Wstawanie przed świtem, trening, szybki przegląd wiadomości i śniadanie jeszcze zanim większość ludzi otworzy oczy — przez lata taki schemat uchodził za receptę ludzi sukcesu. Richard Branson, który sam zaczyna dzień o 5 rano, dziś ostrzega, że kopiowanie cudzej rutyny nie zapewni przełomu. Może za to szybko doprowadzić do zmęczenia.
- Richard Branson podkreśla, że pobudka o 5 rano działa u niego tylko dlatego, że odpowiada jego naturalnemu rytmowi
- Założyciel Virgin Group przestrzega przed sztywnymi receptami na sukces i kulturą nieustannego wysiłku
- Najlepszy plan dnia powinien uwzględniać godziny największej koncentracji, kreatywności i energii konkretnej osoby
- Coraz więcej menedżerów przyznaje, że pracuje skuteczniej wieczorem i nie zamierza dopasowywać się do „klubu piątej rano”
Richard Branson od lat jest symbolem wczesnego zaczynania dnia. Miliarder zwykle budzi się około 5 rano, ćwiczy, zagląda do mediów społecznościowych, je musli z owocami i wypija pierwszą z nawet 20 filiżanek herbaty w ciągu dnia. Taki opis łatwo zamienić w gotowy poradnik produktywności. Sam Branson uważa jednak, że byłby to błąd.
Zapisz się na newsletter BGR. Otrzymuj najlepsze informacje i porady, a także zaproszenia na eventy.
Klikając „Zapisz mnie”, potwierdzasz, że przeczytałeś i zgadzasz się z naszą Polityką prywatności.
Założyciel Virgin Group przyznał, że coraz częściej obawia się, iż ludzie traktują jego poranny harmonogram jak tajny składnik sukcesu. Tymczasem pobudka o świcie nie jest dla niego aktem żelaznej dyscypliny ani elementem osobistego wyścigu. Po prostu przychodzi mu naturalnie. Ktoś inny może osiągać najwyższą sprawność dopiero późnym popołudniem lub wieczorem.
Według Bransona problemem nie jest sama rutyna, lecz przekonanie, że istnieje jeden właściwy model dnia dla wszystkich. W mediach społecznościowych nie brakuje przekazów o „bezkompromisowej konsekwencji”, zimnych prysznicach czy pobudkach przed świtem. Takie recepty dobrze wyglądają w krótkich filmach, ale nie uwzględniają zdrowia, obowiązków rodzinnych, chronotypu ani rodzaju wykonywanej pracy. Rezultatem częściej bywa wypalenie niż przełom.
Sprawdź też: Najtańszy sposób na walkę z depresją w pracy? Mniej kontroli, więcej zaufania
Nie kopiuj zegarka miliardera
Najważniejsza rada Bransona brzmi więc paradoksalnie: nie kopiuj jego planu dnia. Zamiast analizować, o której pracę zaczynają prezesi i miliarderzy, warto sprawdzić, kiedy samemu myśli się najsprawniej. Dla jednej osoby najlepszą porą na zadania analityczne będzie poranek, dla innej wieczór. Możliwe jest też, że koncentracja osiąga szczyt przed południem, a kreatywność dopiero po kolacji.
Branson przekonuje, że takie wzorce można rozpoznać przez obserwację i eksperymentowanie. Jemu zajęło to lata. Pracował w różnych miejscach — od pomieszczeń pod kościołami, przez łodzie mieszkalne, po wolne sypialnie — i stopniowo odkrywał, jakie warunki wspierają jego energię, a jakie ją odbierają. Rutyna była więc wynikiem doświadczeń, nie próbą dopasowania życia do popularnego poradnika.
Nie wszystko da się oczywiście kontrolować. Godziny otwarcia szkół, dojazdy, spotkania zespołu czy obsługa klientów narzucają ramy.
Branson zwraca jednak uwagę, że nawet niewielkie korekty mogą mieć znaczenie. Przykłady? Przesunięcie najtrudniejszego zadania na lepszą porę, ograniczenie porannych spotkań albo zostawienie wieczorem czasu na pracę koncepcyjną.
Ważne jest też rozróżnienie między ciężką a mądrą pracą. Długi dzień nie zawsze oznacza produktywność, podobnie jak zmęczenie nie jest dowodem ambicji. Zdaniem Bransona zdrowie, relacje i czas poza biurkiem nie konkurują z sukcesem zawodowym. To właśnie one pozwalają utrzymać tempo przez lata i wracać do pracy z nowymi pomysłami.
Prezesi nie muszą być rannymi ptaszkami
Świat biznesu przez dekady premiował ludzi funkcjonujących rano. Większość biur zaczyna pracę około 9, a osoby zarządzające często same są rannymi ptaszkami. Tim Cook, Michelle Obama czy Jack Dorsey zasłynęli z tego, że przed świtem potrafią ćwiczyć, przejrzeć pocztę i rozpocząć pierwsze zadania.
Rośnie jednak grupa liderów, którzy odrzucają kult pobudki o 5 rano. Scott Mellin, menedżer związany m.in. z Salomonem, Benettonem i The North Face, od ponad 25 lat wstaje około 8 rano. Często rano jeździ na nartach, do biura przychodzi dopiero w południe, a pracę kontynuuje wieczorem, podczas kolacji z klientami. Taki rytm nie przeszkodził mu budować globalnych marek.
Podobnie myślą inni prezesi będący „nocnymi markami”. Nie pracują krócej od rannych menedżerów, lecz wybierają godziny, w których mają najwięcej energii.
Todd Wiesel, szef platformy Baxus, tłumaczy, że woli kłaść się spać zmęczony i budzić wypoczęty, niż próbować zasnąć pełen pomysłów, a potem szukać skupienia o 4 rano.
W Polsce dyskusja o produktywności również długo była zdominowana przez kult zajętości: pełny kalendarz, szybkie odpowiedzi po godzinach i przekonanie, że dobry pracownik jest stale dostępny. Tymczasem przy pracy hybrydowej i rosnącej liczbie zadań wymagających koncentracji ważniejsze staje się zarządzanie energią niż samą obecnością. Firmy mogą zyskać więcej, dając zespołom elastyczność w wykonywaniu pracy głębokiej, zamiast nagradzać wyłącznie tych, którzy pierwsi pojawiają się online.
Przesłanie Bransona nie jest zachętą do rezygnacji z dyscypliny. Chodzi raczej o odejście od rytuałów odklejonych od życia. Sukces nie zaczyna się o konkretnej godzinie. Zaczyna się wtedy, gdy człowiek rozumie własny rytm, potrafi chronić zdrowie i buduje sposób pracy, który da się utrzymać nie przez kilka tygodni, lecz przez wiele lat.
Czytaj też: Odyseusz miał sposób na prokrastynację. Ta strategia działa od 3000 lat
