SpaceX wchodzi na giełdę w skali, jakiej Wall Street jeszcze nie widziała. Debiut firmy Elona Muska ma być nie tylko największym IPO w historii, ale też sprawdzianem apetytu inwestorów na wielkie technologiczne narracje: kosmos, satelity, sztuczną inteligencję i obietnicę budowania infrastruktury przyszłości.
- SpaceX sprzedał 555,6 mln akcji po 135 dol., pozyskując ok. 75 mld dol.
- Wycena spółki sięga ok. 1,77 bln dol., co stawia ją w gronie największych firm świata
- Debiut pod symbolem SPCX może być bardzo zmienny, szczególnie przez duży udział inwestorów indywidualnych
- Wynik pierwszych dni handlu będzie ważnym sygnałem dla oczekiwanych IPO OpenAI i Anthropic
SpaceX, firma Elona Muska znana z rakiet Falcon, programu Starship i satelitarnego internetu Starlink, ma rozpocząć handel na Nasdaq pod symbolem SPCX. Skala oferty jest historyczna: spółka sprzedała 555,6 mln akcji po 135 dol. za sztukę, pozyskując ok. 75 mld dol. Przy takiej cenie wycena SpaceX sięga ok. 1,77 bln dol. To poziom zarezerwowany dotąd dla globalnych gigantów technologii, a nie firm, które jeszcze niedawno były postrzegane przede wszystkim jako ambitne, kapitałochłonne przedsięwzięcia kosmiczne.
Choć kierownictwo SpaceX ma symbolicznie otworzyć dzień na Nasdaq, akcje głośnych debiutantów rzadko zaczynają handel równo z pierwszym dzwonkiem. Banki prowadzące IPO zwykle próbują wcześniej zestawić zlecenia kupna i sprzedaży obejmujące ok. 10% sprzedanych akcji. W przypadku SpaceX oznaczałoby to konieczność dopasowania obrotu o wartości ok. 7,5 mld dol. To ogromna kwota nawet jak na Wall Street.
Problem polega na tym, że w tak rozgrzanym debiucie chętnych do kupna może być znacznie więcej niż gotowych do sprzedaży. Część wcześniejszych inwestorów obejmują ograniczenia sprzedaży, a inwestorzy, którzy dostali akcje w ofercie, mogą wstrzymywać się z realizacją zysków, licząc na mocne otwarcie. Dlatego handel może ruszyć dopiero w południe albo jeszcze później.
Największym pytaniem pozostaje zmienność. SpaceX sprzedał dużą część oferty inwestorom indywidualnym, co samo w sobie jest nietypowe przy tak wielkim IPO.
Z jednej strony może to stworzyć ogromny popyt i efekt „muszę to mieć” wśród drobnych graczy. Z drugiej — ta sama grupa inwestorów bywa bardziej podatna na emocje. Jeśli pierwsze transakcje okażą się rozczarowujące, część rynku może bardzo szybko przejść od euforii do panicznej sprzedaży.
W takich sytuacjach uruchomić mogą się tzw. bezpieczniki giełdowe. Przy gwałtownym ruchu kursu — zwykle o ok. 10% — handel akcjami może zostać wstrzymany na kilka minut. Takie przerwy mają schłodzić rynek i zapobiec kaskadowym reakcjom algorytmów oraz inwestorów. Mechanizm ten wprowadzono po doświadczeniach z tzw. flash crash z 2010 r., gdy indeks Dow Jones w kilka minut runął o setki punktów, po czym szybko odrobił dużą część strat.
Istotna opcja
Ważnym elementem debiutu jest też tzw. opcja green shoe. To mechanizm stabilizacyjny, który pozwala bankom prowadzącym ofertę sprzedać inwestorom więcej akcji, niż wynosi podstawowa wielkość IPO. W przypadku SpaceX nadsubskrypcja techniczna ma wynosić ok. 15%. Jeśli kurs zacznie spadać, bank stabilizujący może odkupywać akcje z rynku, tworząc dodatkowy popyt i łagodząc przecenę.
Jeśli kurs będzie stabilny albo wzrośnie, bank może dokupić dodatkowe akcje bezpośrednio od spółki.
IPO SpaceX jest nietypowe również dlatego, że Musk i doradcy spółki zastosowali model „take it or leave it”. Zamiast klasycznego widełkowego przedziału ceny, który później dopasowuje się do popytu inwestorów, cena została ustalona od razu na 135 dol. To ograniczyło negocjacyjny spektakl, ale odebrało rynkowi jeden z najważniejszych etapów — klasyczne odkrywanie ceny.
Ocena tej decyzji będzie bezlitosna. Jeśli akcje SpaceX mocno wzrosną w pierwszym dniu, krytycy powiedzą, że spółka sprzedała je zbyt tanio i zostawiła miliardy dolarów na stole. Jeśli kurs spadnie albo będzie stał w miejscu, pojawi się argument, że Musk i banki przeszacowali popyt. W obu scenariuszach debiut stanie się lekcją dla kolejnych wielkich spółek technologicznych planujących wejście na giełdę.
Stawką jest bowiem coś więcej niż sam SpaceX. Wall Street patrzy na ten debiut jak na próbę generalną przed potencjalnymi ofertami OpenAI i Anthropic. Jeśli inwestorzy zaakceptują gigantyczną wycenę SpaceX, rynek IPO może dostać nową energię po okresie ostrożności. Jeśli jednak debiut zakończy się nerwowo, menedżerowie innych spółek mogą odłożyć swoje plany albo obniżyć oczekiwania cenowe.
Czytaj też: Lody, polityka i wojna o duszę marki. Ben & Jerry’s kontra Magnum
Kontekst dla polskiego inwestora
Dla inwestorów z Polski debiut SpaceX będzie przede wszystkim wydarzeniem psychologicznym i edukacyjnym. Wielu klientów biur maklerskich oraz platform inwestycyjnych śledzi spółki Muska przez pryzmat Tesli, ale SpaceX to inny typ ryzyka: kosmos, infrastruktura satelitarna, kontrakty publiczne, Starlink i bardzo wysoka wycena. Polscy inwestorzy powinni pamiętać także o kosztach walutowych, podatku od zysków kapitałowych oraz o tym, że spektakularne IPO nie zawsze oznacza dobry moment do zakupu.
Debiut SpaceX może też pośrednio wpłynąć na inne spółki technologiczne. Część inwestorów indywidualnych może sprzedawać akcje Tesli, firm AI lub dużych technologicznych liderów, aby zrobić miejsce w portfelu na SPCX. Dopiero po kilku dniach, a może tygodniach, okaże się, czy był to chwilowy transfer kapitału, czy początek większego przetasowania.
Jedno jest pewne. SpaceX wchodzi na giełdę jako firma, która sprzedaje nie tylko akcje, ale też opowieść. O tańszych lotach w kosmos, globalnym internecie satelitarnym, czy też sztucznej inteligencji i ambicjach wykraczających poza Ziemię.
Wall Street lubi wielkie historie, ale jeszcze bardziej lubi pieniądze. Pierwsze godziny handlu pokażą, czy inwestorzy są gotowi płacić za kosmiczną wizję tak samo chętnie, jak przez lata płacili za marzenia o elektrycznej rewolucji Tesli.
Sprawdź też: SaaS miał zjeść świat. Teraz boi się, że AI zje jego własny model
