwoli ograniczyć pracy do dwóch lub trzech dni tygodniowo. Jamie Dimon, szef JPMorgan Chase, mówił w Bloomberg TV już w 2023 r. o perspektywie trzech i pół dnia. W obu przypadkach chodzi o prognozy, których realizacja zależy od zmian wykraczających poza możliwości samego oprogramowania.

Jensen Huang, szef Nvidii, dodaje do tej opowieści zastrzeżenie. Według niego szybkie wdrażanie AI może umożliwić czterodniowy tydzień, ale ludzie będą prawdopodobnie bardziej zajęci niż obecnie. Mniej dni w kalendarzu nie musi zatem oznaczać mniejszej liczby zadań. Może oznaczać ich zagęszczenie, wyższe tempo i większą odpowiedzialność za wyniki.

Oszczędność czasu musi być widoczna w całym procesie

Potencjał jest łatwy do wyobrażenia. Asystent przygotowuje szkic odpowiedzi, podsumowuje spotkanie lub pomaga napisać kod. Pracownik szybciej przechodzi do oceny wyniku i podjęcia decyzji. Jednak oszczędność przy pierwszym etapie zadania nie przesądza o zysku całej firmy. Jeśli materiał wymaga długiej korekty, część pracy po prostu przechodzi na inną osobę.

Dlatego mierzenie korzyści z AI powinno obejmować czas od rozpoczęcia zadania do jego zaakceptowania, a także jakość rezultatu. Liczba wygenerowanych dokumentów niewiele mówi o produktywności, gdy dokumenty nie rozwiązują problemu odbiorcy. Podobnie programista może szybciej uzyskać kod, ale nadal potrzebuje czasu na testy, integrację i sprawdzenie bezpieczeństwa.

Przykładu korzyści z reorganizacji pracy dostarcza amerykański Exos. Jak podaje „Fortune”, po eksperymencie z krótszym tygodniem firma odnotowała spadek wypalenia o połowę i wzrost produktywności o 24 proc.

Wynik jednej organizacji nie dowodzi jednak, że identyczny efekt osiągnie każdy pracodawca. Nie jest też sam w sobie dowodem skuteczności AI: skrócenie tygodnia i automatyzacja to dwa odrębne działania.

Czytaj też: Shopify wymaga korzystania z AI. Ostrzega przy tym przed kosztami byle jakiej pracy

Automatyzacja zmienia czas pracy i zatrudnienie

Yuan otwarcie przyznaje, że część miejsc pracy zniknie. Wskazuje choćby zadania początkujących inżynierów, które może przejąć oprogramowanie. Przewiduje również zapotrzebowanie na ludzi zarządzających kodem i cyfrowymi agentami. Nie oznacza to automatycznego przeniesienia każdej zwalnianej osoby do nowej roli. Nadzorowanie systemów wymaga umiejętności, których wcześniejsze stanowisko nie musiało rozwijać.

Huang przedstawia bardziej optymistyczny scenariusz: wzrost produktywności pozwala realizować więcej pomysłów, a to może zwiększać zatrudnienie. Z perspektywy przedsiębiorstwa dostępne są jednak różne strategie. Zaoszczędzone godziny można zamienić na krótszą pracę, większą sprzedaż albo niższe koszty. Technologia nie wybiera między nimi. Robią to zarządy, uwzględniając konkurencję i oczekiwania klientów.

Nowe role nie muszą też powstawać w tych samych miejscach ani w tym samym czasie co redukcje. Okres przejściowy wymaga szkoleń i możliwości zdobywania doświadczenia. Jeżeli znikną najprostsze zadania dla juniorów, firmy będą musiały znaleźć inny sposób przygotowania przyszłych specjalistów do samodzielnej pracy.

Dla polskich firm usługowych, agencji i zespołów IT praktycznym początkiem byłby pilotaż obejmujący jeden proces, m.in. przygotowanie ofert. Warto sprawdzić czas realizacji, liczbę poprawek i dostępność dla klientów. Dopiero taki pomiar pokaże, czy oszczędności pozwalają skrócić pracę bez przerzucania obowiązków na pozostałe osoby lub na wieczory.

Najtrudniejszy może okazać się podział uzyskanych korzyści. Firma obsługująca klientów przez pięć dni potrzebuje odpowiednich dyżurów, nawet jeśli poszczególne osoby pracują krócej. Z kolei pracownik rozliczany za dostępność może nie odczuć poprawy mimo szybszego wykonywania obowiązków. Obietnica prezesów nabierze znaczenia dopiero wtedy, gdy zmienią się również cele, grafiki i zasady oceny pracy.

Czytaj też: Cicha automatyzacja. Jak małe firmy używają AI tam, gdzie klient jej nie widzi

REKLAMA