Bryan Johnson, milioner znany z obsesyjnego mierzenia parametrów zdrowia i prób spowalniania starzenia, ogłosił, że stworzył własnego „noworodkowego klona”. Brzmi jak początek filmu science fiction, ale za efektownym hasłem kryje się technologia indukowanych pluripotencjalnych komórek macierzystych. Może ona zmienić medycynę, choć na razie nie pozwala wyhodować kopii człowieka ani magazynu gotowych narządów.
- Johnson twierdzi, że jego komórki zostały cofnięte do stanu przypominającego embrionalny
- „Baby Bryan” nie jest dzieckiem ani ludzkim klonem, lecz najpewniej linią komórek iPS
- Komórki takie mogą służyć do badania chorób, testowania leków i tworzenia wyspecjalizowanych tkanek
- Wizja produkowania całych narządów i „młodej krwi” dla jednej osoby pozostaje daleko poza rutynową medycyną
48-letni przedsiębiorca poinformował na początku lipca, że zdiagnozowano u niego autoimmunologiczne zapalenie błony śluzowej żołądka. W tej przewlekłej chorobie układ odpornościowy atakuje komórki okładzinowe odpowiedzialne m.in. za produkcję kwasu żołądkowego. Skutkiem mogą być zaburzenia wchłaniania żelaza i witaminy B12, a w dalszej perspektywie niedokrwistość z niedoboru żelaza lub anemia złośliwa.
Zapisz się na newsletter BGR. Otrzymuj najlepsze informacje i porady, a także zaproszenia na eventy.
Klikając „Zapisz mnie”, potwierdzasz, że przeczytałeś i zgadzasz się z naszą Polityką prywatności.
Johnson wiązał swój stan z niewłaściwym odżywianiem w młodości, stresem i doświadczeniami związanymi z wychowywaniem trójki dzieci. To jednak jego osobista interpretacja. Amerykański NIDDK zaznacza, że dieta nie odgrywa istotnej roli w powstawaniu większości przypadków zapalenia żołądka, a w wariancie autoimmunologicznym kluczowy jest błędnie skierowany atak układu odpornościowego.
Dla Johnsona diagnoza stała się kolejnym projektem inżynieryjnym. Ogłosił, że pobrano mu krew, wyizolowano komórki, a następnie potraktowano je czynnikami Yamanaki, aby „zresetować” je do stanu podobnego do embrionalnego.
„Właśnie sklonowałem siebie jako noworodka” – napisał na X, dodając, że „mały Bryan” mieszka obecnie w szalce Petriego.
W przyszłości chciałby testować na nim terapie, hodować narządy do przeszczepów, opracowywać nowe metody leczenia i pozyskiwać młode komórki. Nie przedstawił jednak danych laboratoryjnych ani niezależnego potwierdzenia, jaki dokładnie materiał uzyskano i na jakim etapie znajduje się hodowla.
Sprawdź też: Josh Kerr pobił rekord, który przetrwał 27 lat. Nike traci na znaczeniu
Nie klon, lecz komórkowy reset
Opis wskazuje, że nie doszło do klonowania człowieka, lecz do wytworzenia indukowanych pluripotencjalnych komórek macierzystych, czyli iPSC. Dojrzałe komórki krwi lub skóry można przeprogramować za pomocą czterech czynników transkrypcyjnych: Oct3/4, Sox2, Klf4 i c-Myc. Tracą wtedy część swojej specjalizacji i odzyskują zdolność różnicowania się w wiele typów komórek organizmu. Za odkrycie, że dojrzałe komórki można cofnąć do stanu pluripotencjalnego, Shinya Yamanaka i John Gurdon otrzymali w 2012 r. Nagrodę Nobla.
To potężne narzędzie, ale nie miniaturowy człowiek. Linia iPSC może być genetycznie zgodna z dawcą i posłużyć do stworzenia komórek serca, neuronów, komórek siatkówki czy modeli fragmentów tkanek. Dzięki temu badacze obserwują mechanizmy chorób, sprawdzają toksyczność leków i projektują terapie dopasowane do konkretnego pacjenta. Trwają już badania kliniczne nad komórkami dopaminergicznymi wyprowadzonymi z iPSC u chorych na Parkinsona oraz nad komórkami linii sercowej. Są to jednak wczesne próby oceniające przede wszystkim bezpieczeństwo, a nie dowód, że można zamówić sobie zapasowe organy.
Największy problem z narracją Johnsona polega więc na skali obietnicy. Wyhodowanie określonego rodzaju komórek to nie to samo, co zbudowanie w pełni funkcjonalnego żołądka, serca czy nerki, z właściwą siecią naczyń, unerwieniem i architekturą.
Proces przeprogramowania może też prowadzić do zmian genetycznych i epigenetycznych, a niekontrolowane pluripotencjalne komórki mogą tworzyć guzy. Każda potencjalna terapia wymaga wieloetapowej kontroli jakości, standaryzacji produkcji oraz badań klinicznych.
Reakcje były natychmiastowe: część komentujących uznała pomysł za dystopijny, inni przypominali, że przełomy często zaczynają się od eksperymentów brzmiących niedorzecznie. Johnson sam podsycił spór, zapowiadając, że dzięki komórkom stanie się swoim własnym „dawcą młodej krwi”. Ta deklaracja wyprzedza jednak możliwości technologii i otwiera pytania o etyczne granice terapii projektowanych dla jednego, zamożnego pacjenta.
Pora na klony?
W Polsce medycyna regeneracyjna rozwija się w instytutach i projektach badawczych, m.in. w pracowniach komórek macierzystych i biodruku 3D Narodowego Instytutu Onkologii. Nie oznacza to jednak dostępności „narządów na zamówienie”. EMA ostrzega pacjentów w całej UE przed nieuregulowanymi terapiami komórkowymi oferowanymi poza badaniami i zatwierdzonym systemem leczenia.
Johnson potrafi zamieniać złożoną naukę w globalny spektakl. Tym razem za prowokacyjnym komunikatem stoi technologia o ogromnym potencjale, lecz „klon w szalce” jest metaforą, nie biologicznym faktem. Jego komórki mogą pomóc modelować chorobę i sprawdzać eksperymentalne rozwiązania. Nie są jednak drugim Bryanem Johnsonem, źródłem gotowych organów ani gwarancją cofnięcia starzenia.
Czytaj też: Wchodzi do „klatki” wiecznej młodości. Jej eksperyment kosztuje 2,6 mln dolarów
