Lekarz czy algorytm? Medycyna zaczyna spór o to, kto naprawdę powinien leczyć pacjenta

Czy AI zastąpi lekarzy? / Fot. Mat. własne, wygenerowane przez AI Czy AI zastąpi lekarzy? / Fot. Mat. własne, wygenerowane przez AI
Czy AI zastąpi lekarzy? / Fot. Mat. własne, wygenerowane przez AI

Sztuczna inteligencja coraz lepiej diagnozuje, dobiera badania i proponuje terapie. Amerykańscy lekarze ostrzegają jednak, że sprawna analiza danych to jeszcze nie medycyna. American Medical Association (AMA) przedstawia ramy, które mają zagwarantować, że lekarz pozostanie centralną postacią opieki nad pacjentem. Polska także będzie musiała wyznaczyć granicę.

  • AMA przekonuje, że AI powinna wspierać lekarza, ale nie przejmować odpowiedzialności za leczenie
  • Krytycy twierdzą, że autonomiczne systemy mogą wkrótce przewyższać ludzi w wielu zadaniach poznawczych
  • Największe problemy to odpowiedzialność za błędy, regulacje i ryzyko utraty kompetencji przez lekarzy
  • Polska także wprowadza AI do e-zdrowia, ale projektuje ją jako wsparcie decyzji medycznych, a nie zamiennik lekarza

American Medical Association, wspólnie z Digital Medicine Society, przygotowała nowe ramy opisujące rolę lekarza w epoce AI. Główna teza jest prosta: technologia będzie zmieniać poszczególne zadania medyków, ale podstawowe obowiązki lekarza pozostaną takie same.

Chodzi m.in. o relację z pacjentem, kliniczny osąd i odpowiedzialne korzystanie z technologii.

John Whyte, szef AMA, podaje prosty przykład: czy pacjent z bólem w klatce piersiowej naprawdę chciałby trafić na izbę przyjęć i zostać obsłużony wyłącznie przez model językowy? W medycynie nie chodzi bowiem tylko o wygenerowanie najbardziej prawdopodobnej diagnozy, ale też o ocenę kontekstu i ryzyka.

AMA nie odrzuca AI. Organizacja mówi raczej o „augmented intelligence”, czyli inteligencji wzmacniającej człowieka. W 2026 r. ponad 80 proc. ankietowanych przez AMA lekarzy deklarowało zawodowe wykorzystanie AI, a ponad trzy czwarte uważało, że technologia poprawia ich zdolność do opieki nad pacjentami.

Druga strona: lekarz może stać się słabszym ogniwem

Autorzy opinii opublikowanej w „JAMA”, wśród nich były doradca Białego Domu ds. polityki zdrowotnej Zeke Emanuel, przedstawili bardziej radykalny scenariusz. Ich zdaniem do 2030 r. autonomiczne systemy AI mogą być gotowe do wykonywania części rzeczywistych zadań medycznych lepiej niż ludzie.

Chodzi o zbieranie informacji od pacjenta, stawianie diagnozy, dobór badań, proponowanie terapii i prowadzenie chorób przewlekłych. Jeśli algorytm osiągnie w tych obszarach trwałą przewagę, obowiązkowe pozostawianie lekarza „w pętli” nie zawsze musi zwiększać bezpieczeństwo. Człowiek może bowiem odrzucić trafniejszą rekomendację systemu.

To odwraca logikę rozmowy: co zrobić, jeśli człowiek zacznie podejmować gorsze decyzje niż system, który nadzoruje?

Czytaj też: 12-latek zaczął od kart kolekcjonerskich. Z ojcem rozkręcił biznes do niemal 190 tys. zł miesięcznie

Największe ryzyko: utrata kompetencji

Zwolennicy automatyzacji wskazują też na deskilling, czyli stopniową utratę kompetencji wskutek zbyt częstego polegania na automatycznych podpowiedziach.

Jeżeli lekarz przez lata będzie otrzymywał gotowe interpretacje obrazów, listy rozpoznań i propozycje terapii, część umiejętności może być wykorzystywana coraz rzadziej. Obecność człowieka stanie się wtedy formalnym zabezpieczeniem, ale jego zdolność do wychwycenia błędu algorytmu może słabnąć.

To wyzwanie dla uczelni medycznych. Jeśli AI przejmie znaczną część rutynowego „myślenia”, trzeba będzie na nowo zdefiniować, czego powinien uczyć się lekarz przyszłości. Konkretnie mniej odtwarzania wiedzy, więcej oceny wyjątków, niepewności i jakości rekomendacji AI.

Kto odpowie za błąd algorytmu?

Technologia rozwija się szybciej niż regulacje. Jeśli AI postawi błędną diagnozę albo zaproponuje niewłaściwe leczenie, nie jest oczywiste, kto powinien odpowiadać: lekarz, szpital, producent oprogramowania czy podmiot, który wdrożył model.

Problem dotyczy też finansowania. Autonomiczna konsultacja AI rodzi pytanie, czy i na jakich zasadach płatnik powinien za nią zapłacić.

AMA podkreśla przejrzystość, odpowiedzialność i nadzór lekarza. W czerwcu 2026 r. organizacja przyjęła polityki zakładające, że AI ma wspierać medycynę opartą na dowodach, zamiast stawać się samodzielnym decydentem.

Polska także będzie musiała wyznaczyć granicę

Ten spór nie jest wyłącznie amerykański. W Polsce cyfryzacja ochrony zdrowia szybko przyspiesza. Elektroniczna dokumentacja, e-recepty i e-skierowania są już standardem w większości placówek, a państwo rozwija kolejne rozwiązania wykorzystujące AI. W czerwcu 2026 r. podpisano ustawę rozwijającą usługi e-zdrowia, która otwiera drogę m.in. do szerszego wykorzystania sztucznej inteligencji w diagnostyce.

Co ważne, polskie przepisy przewidują AI jako jeden z elementów procesu decyzyjnego lekarza, przy pozostawieniu odpowiedzialności za świadczenie po stronie medyka. To podejście jest dziś bliższe wizji AMA niż scenariuszowi autonomicznej medycyny.

Najbliższe lata pokażą, czy taki model da się utrzymać. Jeśli systemy AI zaczną regularnie przewyższać lekarzy w diagnozie i doborze terapii, presja na większą autonomię będzie rosła. Wówczas pytanie nie będzie już brzmiało, czy lekarz powinien korzystać z AI, lecz w których decyzjach człowiek nadal wnosi wartość, której algorytm nie potrafi zastąpić.

Sprawdź też: Firma to nie rodzina. Były szef Netfliksa przekonał się o tym, gdy zwolnił jedną trzecią załogi

REKLAMA