Gen Z nie umie dogadać się ze starszymi szefami. Problem jest większy niż biurowy slang

Pokolenie Z ma problem ze starszymi przełożonymi Pokolenie Z ma problem ze starszymi przełożonymi
Pokolenie Z ma problem ze starszymi przełożonymi

Pokolenie Z wchodziło na rynek pracy w czasie pandemii, pracy zdalnej i eksplozji komunikatorów. W efekcie wielu młodych pracowników nie miało okazji nauczyć się niepisanych zasad biurowej komunikacji poprzez obserwację starszych kolegów. Dziś różnice między tym, co jedna generacja uważa za swobodne i naturalne, a tym, co druga odbiera jako nieprofesjonalne, zaczynają wpływać na relacje w firmach.

  • Aż 80 proc. badanych przedstawicieli Gen Z uważa różnice językowe między pokoleniami za problem w miejscu pracy
  • Młodzi pracownicy często traktują e-mail niemal tak samo jak komunikator, podczas gdy starsi widzą w nim bardziej formalny kanał
  • Praca zdalna ograniczyła możliwość uczenia się biurowych zwyczajów przez obserwowanie bardziej doświadczonych współpracowników
  • Sztuczna inteligencja pomaga młodym pisać profesjonalne wiadomości, ale może jednocześnie pogłębiać problem sztucznego i bezosobowego języka

Jeszcze kilkanaście lat temu młody pracownik rozpoczynający pierwszą pracę bardzo szybko orientował się, jak funkcjonuje biuro. Słyszał, w jaki sposób starsi koledzy zwracają się do przełożonych, widział, kiedy wypada napisać e-mail, kiedy wystarczy krótka wiadomość, a kiedy lepiej podejść do kogoś osobiście. Uczył się również znaczenia korporacyjnych zwrotów, których nikt oficjalnie nie tłumaczył.

Pokolenie Z w dużej mierze zostało pozbawione tego etapu. Część jego przedstawicieli rozpoczynała kariery podczas pandemii, siedząc przed ekranem komputera i pojawiając się na spotkaniach w Zoomie lub Teamsie. Jednocześnie młodzi ludzie wychowywali się ze Snapchatem, TikTokiem, Instagramem i komunikatorami, w których wiadomości są krótkie, bezpośrednie i często pozbawione formalnych powitań czy znaków interpunkcyjnych.

Efektem jest nie tylko różnica w znajomości slangu. Zderzają się całe modele komunikowania się.

E-mail dla jednych jest listem, dla innych kolejnym komunikatorem

Badanie przeprowadzone dla organizacji Sunny Workplace na 2004 pracownikach w USA dobrze pokazuje skalę problemu. Aż 80 proc. przedstawicieli pokolenia Z stwierdziło, że różnice pokoleniowe dotyczące języka używanego w pracy stanowią wyzwanie. Wśród baby boomers podobną opinię wyraziło zaledwie 30 proc.

Najbardziej widowiskową częścią konfliktu jest oczywiście slang. 76 proc. starszych respondentów nie wiedziało, co oznacza popularne wśród młodych określenie „delulu”, 66 proc. nie znało słowa „rizz”, a 61 proc. nie rozumiało zwrotu „no cap”. Gen Z ma jednak dokładnie ten sam problem z tradycyjnym językiem korporacji. Tylko 22 proc. młodych respondentów deklarowało, że dokładnie rozumie zwrot „boil the ocean”, oznaczający próbę podjęcia zbyt dużego lub praktycznie niewykonalnego zadania. Zaledwie jedna czwarta dobrze znała znaczenie „blue-sky thinking”.

Znacznie ważniejsze od modnych słów są jednak codzienne zachowania. Betsy Sneller, wykładowczyni socjolingwistyki na Michigan State University, zwraca uwagę na różne podejście generacji do poczty elektronicznej.

Dla wielu starszych pracowników e-mail nadal jest stosunkowo formalną i trwałą formą komunikacji. Krótkie, robocze ustalenia trafiają do Teamsa, Slacka czy innego komunikatora. Dla osób wychowanych na wiadomościach tekstowych taka granica może być znacznie mniej oczywista.

Młody pracownik może więc rozpocząć e-mail bez powitania, napisać dwa zdania bez interpunkcji i zakończyć wiadomość bez podpisu, nie widząc w tym niczego niestosownego. Przełożony może z kolei odebrać dokładnie tę samą wiadomość jako lekceważącą.

Nie chodzi więc o to, że jedna generacja „nie potrafi pisać”. Problem polega na tym, że obie strony stosują inne zasady.

Sprawdź też: Hybryda to nie półśrodek. Biuro ma przewagę, której praca zdalna nie potrafi odtworzyć

Niepisanych zasad pracy kiedyś uczono się przy biurku

Socjolingwiści określają takie zjawisko pojęciem rejestru językowego. Inaczej rozmawiamy z przyjacielem, inaczej z klientem, wykładowcą czy prezesem firmy. Przez lata środowisko zawodowe wykształciło własny rejestr, którego ludzie uczyli się przede wszystkim poprzez kontakt z innymi.

Renée Blake z New York University przywołuje wiadomości studentów, którzy zamiast bardziej formalnego „Dzień dobry, profesor Blake” rozpoczynają korespondencję od bezpośredniego „Hej, Renée”. Dla nadawcy może być to niewinna swoboda. Dla odbiorcy – przekroczenie granicy.

W firmach konsekwencje bywają poważniejsze. Sposób komunikowania się może wpływać na ocenę profesjonalizmu, dojrzałości czy kompetencji pracownika. Osoba, która nie zna obowiązującego w organizacji języka, może sprawiać wrażenie mniej przygotowanej do pracy, choć problemem jest w rzeczywistości brak znajomości niepisanego kodu.

Iain Smith z Sunny Workplace zauważa, że wcześniej początkujący pracownik mógł siedzieć obok osoby z 20-letnim doświadczeniem i mimowolnie obserwować jej codzienną pracę. Widział, jak rozmawia z klientem, jak odpowiada przełożonemu i jak radzi sobie w trudnej sytuacji. Dziś bardzo często po prostu loguje się na wideokonferencję.

Ten problem dobrze widać również w Polsce. Hybrydowy i zdalny model pracy stał się trwałym elementem wielu firm, zwłaszcza w sektorach technologicznych, finansowych czy usługach biznesowych. Dla młodych osób oznacza to większą swobodę, ale jednocześnie mniej okazji do obserwowania starszych kolegów. W polskiej kulturze organizacyjnej, gdzie w części firm nadal duże znaczenie mają hierarchia, formalny sposób zwracania się do przełożonych czy różnice między komunikacją z kolegą i klientem, takie zderzenie może być szczególnie widoczne.

AI może być nauczycielem korporacyjnego języka. Ale tylko do pewnego momentu

Co ciekawe, pandemia nie zmieniła wyłącznie Gen Z. Renée Blake zwraca uwagę, że długie miesiące komunikowania się przez ekran wpłynęły na wszystkie pokolenia. Starsi pracownicy również musieli nauczyć się nowych zasad spotkań online, komunikatorów czy pracy asynchronicznej.

Granice profesjonalnego języka stają się przez to mniej oczywiste niż wcześniej. Nawet Blake przekonała się o tym osobiście, kiedy po przeniesieniu zajęć do internetu zaczęła komunikować się ze studentami bardziej nieformalnie. Część młodych osób uznała, że wykładowczyni posunęła się za daleko i powinna zachować większy dystans.

Do całej układanki dołącza obecnie sztuczna inteligencja. Młodzi pracownicy wykorzystują ChatGPT i podobne narzędzia do przygotowywania bardziej formalnych e-maili czy odpowiedzi biznesowych. AI może zatem pełnić funkcję nauczyciela zasad, których wcześniej uczono się przy biurku.

Pojawia się jednak nowy problem. Wiadomość wygenerowana przez model językowy może być poprawna, ale jednocześnie przesadnie formalna, schematyczna i pozbawiona osobistego tonu. Zamiast nauczyć się komunikacji, pracownik może zacząć jedynie zlecać ją algorytmowi.

Badacze przestrzegają również przed sprowadzaniem całego problemu do konfliktu pokoleń. Metaanaliza opublikowana w „Journal of Organizational Behavior” wykazała niewiele systematycznych, znaczących różnic między generacjami pod względem szeregu zachowań i postaw zawodowych. Wiele stereotypów dotyczących millenialsów, Gen Z czy boomersów jest więc mocno przesadzonych.

Nie oznacza to jednak, że różnic komunikacyjnych nie ma. Media społecznościowe, pandemia i praca zdalna sprawiły, że ludzie rozpoczynający obecnie karierę zawodową zdobywali kompetencje społeczne w zupełnie innych warunkach niż ich przełożeni.

Co więcej, Gen Z już niedługo znajdzie się po drugiej stronie tej bariery. W badaniu Sunny Workplace 41 proc. przedstawicieli tego pokolenia nie wiedziało, co oznacza popularne wśród Gen Alpha określenie „Ohio”, a 75 proc. nie rozumiało w pełni lub deklarowało, że nie użyłoby słowa „skibidi”. Dzisiejsi najmłodsi pracownicy szybciej, niż przypuszczają, mogą więc sami zacząć pytać: co właściwie mają na myśli ci młodzi?

Sprawdź też: MBA nie umiera. AI zmienia jednak zasady w edukacji menedżerów

REKLAMA